Startowa Do nadrzędnej Nowości English Komunikaty Pro Anty English articles O nas Współpraca Linki Polecamy Ściągnij sobie Zastrzeżenie
| |
Ideologia zieleni
Kocham zieleń, a jak pisał J. Tuwim -
O zieleni można nieskończenie
Ekologia jest ważna. Każdy z nas może się jej przysłużyć swoim codziennym
zachowaniem. To kwestia "świadomości ekologicznej" oraz nawyków. Co każdy z nas
może zrobić dla ekologii pisałem tutaj w 2007 r. -
Ekologia dla zdrowia (i nie tylko).
Jestem pod tym względem może aż nadto uczulony na nieekologiczne zachowania -
pisałem o tym wielokrotnie na blogu, zwłaszcza ubolewając nad dewastacja przyrody,
dziwnych praktykach sąsiadów i władz w miejscu, gdzie mam działkę rekreacyjną - np.
http://lapidaria.home.blog/2010/09/Z-mojego-refugium.html [alternatywnie*
Z blox]
http://lapidaria.home.blog/2013/01/Marnotrawstwo.html [alternatywnie*
Z blox]
http:/lapidaria.home.blog/2010/01/Po-Kopenhadze.html ... [alternatywnie*
Z blox]
Szczególnie mam słabość właśnie do zielonej przyrody, do drzew, krzewów i
kwiatów.
Rośnie owa świadomość ekologiczna, że przyroda stanowi
skomplikowaną jedność, że powinniśmy o nią dbać,
także we własnym interesie, ponieważ ona nas podtrzymuje i żywi, ma
swoich wielu 'podopiecznych', ale potrafi też zemścić się w
postaci klęsk żywiołowych, gdy nie przestrzegamy jej praw.
Istnieją rzesze pojedynczych ludzi, w tym rolników, leśników, ogrodników,
projektantów zagospodarowania przestrzennego, zwykłych gospodarzy,
którzy to doskonale rozumieją i na codzień realizują w swym
zakresie cześć misji ochrony przyrody.
Istnieje wielu światłych ekologów, którzy z oddaniem służą tej symbiozie ludzi z
przyrodą i samej przyrodzie w jej niezliczonych powiązaniach wewnętrznych. Są
badacze, którzy rozwikłują tajemnice tych powiązań.
Wszystkim tym ludziom oddaję głęboki pokłon.
Są też ideolodzy ekologii i organizacje, które się tym zajmują
zawodowo lub publicystycznie. Bardzo szeroki
temat, ale w tym artykule chcę się zająć pewnymi patologiami, które się z tym
wiążą.
Wiele wspomnianych organizacji zrobiło sobie z tematu biznes, a gdzie biznes -
tam wkraczają czasem pobudki już nie ideowe.
Zresztą, historia idei pokazuje, że i one ulegają deformacjom, a następnie
są używane by kształtować swych odbiorców i potencjalnych klientów. Szczególnie
łatwowierna młodzież, z natury jeszcze niewinna, uczuciowa i idealistyczna, jest
podatna na różne indoktrynacje. Osobiście długi czas byłem w rozterce co do tego,
ile uczciwości i prawdy jest w działaniach ekologów, co np. widać z artykułu
Ekologia a zdrowie (2008 r.).
Kiedyś tutaj pokazałem przykład różnych wątpliwości w artykule
Dylemat: człowiek - ekologia - klimat (warto
zobaczyć szersze tło zagadnienia).
Jest też specyficzny aspekt postawy niektórych ekologów, który pozbawia ich w
moich oczach wiarygodności - brak dbania o zdrowie - swoje i swego otoczenia,
czyli o najbliższe środowisko, chociażby przez
palenie papierosów.
Ten artykuł będzie dość długi, a i tak dalece nie poruszy
wszystkich zagadnień. Przykładowo sprawy wegetarianizmu w kontekście zdrowia i
rolnictwa. O tym piszę w powiązanym artykule Nie jestem
wegetarianinem.
Bodajże najgłośniejszym ze zjawisk, jakie
zajmuje wiele organizacji ekologicznych jest "globalne ocieplenie" i
emisja dwutlenku węgla. Sztandarowy 'produkt' lobby ekologicznego. Zacznę od
tego tematu, w miarę zwięźle (w punktach), chociaż odnośnych materiałów mam bardzo
druzo.
I. "Globalne ocieplenie" i emisja dwutlenku węgla
1. Oceany - wydalają 95% całego dwutlenku węgla znajdującego się w atmosferze.
Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez prof. Dona Easterbrooka z Western
Washington University, temperatury oceanów są blisko powiązane z globalnymi. Jak
mówi, oceany cykliczne ocieplają się i ochładzają, zaś najbardziej ważna pod tym
względem jest tzw. dekadalna oscylacja pacyficzna (PDO). Przez większość czasu
między latami 80-tymi a 90-tymi XX wieku, cykl ten był pozytywny, tj. cieplejszy
niż średnio. Obserwacje potwierdziły także, że w tym okresie doszło do
globalnego wzrostu temperatur, jednakże w ostatnich kilku latach nastąpiło
zjawisko odwrotne i cykl zaczął się ochładzać. W przeszłości podobne cykle
trwały ok. 30 lat. W jaki zatem sposób odnosiło się do to wzrostu temperatur w
skali globalnej? Ochłodzenie w latach 1945 – 1977 wiązało się właśnie z zimnym
cyklem pacyficznym. - Chłodny cykl w Pacyfiku zastąpił ciepły, zapewniając nam
jakieś 30 lat globalnego ocieplenia - mówi Easterbrook.
2. Zwierzęta i bakterie wytwarzają 150 gigaton CO2/rok
3. Wulkany wytwarzają więcej
CO2 niż wszelkie działania
człowieka/rok, a erupcja wulkanu na Islandii w 2010 r. wyrzuciła w parę dni
więcej CO2 niż roczna jego światowa "produkcja".
4. Ludzie wytwarzają 6,5 gigaton
CO2/na rok, co odpowiada
ok. 1% owej emisji! (tylko).
Wg Patricka Michaels’a – trochę inne dane, ale będące
potwierdzeniem skali - tylko 3.225% CO2 w atmosferze jest wytwarzane przez
człowieka a cała reszta czyli 96,775 % pochodzi ze źródeł naturalnych.
A w stosunku do wszelkich gazów cieplarnianych to zaledwie
0,29% …
Pamiętajmy też, że do tych gazów zaliczamy zwłaszcza parę wodną i metan.
Mimo różnych szacunków, są to wyniki diametralnie różne od tych, którymi się nas
straszy.
Natrafiłem na poniższe wyliczenie, którego nie sprawdzałem,
ale nawet przy ew. grubszych niedokładnościach pokazuje jakieś nieporozumienie
dot. produkcji CO2 versus wpływ lasów.
Jeden hektar lasów pochłania rocznie średnio 180 ton
CO2.
Polska ma 9 100 000 ha lasów.
Zatem 9 100 000 ha lasów * 180 ton pochłanianego CO2 = 1 638 000 000 ton
(1, 638 mld ton) CO2, tyle mogą pochłonąć polskie lasy.
Polska emituje rocznie 330 mln ton CO2 (dane
trochę stare, ale nawet
je podwajając! - zobacz co wyjdzie - ok. miliarda ton nadwyżki w pochłanianiu CO2).
Niektórzy powiedzą, że przecież w Chinach emituje
się olbrzymie ilości
CO2 i
musimy to nadrobić ...
No to zobaczmy: Powierzchnia lasów chińskich to ok. 116 000 000 ha.
116 000 000 ha lasów * 180 ton z 1 ha rocznie pochłanianego
CO2 to 20 952
000 000 ton (20 959 mln) pochłanianego
CO2, przy
ilości emitowanego CO2 w Chinach równej 10 000 mln ton, czyli ok. 2 razy mniej.
Pokażmy ten mit na przykładzie całego świata.
Lasy na świecie zajmują ok. 4 000 000 000 hektarów (4 mld), co daje
pochłanianie CO2:
4 mld* 180 ton = 720 000 mln ton .
Natomiast światową emisję CO2 szacuje się na 35 000 mln ton!
Ile pieniędzy z twoich podatków zostało wydane na walkę w imię tego oszustwa?
Tę sprawę wielokrotnie krytykował
np. Janusz Korwin-Mikke,
zobacz jego ostatnie (piszę w grudniu 2017) krótkie wystąpienie w PE:
Walka z globalnym ociepleniem -
https://youtu.be/aTjcx0UviZs.
Jest dużo dywagacji w sieci na temat ocieplenia klimatu np.
https://wolnemedia.net/dowod-ze-ludzie-nie-wywoluja-globalnego-ocieplenia/ -
dyskusje trwają.
5. Szacuje się, ze
człowiek w obecnej postaci pojawił się na ziemi jakieś 1-2 miliony lat
temu. A ziemia była wówczas klimatycznym rajem. Średnia temperatura była wyższa
niż obecnie, CO2 też było więcej w powietrzu. 5% wobec dzisiejszego marnego
0,3%.
Przypatrzmy się pewnym danym.
Pogłowie zwierząt hodowlanych na świecie (np. wg
http://www.wiking.edu.pl/definiction.php?id=356&width=615&height=560):
1,372 mld bydła, ok. 1 mld trzody chlewnej, ponad 1 mld
owiec, prawie 900 mln kóz, do tego miliony koni, wielbłądów, miliardy drobiu itd.
oraz dzika zwierzyna, owe psy… to bodajże jeszcze więksi ‘producenci’
CO2, nie
mówiąc o metanie – w porównaniu do ludzi. Powiedzmy, że proporcje
ludzie-zwierzęta mogą być jak ok. 20 do 30 % (?), a może jeszcze mniej w
odniesieniu do ludzi.
Tak, jestem zdania, że jest za dużo bydła i trzody – bo
zbytnio uzależniliśmy się od mięsa, a jego produkcja pochłania kolosalne zasoby
energii, wody, powietrza i zanieczyszcza środowisko … (np. stary artykuł
http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm).
I tu widziałbym pole do poprawy sytuacji. To jednak
nie oznacza mojej negacji hodowli i mięsa konsumpcyjnego. Do tego przejdę w
punkcie II.
A jak jeszcze zaradzić zbytniej emisji
CO2 w ogóle –
wiadomo – sadzić lasy.
Wokół lasów, zwłaszcza Puszczy Białowieskiej, zrobiło się
ostatnio bardzo głośno. Jest to kolejny przykład upolitycznienia działań grup (pseudo)ekologów,
którzy w ten sposób narobili sporo szkody w wizerunku Polski na arenie
europejskiej - przypuszczam, że w dużym stopniu z inspiracji "totalnej opozycji"
i sponsoringu niemieckiego. Osobiście bardziej wierzę ministrowi J. Szyszce (profesor,
leśnik i znawca tematu) niż egzaltowanym działaczom zielonych. Zdecydowana
większość leśników wspiera działania ministra. Dopiekano mu też z powodu "lex
Szyszko". Ustawa dotyczyła jednak liberalizacji wycinki na terenach prywatnych,
natomiast wycinka w miastach to sprawa samorządów, które - jak dowodzi wiele
spraw - poczynają sobie wedle swych partykularnych interesów, często dając się
skorumpować przez deweloperów.
Bliżej mi do wyważonej postawy Rafała Ziemkiewicza, który pokazał manipulacje "ekologów"
i wiewiórkową
zadymę (przykład).
Należę do tych, którzy mają przekonanie, że czeka nas
rewolucja energetyki rozproszonej, tyle że odpowiednie wynalazki są albo jeszcze
niedojrzałe albo skutecznie blokowane przez zazdrosne lobby obecnej energetyki
paliwowej. Ta rewolucja zniweluje
dużą część zanieczyszczeń atmosfery.
Poświęciłem temu spory artykuł przeglądowy
Energetyka rozproszona, głupcze! Podzieliłem go na dwie części ze
względu na objętość:
Część1,
Część 2.
Jest to kolejna przymiarka do ważnego tematu, który zadecyduje o kierunkach
rozwoju kraju. I tutaj znów słychać echa ideologiczne. Np. ostatnią nagonkę na
siłownie wiatrowe za sprawą lobby ekologicznego, chociaż ich argumenty są
wątpliwe, a spowodowały plajtę wielu już zaawansowanych projektów w
energetykę
odnawialną (to osobny temat, który tu pomijam).
Nadal niepokoją mnie wspomniane tam trendy, np. forsowanie energetyki
scentralizowanej zamiast rozproszonej, a w szczególności stawianie na
absurdalną obecnie energetykę
atomową (niepokojącą nie tylko ze względu na niebezpieczeństwo ekologiczne).
Pisałem o tym parokrotnie także na FB i na blogu - np.
http://lapidaria.home.blog/2014/02/Co-z-energetyka.html [ alternatywnie*
Z blox ]
A efektywność … w energetyce będzie kiedyś także elementem
efektywności i wolności osobistej.
Ale nawet nie czekając na te rewelacje można wykorzystywać, i to bez dodatkowej
emisji energii do atmosfery, ‘koncentratory’ energii, która już i tak jest w
naturze (zatem bilans = 0).
Mam na myśli coraz bardziej sprawne panele słoneczne i fotowoltaikę, albo -
jeszcze wydajniejsze – koncentratory energii słonecznej na zasadzie luster
parabolicznych, grzejących wodę/czynnik grzewczy do wysokich temperatur. Są i
inne pomysły, o których wspomniałem w tym 2-częściowym artykule.
Powyższe wątki ukazują duże rozbieżności stanowisk obu
stron sporu – bardziej ideowego i politycznego niż racjonalnego, jak się wydaje.
W monografii -
manifeście ekologicznym amerykańskich
uczonych pt. "Nasza skradziona przyszłość" mówi się o bardzo wielu
zagrożeniach planety, o dewastacji środowiska, o zatruciach, chorobach,
przemyśle itp., ale nie wspomina się o zagrożeniu dwutlenkiem węgla...
Oprócz licznych artykułów drugiej strony, było parę
ciekawych, które podnoszą wątek wpływu CO2 na człowieka - korzystnego!
„Nieznany Świat”, nr 3/2011, opublikował tekst Grażyny
Fosar i Franza Bludorfa przedrukowany z niemieckiego dwumiesięcznika Matrix
3000, pt. „Potrzebujemy więcej dwutlenku węgla”. Był on wielokrotnie cytowany i omawiany.
Oto parę tez/konstatacji z artykułu i owych komentarzy (fragmenty,
po to byś nie musiał teraz szukać i aby móc tutaj do tego się odnieść):
1960 – CIA w ramach Projektu MK-ULTRA Podprojekt 124: „Badanie
psychologicznych korelatów: dwutlenek węgla-środowisko” zajmowały się wpływem
dwutlenku węgla na ludzką świadomość i ciało. [Nr akt 0000017382, źródło:
Nieznany świat nr 3/2011 str. 5].
Inaczej mówiąc, co dzieje się z naszym postrzeganiem,
emocjami, odczuciami i zdrowiem, gdy stężenie CO2 rośnie. Chłopcy z CIA
poeksperymentowali sobie na więźniach i pacjentach jednego ze szpitali. Otóż,
‘króliki doświadczalne’ w pasiakach poddawano coraz większemu stężeniu dwutlenku
węgla. Dopiero horrendalnie wysokie nasycenia CO2, gdy we wdychanym powietrzu
było znacznie mniej tlenu niż dwutlenku węgla, okazały się szkodliwe dla
organizmu. Została przekroczona bariera nasycenia - najprawdopodobniej wzrost
udziału dwutlenku węgla w powietrzu może rosnąć wyłącznie do pewnej granicy. Ta
granica jest z grubsza znana. Optymalnie to jakieś 5 proc, wobec 0,3 proc.,
które obecnie jest w atmosferze.
Wzrost zawartości CO2 w powietrzu znacząco obniża napięcie mięśniowe w całym
organizmie, zarówno mięśni prążkowanych jak i gładkich, co zwiększa kontakt
ducha z własnym ciałem.
Podobne rozluźnienie można osiągnąć przy pomocy różnych technik relaksacyjnych,
medytacji i modlitwy, ale wówczas towarzyszą temu pewne subtelne zmiany w stanie
świadomości.
Ciśnienie krwi stabilizuje się na prawidłowym poziomie, co
znaczy, że można leczyć tą metodą zarówno nadciśnienie, jak i niedociśnienie.
Znikają lęki, symptomy stresu, napięcia wokół radzenia sobie z problemami życia
i towarzyszące im emocje gniewu, agresji, hiper-aktywności lub apatii.
Stwierdzono znaczącą poprawę funkcjonowania biochemii organizmu oraz zelżenie
objawów migren, spazmów, a u pacjentów z Parkinsonem cofanie się choroby.
Powietrze z CO2 na poziomie 5 proc., wydawało się być optymalnym dla ludzkiego
organizmu, zmniejszało poczucie przygnębienia i zwiększało zdolność do bardziej
radosnego postrzegania świata.
Badania zamknięto w sejfach. Nie wiadomo, czy ktoś je powtarzał. [zatem czy się
potwierdzają, aczkolwiek dr Jan Pokrywka
doszedł do podobnych ustaleń niezależnie i wykorzystuje je praktycznie - L.K.]. Czy efekty nie byłyby bardziej niespodziewane, gdyby
eksperyment był kontynuowany.
Wiadomo teraz - tlen to zdrowie i dwutlenek węgla też. Liczą się proporcje.
CO2 może być nawet 5 proc. w powietrzu, a tlenu nieco mniej niż jest. I to jest
dla zdrowia człowieka dobre, a nawet lepsze niż stan obecny.
(koniec cytatów).
Dlaczego ta wiedza (a przynajmniej raport) nie jest
powszechna? Najprawdopodobniej, ‘panom świata’ wcale nie zależy by ludzie czuli
się lepiej, mieli szerszą świadomość, nie chorowali…
Przeciwnie, lepiej rządzić sfrustrowanymi i sprzedawać im lekarstwa. Może stąd
bierze się owo ‘spiskowe’ podejrzenie, że ciemne siły
rządzące światem dążą do depopulacji, ukrywając korzystna dla zdrowia
wiedzę, wprowadzając trucizny do żywności,
GMO, tworząc choroby i leki które bardziej szkodzą niż pomagają, wszczynając
wojny, nie reagują na biedę i głód, itp.
By obronić się przed tą ‘złą ludzkością’, która szkodzi przyrodzie …
Wreszcie - wielokrotnie tu
poruszany temat wagi dwutlenku
węgla w naszym oddychaniu -
patrz np. Oddychanie wg Butejki
(o tym, że dwutlenek węgla gra kluczową rolę w ...
natlenieniu organizmu).
W zeszłą zimę i potem
dużo pisało się o smogu. Są opinie,
że to jakaś akcja, nawet polityczna, bo smog bywał i wcześniej. Faktem jest, że
zima była mniej łagodna od poprzedniej i ludzie palli w piecach. To bodajże
główny czynnik. Można temu zaradzić.
Samochody podobno mają w tym udział rzędu 16%. Jednak popieram gorąco plany elektromobilności -
jako fan samochodów elektrycznych (patrz np. wpis o Elonie
Musku). To nie tylko ograniczenie emisji spalin, ale znaczący krok
technologiczny w zakresie transportu.
Jednak dużo większy wpływ na zanieczyszczenie powietrza
ma wzmożony (coraz większy) ruch lotniczy. To także źródło hałasu, który
ingeruje nie tylko w życie ludzi. Jakoś mało słyszy się by ekolodzy byli równie
głośni w tej sprawie. Widocznie wszystkich urzeka wygoda - nawet kosztem
przyrody i zdrowia. Marzy mi się transport powietrzny na bazie zupełnie innych
rozwiązań niż silniki spalinowe.
Dużym zagrożeniem, wciąż
mało uświadomionym, jest smog elektromagnetyczny. Duży temat częściowo
kiedyś pokazany w artykule Elektrosmog - puszka
Pandory, ale są i nowsze dramatyczne doniesienia. Tu podobnie -
wygoda korzystania z komórek i wi-fi
przeważa nad dalekowzroczną troską o zdrowie, zwłaszcza dzieci. Gdzie jest
aktywność ekologów w tym zakresie?
Wielu płacze nad smogiem, a śmiało się z Jana Szyszko gdy
interpelował w sprawie chemtrails. Wg mnie to nawet dużo większy
problem. Ale ten się śmieje, kto śmieje się ostatni, a płakał wśród pierwszych,
jak ja nad naszym niebem (Chemtrails, Chemtrails
alert,
Smugi na niebie, ...).
Tak jak tutaj i w innych zagadnieniach przyrody - pamiętajmy, że jest delikatna
i człowiek nie powinien pochopnie i nierozważnie w nią ingerować.
(fotka z lutego
2017, Warszawa; objąłem tylko
skrawek nieba, które było pokratowane i w innych polach widzenia)
Jakoś nie słychać by ekolodzy tym się
zajmowali, przynajmniej w Polsce, i tak,
by to przebiło się do mediów, jak gości tam wiele innych pseudoproblemów.
Podobnie stosunkowo nieproporcjonalnie do zagrożeń ekolodzy mało udzielają
się w sprawie zagrożeń GMO,
geoinżynierii, zatruwaniu i okaleczaniu ludzi (zwłaszcza dzieci) przez
szczepionki i
BigPharmę (leki i wymuszone procedury). To hipokryzja lub/i dowód na
sponsorowanie przez tych, którzy chronią swoje interesy.
Długo by wymieniać różne niekonsekwencje w świecie ekologii...
II. Ekolodzy i wegetarianie przeciwko hodowli zwierząt
Ten artykuł koresponduje z art. Nie jestem
wegetarianinem.
Tam podałem szereg przesłanek za stanowiskiem, że dla człowieka jako
wszystkożercy, jedzenie mięsa jest naturalne a nawet pożyteczne (przy
wymienionych zastrzeżeniach).
Zatem i hodowla jest uprawniona. Szereg tez antymięsnych jest nietrafionych. Skupiłem się na aspektach zdrowotnych, a tutaj poruszę szerzej aspekty ideologiczne i gospodarcze.
Rozumiem zastrzeżenia etyczne.
Sam mam słabość do zwierząt, zajmuję się tu i
gdzie indziej sprawami
duchowymi, wierzę w jedność przyrody i życie uczuciowe wielu zwierząt, w ich
świadomość (zróżnicowaną), wiem że cierpią, potępiam wszelkie okrucieństwo.
Chciałbym to zaakcentować.
Jednocześnie trzeba uznać pewien naturalny porządek rzeczy i szereg uwarunkowań.
O tym będzie w części III.
Osobiście jadam mięso, ale preferuję dziczyznę - zarówno ze względów zdrowotnych
jak i właśnie ideowych. To może niejednego zdziwić, ale szanuję myśliwych - tych,
którzy nie uprawiają swego fachu dla rozrywki, ale widzą go jako rolę w
zachowaniu równowagi biologicznej na terenach pod jurysdykcją państwową.
Natomiast jestem przeciwny kłusownictwu, nie liczeniu się z okresami ochronnymi
i gatunkami chronionymi, głupiemu i okrutnemu pogromowi wielorybów, fok,
delfinów, słoni i innych gatunków w imię rozrywki,
starych złych tradycji,
rabunkowej eksploatacji, bezmyślności, która ruguje co roku kolejne gatunki na
Ziemi.
Dlatego zajmę się najpierw tą kwestią.
W Polsce zaczęło się ... polowanie na myśliwych. W sporej mierze za
przyczyną pewnego miłośnika kotów (do których i ja należę) myślistwo jest na
cenzurowanym. Paradoksalnie ta postawa łączy twardy elektorat PiS z lewicowymi
aktywistami.
Kto uważa się za konserwatystę i wielbiciela tradycji (a w zakresie
myślistwa
jest potężna) nie powinien jednocześnie powielać dostarczanych przez lewackie
organizacje gotowych frazesów i klisz na temat myśliwych.
Owszem, można zrozumieć niechęć do tej spuścizny PRLu, gdzie myśliwi stanowili
specyficzną elitę działaczy partyjnych i gospodarczych, ze specjalnymi
uprawnieniami, z łatwym dostępem do broni, który dla innych był prawie
niemożliwy,
z towarzyszącymi tym kręgom układami.
Trzeba też widzieć hipokryzję gdy porównuje się polowania do rzezi zwierząt
hodowlanych. Myśliwy stając wobec zwierzęcia musi przestrzegać pewnych reguł,
inaczej bowiem staje się zwykłym kłusownikiem. Zwierzę w czasie polowania ma
szanse, w rzeźni nie ma żadnych.
Animalsi tworzą lemingową religię w duchu superpoprawności politycznej.
Dochodzi do tego, że ważniejsze jest życie jakiegoś skrzata leśnego niż życie
dziecka. Aborcja - tak, strzelanie do dzików nie. Rozlewa się nienawiść do ludzi,
a jednocześnie litowanie nad zwierzętami, nawet bez zastanowienia czy w wielu
przypadkach słusznie. Jest sporo przykładów na takie przypadki.
Polowania są elementem gospodarki leśnej, a w całokształcie
działalności myśliwych stanowią ok. 20-30 procent.
Reszta to dbanie o przyrodę, w tym dokarmianie zwierząt, bo to też część
myśliwskiego etosu. Polowania regulują ilościowo gatunki w lesie, te które
nadmiernie się rozmnożyły. Także hamują ekspansję zwierzyny na tereny rolnicze,
o co nieraz błagalnie zabiegają u władz rolnicy w obliczu wielu strat w uprawach.
Natomiast osobiście nie rozumiem wędkarstwa 'rekreacyjnego' - to rodzaj
polowania z zadawaniem cierpienia - bez uzasadnienia regulowania populacji.
Mówiąc o właściwościach mięsa z punktu widzenia zdrowia w art.
Nie jestem wegetarianinem wspomniano, że najczęściej
jego szkodliwość wynika z przemysłowych metod hodowli i przetwórstwa. To mięso
jest po prostu zatrute - w przeciwieństwie do dziczyzny. Wielu alergików wręcz w
ogóle nie może jeść mięsa z takiego uboju, nie mówiąc o wysoce przetworzonych
wyrobach mięsnych. Podobnie jak wiele innych produktów - zobacz
Fałszowanie jedzenia.
Można się zgodzić, że mięso z rzeźni faktycznie przesycone jest toksynami i
energiami, które łączą się z oporem i strachem zwierzęcia w czasie doprowadzania
do miejsca uboju i w trakcie okrutnej jego śmierci. Jest jej świadome, natomiast
śmierć podczas polowania na ogól jest gwałtowna i nie zawiera w takim
stopniu całego teatru grozy.
W ogóle zwierzęta dzikie, żyjące na wolności, są zdrowsze.
A dziki wchodzą do miast, pod sam nos i robią wiele szkód,
nawet w reprezentacyjnych parkach miejskich. Zamiast się za
to sensownie wziąć - akcje liczenia zwierza, kosztowne i nieskuteczne obławy i
wywożenie poza miasto, a po jakimś czasie znów mamy je z powrotem. A wilki
podchodzą już pod Kraków.
Gawrony i inne większe ptactwo rozmnożyło się niepomiernie, trzebią
mniejsze ptactwo (gdzieniegdzie nie ma już wróbli) , rozwlekają śmieci z koszy, zanieczyszczają ulice,
degradują lasy grądowe (zakwaszenie gleby) w miejscach masowego nocowania.
Trawniki w Parku
Praskim / Warszawa
Podobnie nieskutecznie (jeśli w ogóle) działa się z bobrami, które
dewastują tereny nadrzeczne (na zdjęciu nadwiślańskie). Niedługo już brzegi będą bez drzew. Są i
zagrożenia dla instalacji melioracyjnych i zagrożenia podtopieniami wywoływanymi
przez żeremia.
Młociny / Warszawa
Ekolodzy - jak słyszę, to zjawisko tolerują i blokują akcje interwencyjne. Tu
uszczerbek w drzewostanie nie przeszkadza...
Ostatnio głośno było o przemyśle futrzarskim.
Faktem jest, że wiele zwierząt hodowanych jest w warunkach urągających
wyobrażeniu o postępowaniu humanitarnym.
Podobnie sposoby uboju.
Pisaliśmy o tym w artykule Pomnik dla (kury)
- w odniesieniu do kur.
Jestem za radykalną zmianą w tym sposobie działania.
Czy to jednak oznacza, że mamy nagle skasować hodowle zwierząt futerkowych i cały
związany z tym duży przemysł? Pozbawić pracy dziesiątki tysięcy ludzi,
zbankrutować wiele przedsiębiorstw? Oddać to w zagraniczne ręce,
pozbawiając Polskę całej branży?
Takie myślenie zostało zaszczepione nawet w sferach rządowych - za sprawą
ideologii ekstremalnych ekologów.
Okazało się, że ten ruch (z wyłączeniem osób, które w dobrej wierze i bez
świadomości ukrytych mechanizmów) jest animowany przez zagraniczne firmy, które
chcą przejąć nasz rynek utylizacji odpadów hodowlanych. Są one wykorzystywane do
karmienia zwierząt. Owe firmy sponsorują naszych aktywistów, którzy ... za
pieniądze sprzedają polskie interesy. Przepraszam tych, których wrzuciłem do
tego worka niesprawiedliwie, ale samego faktu nie wymyśliłem - było nagranie z
pewnej imprezy, gdy pokazano takie wyznanie aktywistki, a dla środowiska jest to
tajemnica poliszynela.
"Argument merytoryczny" tych aktywistów, to że skóry, futra to nieekologiczne ubrania. Stąd nawet pikiety sklepów futrzarskich, ostracyzm wobec
osób które noszą skóry, kożuchy, oblewanie farbą futer.
Przytoczę swój wpis
z pewnego bloga - później uzupełniony o parę myśli w wyniku dyskusji z
ekologami oraz dalsze własne przemyslenia.
Ekologiczne?
Dość powszechnie używa się sformułowania „ekologiczne” do takich wyrobów jak
sztuczne futra i kożuchy, torby, buty, galanteria i buty wykonane z różnych
plastików.
Czy w rzeczywistości są one ekologiczne?
Po pierwsze, jak wiadomo, większość tworzyw sztucznych nie rozkłada się
naturalnie, przeciwnie – ich rozpad może trwać setki lat.
Po drugie - niektóre tworzywa zawierają substancje szkodliwe, które
uwalniają się zarówno przy używaniu jak i recyklingu.
Nawet spalarnie (te starsze , ale czy tylko?) uwalniają dioksyny, a
ostatnio wiele mówi się o
zatruwaniu powietrza przez palenie różnych plastików w piecach domowych, przez
nieodpowiedzialnych gospodarzy, którzy chcą zaoszczędzić
na węglu lub drewnie.
Po trzecie – produkcja tworzyw wymaga dużych ilości energii i wody oraz
chemikaliów, z których część stanowi toksyczny odpad produkcyjny.
Tu trzeba sprawiedliwie wspomnieć, że także przemysłowy chów
zwierząt to duże ilości zużytej wody, do tego ogromna ilość odchodów zwierzęcych
(ale tradycyjne rolnictwo umiało je zagospodarowywać dla ekologicznego nawożenia
ziemi) i emisja metanu do atmosfery. Podobnie przemysł przetwarzania np. skór na
produkty odzieżowe i buty jest również toksyczny zarówno dla pracowników jak i
naszej planety. Stosuje się toksyczne substancje np. chrom, który jest przyczyną
raka u ludzi. Ten sam chrom po produkcji wydalany jest do wód lokalnych.
Po czwarte – jeśli ekologię pojmować w pełni, ekologiczne jest to, co jest
zdrowe dla człowieka. Buty ze sztucznej skóry są nieprzewiewne, w zimie chłodne
(jest jednak w tym zakresie postęp), koszule z tworzyw podobnie,
potliwe, nieprzyjemne i często uczulające – itd.
Odkryto, że niektóre tworzywa krusząc się wydzielają mini pyłki i włókna
szkodliwe dla naszego zdrowia. Na uwagę zasługuje pokrywanie nawierzchni
boisk ("orliki") sztuczną trawą, która kruszy się w trakcie ścierania, a
także gumowe podłoża placów zabaw i gier są toksyczne, wydzielają (co nawet czuć
przy wyższych temperaturach) trujące substancje (patrz
te relacje).
Nasz system recyklingu jest ograniczony i niewydolny, a w ogóle wiele śmieci
trafia do … lasów, stawów i na otwarte wysypiska.
Produkcja torebek i galanterii (także tej do kuchni, meblowej itp.) z tworzyw
jest stosunkowo tania, więc mamy niebywały zalew takich towarów, które podlegają
modzie i są nader często i szybko zastępowane kolejnymi. W dodatku są to
produkty niskiej jakości, szybko niszczące się. Stoi za tym duży przemysł
powiązany z "big oil" który chcąc wypchnąć na rynek jak największą ilość swych
produktów, w szybkiej rotacji. Zatem, wszechobecność plastiku i chemii we
wszystkim jest zjawiskiem równie (jeśli nie bardziej) groźnym niż takaż
schemzowana hodowla zwierząt i ich eksploatacja. Trzeba patrzeć na długofalowe
skutki. Obecna kampania na rzecz ograniczenia sztucznych opakowań, talerzyków,
sztućców, słomek itp. budzi też opór, bo pozbawia nas pewnych wygód, ale właśnie
widzi problem perspektywicznie. Ufam, że zostaną wynalezione lepsze materiały w
tym celu, podobnie jak dla ubrań, chociaż przewiduje wściekły opór BigOil,
BigPharma itp. potentatów schemizowanego świata. Nie bądźmy ich nieświadomymi
sojusznikami. Te wrogie ludzkości kompleksy przemysłowe, także Monsanto (obecnie
Bayer) są także zamieszane w propagandę przeciw produktom
naturalnym - łącznie z lobbowaniem przeciw hodowcom. Paradoksalnie
ekolodzy traktując hodowców podobnie włączają się w narrację tych korporacji.
W wyniku tej nagonki i ostracyzmu zanikło wiele tradycyjnych
rzemiosł.
No dobrze, ale jaka jest alternatywa?
Powiem rzecz niepopularną w naszym świecie coraz większej poprawności
politycznej i ekologicznej.
Otóż, w świetle powyższego. właśnie klasyczne futra i kożuchy, skórzane buty i inne wyroby naturalne
SĄ ekologiczne.
Skóra, włókna naturalne rozkładają się szybko i nie zawierają tylu toksycznych
elementów co tworzywa sztuczne.
Ale zwierzęta? – zaoponują ekolodzy i wegetarianie.
Wiem, sam przez lata agitowałem i agituję na rzecz zwierząt i czuję problem.
Powiem tak: hodowla bydła i trzody nie zaniknie tak szybko jakbyśmy chcieli.
Zamieszane są zbyt duże interesy a i technicznie to też będzie dość długi proces.
Skoro zabija się zwierzęta dla mięsa, to utylizacja skór jest procesem wtórnym.
Zwierzęta padają też w wyniku śmierci naturalnej - utylizacja ich skór nie budzi
emocji.
Mam nadzieję, że do czasu kiedy masowa hodowla zaniknie (wierzę, że tak kiedyś będzie,
bo produkcja mięsa – poza aspektami etycznymi i częściowo zdrowotnymi – jest
ekonomicznie nieefektywna – patrz np.
http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm ), zostaną wynalezione takie
tworzywa i procesy, które zapewnią im ekologiczność na poziomie produktów
naturalnych przy zachowaniu ich zalet. Ostatnio dowiedziałem się, że są
już takie próby jak np. tworzywo Pinatex ("skóra" z liści ananasa), czy
skóra wegańska wytworzona z bio oleju pozyskiwanego z upraw zbóż w Europie
Północnej.
(Podobnie wierzę, że kiedyś nie będziemy
hodować zwierząt, by je potem zjeść, tylko mięso będzie pochodziło z hodowli
tkanek. Może tak samo będzie z hodowlą skóry z naturalnym futrem?).
Poza tym - czy nie ma w ruchu antyfutrzarskim hipokryzji? Czy wszyscy ci protestujący
nie jedzą mięsa? Czy pikietują rzeźnie i masarnie?
Oczywiście – naturalne futra czy kożuszki są droższe, podobnie buty. I
dlatego kupuje się je dużo rzadziej, a niektórych w ogóle na to nie stać. Tak
więc jest to zjawisko marginalne w porównaniu do naszej 'konsumpcji' tworzyw
sztucznych.
Ale czyż nie wolelibyśmy mieć wygodnych, eleganckich i zdrowych butów skórzanych?
Czy kobieta musi mieć np. 20 torebek z plastiku zamiast kilku eleganckich skórzanych lub
materiałowych, które mogą być nawet tańsze od plastikowych?
Kożuszek może być zastąpiony nawet bardziej elegancką kurtką bawełnianą z
wkładem puchowym lub też bawełnianym...
Optuję za powrotem do wiekszego udziału bawełny, wełny konopi, lnu i
innych surowców naturalnych w produkcji konfekcji.
---
Wspomniałem o plastikach, więc jeszcze obserwacja z pogranicza ekologii.
Widzę sąsiadów, którzy kupują duże plastikowe worki na śmieci, w których
potrafią je zbierać w domu ponad tydzień (sądząc po wielkości). Mówię o odpadach kuchennych. Dopiero
po tym czasie wyrzucają, bo pewnie smród nie jest już do wytrzymania. Tyle że w
windzie czuję go jeszcze przez pół dnia. W rodzinie nie kupujemy takich
worów, bo mamy sporo małych, jakie i tak pozostają po zakupach. Po uzbieraniu
odpowiednio małej porcji odpadów od razu wyrzucamy do śmietnika. Nie ma smrodu,
jest spacerek :) A w ogóle - prawie nic z żywności nie wyrzucamy.
I mam podejrzenie, że w tych worach (czasem dwóch) jest sporo "odpadów
nadmiarowych" (zobacz, co mam na myśli).
Marnowanie jedzenia to też działanie antyekologiczne. A przy okazji - wiadomo,
że gdy jemy mniej, a lepiej - jesteśmy zdrowsi.
III. A dobro zwierząt? O hipokryzji etycznej.
Nie uważam, że osoby „wszystkożerne” to okrutnicy bez serca. Któż może
popierać współczesny system hodowli świń, krów i kur w warunkach nieakceptowalnych, a także ubój w warunkach nieetycznych? Któż może popierać ten
system, który nie respektuje życia i daje nam do spożycia toksyczne mięso?
Niezależnie od tego, jaką mamy dietę, powinno nas to oburzać.
W Stanach Zjednoczonych jest prężnie działający ruch konsumentów, którzy
kupują wyłącznie mięso zwierząt hodowanych
w warunkach naturalnych, czyli na
łąkach w przypadku bydła, na wolnym wybiegu w przypadku drobiu, a także dziko
żyjące ryby.
W Europie ten ruch jest niemal nieobecny.
To zmusza, czasem dość mocno, do przedkładania
jakości nad ilością. Chodzi o kupowanie żywności spełniającej te wyższe
standardy. W taki sposób możemy wspólnie zmniejszyć a ostatecznie zatrzymać ten
barbarzyński system hodowli przemysłowej.
Ale do sprawy cierpień zwierząt trzeba podejść szerzej.
Nie jest tak, że mięsożercy są okrutnikami a wegetarianie są niewinni i czyści.
Bo wielu sądzi, że żywność wege nie przyczynia się do cierpienia zwierząt.
A
co, jeśli powiem, że przyczynia się? I to w stopniu podobnym, jak hodowla
zwierząt na ubój?
Trzeba to wiedzieć, żeby uspokoić zatroskane sumienie. Jak uczy medycyna chińska,
do stołu nie powinno się siadać
z jakimkolwiek poczuciem winy.
Założenie, że jeśli jadłospis składa się tylko z produktów wege, to człowiek
nie przyczynia się do cierpienia zwierząt jest hipokryzją. Prawda jest inna.
Steven Davis, profesor z Uniwersytetu Stanu Oregon, w debacie na temat etycznych
problemów spożywania mięsa zauważył coś, na co są ślepi miłośnicy wege. Otóż
podczas uprawy roli na całym świecie rocznie giną dziesiątki miliardów zwierząt.
Jak obliczył Davis w samych Stanach Zjednoczonych w trakcie uprawy zbóż ginie
średnio 15 zwierząt na hektar w ciągu roku. Przyjmując, że w Stanach jest 120
milionów hektarów ziem uprawnych — liczba zabitych zwierząt rocznie tylko na
uprawy roślinne sięga 1,8 miliarda. Za to — dodaje Davis — gdybyśmy połowę ziemi
przeznaczyli na taką uprawę, a połowę na wypas zwierząt-przeżuwaczy, których
mięso potem zjadamy (np. krów), to rocznie zginęłoby 1,35 miliarda zwierząt (bo
ten drugi rodzaj hodowli skutkuje śmiercią niespełna 7,5 zwierząt na hektar w
ciągu roku).
Trzeba jednak uczciwie zauważyć, że zużycie takiej samej ilości ziemi w obu
systemach nie wykarmiłoby takiej samej ilości ludzi. Dlatego nie można systemów
tych porównywać bezpośrednio i na podstawie różnicy mniejszej lub większej
oceniać, co lepsze. Natomiast fakty się nie zmieniają: zarówno żywność dla wegan,
jak i żywność dla mięsojadów — jest w dzisiejszym świecie jednoznaczna z
poświęcaniem zwierząt, tak samo dużych, jak i małych.
Zwrócę jeszcze uwagę na pośrednie
zabijanie drobnych zwierząt przez stosowanie pestycydów i sztucznych nawozów w
uprawach. Szczególnie budzi niepokój duży spadek populacji pszczół. Wiadomo, że
bez nich upadnie wiele dziedzin rolnictwa i sadownictwa.
Podejrzewa się właśnie wpływ chemikaliów oraz/lub elektrosmogu.
Jak podkreślałem - nie jestem przeciwny wegetarianizmowi, natomiast co
do co do weganizmu, to tak, mam duże obiekcje.
Na dłuższą metę bałbym się żyć tylko na owocach, warzywach,
zbożach (< patrz), roślinach strączkowych, orzechach i nasionach. Bo
weganizmu nie da się uzasadnić naukowo pod kątem korzystności dla zdrowia (było
o tym w art. Nie jestem wegetarianinem). Nic dziwnego, bo
to nie nauka była zaczątkiem dla weganizmu, a pobudki etyczne.
Jednak uzasadnianie weganizmu etyką kłóci się z powyższą konstatacją o
zwierzęcych ofiarach upraw oraz porządkiem świata,
w którym nie da się całkowicie znieść cierpienia zwierząt — tak przy produkcji
na przykład zbóż, które leżą u podstaw diety wegańskiej, jak i innych produktów
roślinnych.
Pociągnijmy ten sztandarowy dla wegan temat etyczny.
Zacytuję parę zdań z
wywiadu prof. Jana Hartmana.
„Nie można stawiać ludziom wymagań niemożliwych do spełnienia. Zabijanie się w
świecie zwierzęcym, do którego sami należymy, jest czymś zwykłym i nie ma co
udawać, że nie jesteśmy zwierzętami mięsożernymi. Człowiek, który je mięso, nie
musi czuć się winny z tego powodu. Jednak powinniśmy dążyć do tego, aby, jeśli
to tylko możliwe, jeść mięso pochodzące od zwierzęcia, które miało akceptowalne
życie, a śmierć nie była dla niego cierpieniem. Możemy zrobić wysiłek, by życie
tych miliardów zwierząt, które powołujemy do istnienia, karmimy, by je potem
zabić i skonsumować, nie było tragiczne. Możemy też postarać się o to, by ich
śmierć była natychmiastowa i nie była poprzedzona traumą.
Być może to wszystko kosztuje, ale mamy moralny obowiązek te koszty ponosić”.
Dalej profesor mówi:
„Nie mamy obowiązku naśladowania osób heroicznych, lecz powinniśmy je doceniać i
szanować. Niejedzenie mięsa z powodów etycznych jest takim małym heroizmem.
Obowiązek, jaki spoczywa na każdym z nas, to dokładanie starań, by nie wspierać
nieetycznej hodowli. A więc nie kupować najtańszego mięsa, z intensywnej hodowli,
gdyż wiadomo, że tam zwierzęta miały bardzo złe życie. Już to jest bardzo trudne
do spełnienia, tym bardziej że wciąż brakuje oznaczeń etycznej hodowli na
produktach mięsnych. Ja na przykład, choć bardzo lubię kurczaki i ryby, często
wybieram wołowinę. Uważam, że etyczniej jest jeść mięso pochodzące od dużego
zwierzęcia. To bowiem oznacza, że jedna śmierć wystarczy do wykarmienia wielu
osób. Wyobrażam też sobie, może naiwnie, że ta krowa chodziła po łąkach, a nie
stała w oborze, miała więc lepsze życie niż kurczaki stłoczone w kurniku”.
[Moje (LK) wtrącenie: tak mają krowy i byki hodowane na dużych ranczach obu
Ameryk - zwierzęta te - aż do uboju - żyją na wolności - na podobieństwo
dzikich zwierząt. Dlatego ich mięso ma inną wartość i smak - jest znacznie
zdrowsze].
Następnie profesor mówi:
„Sami jesteśmy zwierzętami, zwierzęta się wzajemnie zabijają i my też jako
zwierzęta zabijamy. Czas, by wreszcie na powrót odkryć własną zrepresjonowaną
przez kulturę zwierzęcość. Jako zwierzęta zabijamy inne zwierzęta, ale jako
istoty zdolne do empatii i delikatności powinniśmy wyrzec się okrucieństwa wobec
innych istot, liczyć się z ich dobrostanem”.
Na pytanie: „Szanujemy zwierzę, ale mamy prawo je zabić?” profesor odpowiedział:
„Tak, ale nie prawo bezwzględne. Tak jak to zwierzę ma „prawo” zabić inne
zwierzę, tak i my mamy „prawo” zabijać. Nie to nas czyni złymi, że zabijamy,
lecz niewrażliwość, okrucieństwo, bezmyślność. Każdy żyje wedle tego, kim jest i
jaki jest. Nie potępiamy lwa za to, że zabija antylopę, bo uznajemy porządek
świata, w którym są lwy i antylopy. Nie wtrącamy się w te relacje. My też
jesteśmy w tych relacjach, choć one się zmieniły – kiedyś ludzie zabijali i byli
zabijani przez zwierzęta, dziś rzadko jesteśmy zabijani”.
Dodam pewną refleksję dotyczącą skąd jeszcze bierze się idealistyczna
wrażliwość ekologów w sprawie zwierząt i mięsa.
Na codzień nie zastanawiamy się nad cierpieniem zwierząt, nie mamy z tym
styczności.
Ale już relacje z rzeźni przerażają prawie każdego. Prawie?
Jest wiele zawodów i zajęć, na które sami byśmy się nie zdecydowali, ale inni —
owszem. Ubój zwierząt jest jedną z takich prac. Nie musimy tego robić samemu,
żeby móc jeść mięso, tak samo jak nie musimy sami budować sedesu, żeby móc się
załatwiać.
Wyobrażam sobie, że gdybyś sam miał zdobyć to mięso, to w wielu przypadkach
opanowałby cię strach. „W życiu bym tego nie zrobił”. Ale na tym świecie ktoś
robi coś, czego ktoś inny nie mógłby robić — bo to jest trudne, bo śmierdzi, bo
przeraża.
Są ludzie, którzy po prostu nie potrafią pracować w zawodzie pielęgniarki, tak
samo jak są ludzie, którzy po prostu nie potrafią pracować w zawodzie rzeźnika.
I odwrotnie: są ludzie, którzy są w tym dobrzy i potrafią to robić.
Oddawanie „brudnej roboty” innym ludziom, którzy potrafią ją wykonać, ma
dodatkową zaletę. Umożliwia zachowanie wysokich standardów higieny i
bezpieczeństwa, których zachowanie na własną rękę byłoby trudne.
Zatem, o ile wrażliwy człowiek buntuje się wobec procedur w rzeźniach, to nie
powinien oskarżać tych, którzy dla niego, dla jego kulinarnej przyjemności,
wykonują tę "brudną robotę". To byłaby hipokryzja.
Podobnie zbuntowani weganie i wegetarianie z uśmiechem na twarzy korzystają z
kosmetyków, przy których testowaniu krzywdzi się na przykład króliki, popadają w
sprzeczność ze swoimi przekonaniami. Podczas tego testowania często przekracza
się granicę, za którą serce bić przestaje. Ale sami nigdy w życiu nie
skrzywdziliby królika. Co to, to nie! Praktykują coś, co
można nazwać wybiórczą
ignorancją. Urazę do innych (mięsojadów) żywią za to, co sami robią — tylko w
inny sposób.
Natomiast zupełnie oburzające jest złe traktowanie zwierząt domowych -
przecież są w bardzo wielu gospodarstwach i rodzinach,
jak trzymanie całe życie na łańcuchu, znęcanie się nad psami, porzucanie ich
przywiązanych do drzew w lesie, okaleczanie itp. Samo trzymanie np.
niektórych ras psów w ciasnych mieszkaniach miast też jest dla
nich cierpieniem - to nie ich środowisko.
Przyroda tak 'zaplanowała' świat, że jedna grupa organizmów jest podstawą
pożywienia następnej. To ABC biologii.
W wodzie glony zjada małża, małżę zjada śledź, śledzia zjada dorsz, dorsza zjada
foka, fokę zjada orka. W sawannie rośliny zjada antylopa, antylopę zjada lew i
hiena. W dżungli owoce drzew zjada małpa, małpę zjada lampart.
W tajdze rośliny zjada łoś, łosia zjada niedźwiedź. W tundrze rośliny zjada
zając, zająca zjada lis. A człowiek?
A człowiek jest na końcu wielu łańcuchów pokarmowych.
Na przykład: ziemniaka zjada stonka, stonkę zjada kuropatwa, kuropatwę zjada
człowiek. Albo: żyto zjada kura, kurę zjada człowiek. Albo: krzewinki zjada
kaczka, kaczkę zjada człowiek. Albo: martwą materię organiczną zjadają wiciowce,
wiciowce zjada okoń, okonia zjada szczupak, szczupaka zjada człowiek. Z tych i
wielu innych względów heroiczny pogląd na świat zwierząt, jaki wykazują
zbuntowani weganie i wegetarianie — jest niepotrzebny. Często służy jedynie
pragnieniu uzewnętrznienia swojej inności. Tego, że ma się odmienne (w mniemaniu danej osoby lepsze) podejście do
żywienia. Heroizm ten nierzadko sięga stratosfery.
Można nawet spotkać się z twierdzeniem, że ludzie winni zgładzić mięsożernych
drapieżników (co już jest krzywdzeniem, ale to szczegół!!!), tak żeby wszystkie
zwierzęta roślinożerne (zjadane przez drapieżników) mogły żyć w spokoju.
Podejście takie jest świadectwem niedojrzałości intelektualnej i co najmniej
niepokojącego oderwania od rzeczywistości. Przyroda bowiem to nie film Disney’a
— nawet zwierzęta roślinożerne nie żyją ze sobą w całkowitym spokoju i zgodzie.
Roślinożercy walczą ze sobą i nierzadko zabijają się nawzajem — zwykle z powodu
zasobów żywnościowych albo dostępu do samicy w sezonach rozrodczych. Gdyby w
Przyrodzie nie było drapieżników, nastąpiłoby przesycenie zwierząt
roślinożernych, a pokarm byłby zasobem deficytowym. W rezultacie tego byłoby
więcej rywalizacji ze skutkiem śmiertelnym o dostępne pożywienie. A zwierzęta
najsłabsze wymarłyby z powodu głodu. Sądzę, że dla zwierząt roślinożernych bycie
upolowanym przez drapieżnika — tak się dzieje od dziesiątek milionów lat — nie
jest najgorszą rzeczą, jaka może im się przytrafić. Powolna śmierć z głodu i
pragnienia jest gorsza.
I taki los spotykałby miliardy zwierząt roślinożernych, gdyby w Przyrodzie nie
było drapieżników. Gdyby jedno zwierzę nie zjadało drugiego.
Jedyne, co jako rozumni ludzie możemy zrobić, to praca nad zmniejszeniem
cierpienia — i nieprzyczynianie się do jego zbędnego pogłębiania. Dotyczy to też
eksperymentów medycznych na zwierzętach.
Na koniec tego wątku można wspomnieć, że i rośliny przejawiają rodzaj
świadomości, odczuwają coś w rodzaju bólu. Dowodzą tego różne doświadczenia -
rośliny alarmują się wzajemnie o zagrożeniach, wydzielają wtedy substancje
ochronne i odstraszające, podobno wydają "dźwięki cierpienia". Byłem pod
wrażeniem lektury książki
Sekretne
życie drzew ...
Chociaż to być może to także
obala niewinność wegetarian, ale i w tym nie czujmy się winni, bo od
spożywania roślin
nie uciekniemy - przynajmniej póki jesteśmy w ciałach ...
Albo gdy nastąpi jakaś nieoczekiwana rewolucja w
kierunku bretharianizmu (odżywianie 'powietrzem', energią z Kosmosu) lub
nastanie biblijny raj współżycia wszystkich istot w zgodzie...
Jeszcze mało wiemy o głębszych warstwach życia - przeczuwamy, że są bardziej
subtelne, energetyczne i duchowe, ale tak jak stopniowo postępuje nasz rozwój,
tak realnie patrzmy na świat wg stopnia tego rozwoju.
----------
[alterntywnie tj. na przypadek zamknięcia platformy blogowej, co jest
przewidziane pod koniec kwietnia 2019]
opr. Leszek Korolkiewicz
Podziekowania dla Ł. Kinga za szereg myśli, które tutaj inkorporowałem.
| |
Wyszukiwarka
lokalna
Także w Komunikaty
Zapisz się na
▼Biuletyn▼
(Twoje dane sa całkowicie bezpieczne,
za zapis - upominek)
Twoja
Super Ochrona Medyczna
|