Startowa
Do nadrzędnej
Nowości
English
Komunikaty
Pro
Anty
English articles
O nas
Współpraca
Linki
Polecamy
Ściągnij sobie
Zastrzeżenie


Pochopna ocena

 

 

 

Prawda bywa bolesna, skutki nieprawdy jeszcze bardziej...

Jak podejść do oceniania wydarzeń i poglądów? Oceniać ludzi czy nie? Jak i kiedy?
To temat niemal filozoficzny, a poruszam go na tej stronie, ponieważ w dużej mierze dotyczy także medycyny i do niej będę głównie nawiązywał.
Słowo ocena, osąd, sądzenie będzie się tu przewijało dość często w różnych sytuacjach.

Artykuł będzie dość długi bo wykorzystam większe fragmenty z artykułów, które kiedyś publikowałem, pokuszę się też o dygresje ilustrujące poszczególne podtematy oraz zacytuję elementy dyskusji, w których brałem udział.
Chociaż dla wielu pewne partie tego artykułu wydadzą się oczywiste i znane, to jednak adresuję go głównie do tych, którzy znajdą tu coś nowego dla siebie.  Będzie sporo wątków osobistych - za co przepraszam, ale taka to strona....
Dla ułatwienia poniżej zarys układu z linkami do sekcji.

Wprowadzenie

Medycyna widziana szerzej

Polowanie na niepokornych

Wokół Jerzego Zięby

Pochopne sądy na przykładzie pewnej dyskusji

Krótkie podsumowanie

Aneks z nazwiskami

 

Wprowadzenie

Nie sądź abyś nie był sądzony.

Motto tej sekcji to znane powiedzenie, które praktycznie jest raczej niewykonalne  - każdy ocenia innych i wydarzenia, począwszy od myśli po wypowiedzi.
Wiadomo jest, że np. oceniane kogoś po samym wyglądzie i pozorach często prowadzi do oceny fałszywej i niesprawiedliwej.
A tym bardziej gdy wydaje się osąd o kimś, kogo się osobiście nie zna, a nawet nie widziało w bezpośrednim kontakcie.
Dyskutowanie o takiej osobie ma wiele ograniczeń.
Rzecz w tym, jak to robić by możliwa była dyskusja, by zachować przynajmniej minimum kultury i rozsądku, by zważyć plusy i minusy związane z daną osobą lub przypadkiem. Także by samemu powstrzymać się przed oceną pochopną - emocjonalną lub wynikającą z braku rozeznania tematu. Ocena pochopna to pierwszy czynnik oceny błędnej.
Niewątpliwie każdego poruszy także stosowanie kłamstwa, pomówienia bez podstaw, hejt, wulgarne obrażanie.

To złamanie kardynalnej normy moralnej, ujętej nawet w chrześcijańskim 8. przykazaniu ("Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu").
U podstaw maksymy by nikogo nie sądzić leży pogląd, że nie znamy wszystkich motywów i okoliczności towarzyszących danej wypowiedzi czy sytuacji. Tak faktycznie bywa i to działa w dwie strony. Krytyk powinien powstrzymać się - przynajmniej w formie wypowiedzi, gdy nie zna danej osoby i jej motywów albo sprawy, która jest przedmiotem krytyki.
Z kolei krytyk krytyka też powinien uwzględnić dlaczego dana osoba jest krytykiem i jakie ma argumenty.
Podobnie ma się sprawa w nauce - fałszowanie lub ukrywanie prawdy, mataczenie (np. dla łatwiejszej kariery) nauce szkodzi.

Jeśli krytykuję lub wyrażam zdziwienie, mam zwyczaj odnoszenia się do pewnych postaw, pokazując zachowania ludzi lub sytuacje. Przykładowo, gdy ludzie nie szanują czyjejś pracy, śmiecą w lesie i na ulicy, nie potrafią zachować kultury współżycia społecznego, lub kultury w ogóle, itp. Zobacz przykłady dotyczące codzienności w moich wpisach... (np. tutaj i tutaj, itp.)
Krytykuję bez pokazywania z imienia kogo mam na myśli, chociaż nie zawsze jest to możliwe.

Są przypadki gdy jednak z góry wiadomo o kogo chodzi. Gdy jest to dyskusja publiczna lub gdy odpowiadamy na imienną krytykę. Każdy ma prawo w takiej sytuacji bronić siebie lub dobrego imienia innej osoby - jeśli potrafi podeprzeć tę obronę argumentami lub gdy widzi że stosowany jest niegodny atak.
Czasem staję imiennie w obronie osoby szkalowanej lub wobec której stosuje się niegodne metody.
Podobnie należy działać w imię pokazania oczywistego szkodnictwa, zwłaszcza o dużym zasięgu, gdy i intencje insynuatora są jawne.
 

Pośrednio scharakteryzuję  tu jednak pewne osoby (anonimowo), więc zgodnie z intencją tego artykułu, z góry przepraszam, jeśli i ja ocenię kogoś pochopnie - bazując na niepełnej informacji. Bardziej chodzi mi o schematy reagowania i oceniania niż o osoby.

W szkalujących i hejterskich działaniach dostrzegam pewien schematyzm.
To słowo pojawi się tutaj parokrotnie.  Jest zresztą myślą przewodnią paru artykułów, a ten stanowi część (pod-artykuł) artykułu wiodącego pt. Niebezpieczny schematyzm. Proszę tam zajrzeć (nie jest długi), ponieważ pokazuje ogólnie o co mi chodzi i pozwala lepiej zrozumieć i ten artykuł.

Zjawisko hejtu narasta i jest szeroko komentowane. Nie będę w to szerzej wchodził w aspekcie ogólnym, myślę że każdy wie w czym rzecz i czuje że jest to wielkie obniżenie standardów. Charakterystyczne jest, że często hejterzy atakują zaocznie, pod pseudonimem, opluwają zza węgła, ale stanąć z kimś oko w oko już się rzadziej odważą.

Hejt świadczy o hejterach, a gdy jest bez racji, to do kwadratu.

Pochopne ocenianie nie służy nikomu. Zwalnia oskarżyciela od analizy i zapoznania się ze sprawą, a zwłaszcza w ten sposób krzywdzi krytykowanego.
To jest podobne do efektu Barnuma (inaczej zwanego efektem Forera, albo efektem horoskopowym) - skłonność do uznawania ogólnikowych stwierdzeń dotyczących osób.

Czyjś hejt w sprawie osoby X na  profilu społecznościowym innej osoby (Y) jest jedną z form zaocznego ataku, przed którym osoba poszkodowana nie ma szans się bronić. Kwestią przypadku jest że X taki atak zobaczy  (raz się u mnie zdarzyło na FB) i odpowie.
Także nie sposób sensownie odpowiedzieć na hejt, zwłaszcza merytorycznie, w krótkim komentarzu.

Poza samą wymianą "uprzejmości" nie jest to też eleganckie, by właśnie na czyimś (np. moim) profilu czy stronie wypisywać takie imienne oskarżenia. Możesz mnie atakować, ale nie ową osobę X.

Takie zachowania bazują często na emocjach. Emocje są potrzebne, każdy jest inny, różnimy się i to jest dobre, ale emocje powinny być pod kontrolą. Rozumiem uzasadniony gniew, zwłaszcza w ważnych społecznie sprawach, gdy dzieją się jawne przestępstwa, hańbiące incydenty, gdy głosi się kłamstwa. Sam bywam czasem gniewny - staram się  jednak nie wkraczać na poziom hejtu i obelg.  Tym bardziej widzę miejsce na słuszny gniew, gdy widać, że ktoś tak działa bo jest tak zadaniowany, robi to z nieczystych pobudek. Czasem wchodzi w to polityka lub po prostu poglądy polityczne. Gdy mówimy o polityce, lepszy osąd daje perspektywa geopolityki, to że nawet całe społeczeństwa (w masie) są od dawna sterowane w jakimś kierunku, co rzutuje na postawy jednostek, a niektóre z nich (głównie te wpływowe) bywają sterowane nawet podświadomie przy pomocy nowoczesnych technik manipulacji. To duży temat dla pokazania schematyzmów (poświecę temu osobny artykuł).

Dalej podam przykłady. które wezmę z domeny zdrowia i medycyny, ponieważ tę sferę najczęściej obserwuję. Na różne sposoby - przez dekady lektur, prenumerowanie biuletynów i czasopism, w tym zagranicznych, obserwowanie dziesiątek stron internetowych i forów, sięganie do źródeł.
Moja droga jest dłuuuga - nie tylko w poznawaniu tej wiedzy, ale także w osobistych doświadczeniach walki o własne zdrowie. W sumie to życiowe doświadczenie ukształtowało postawę, którą trudno jest omamić.

Z tej sfery:  chociaż trudno to spokojnie przyjąć, ale są dedykowane strony i grupy na Facebooku, które powstały tylko po to by ... hejtować Jerzego Ziębę, Huberta Czerniaka i podobnych nonkonformistów. I to w tabloidowym stylu. Równanie do brukowych skandalistów. Mają one tysiące fanów. Ponury obraz.

(Niedawno rozlał się obrzydliwy hejt na zmarłego prof. J. Szyszkę. Szanowałem go i zgadzałem się z nim w wielu sprawach, ale nawet jeśli ktoś ma inne zdanie, to taki wylew nieczystości i radości z czyjejś śmierci, i to w dniu tej śmierci,  jest straszny, niegodny przynależności do cywilizowanego świata).

Ale są szkodnicy z wyższej półki o dużym oficjalnym zasięgu i wpływach. Tragiczne jest, że są to nawet osoby w randze ministrów. Pominę nazwiska - jak ktoś śledził moje wpisy, to wie kogo mam na myśli, zresztą to wiedza dość powszechna. Chodzi o tych, którzy mimo że są lekarzami wykazują wielką ignorancję w sprawie ziołolecznictwa, terapii naturalnych, homeopatii, marihuany w leczeniu, NOPów poszczepiennych, roli diety w leczeniu,  ...

Ich kłamstwa są dlatego karygodne,  ponieważ zagrażają życiu, a przy szerokim oficjalnym nagłaśnianiu (np. wywiadach, cytowaniach i umieszczaniu w materiałach prasowych oraz  w reklamach medialnych) stanowią zagrożenie publiczne.
Także celebryci, nawet jeśli w przestrzeni publicznej mają swoje pięć minut, potrafią sporo zamieszać ludziom w głowach. Np. pewien znany celebryta KODu wyzywał J. Ziębę od pajaców i wysyłał go do cyrku, a sam okazał się pajacem i kłamcą i marnie skończył.

 

Obserwuję jak wielu hejterów, by sprowadzić  większych do swego poziomu, usiłują ich podkopać i ... jak w przysłowiu - sami wpadają w dołki.

By jednak lepiej zrozumieć dalszy ciąg tego artykułu, przypatrzmy się ogólnej kondycji i naturze współczesnej medycyny w ujęciu środowisk niezależnych i tych lekarzy i naukowców, którzy widzą patologie w jej obrębie.
Możesz potraktować jako dygresję - jeśli znasz temat.

Medycyna widziana szerzej

 „Post-prawda” to nic innego jak kłamstwo plus władza.

Można by powołać dla najkrótszego opisu pierwsze akapity strony startowej niniejszego serwisu Lepsze Zdrowie. Obecny wzorzec medycyny w ogóle nie widzi człowieka jako całości, przez co leczenie, nawet przy dobrych intencjach, jest nieefektywne i kosztowne.

Ale tamtejsze wprowadzenie nie pokazuje pewnych mechanizmów ani ich skali.

Trzeba sobie uświadomić, że obecnie medycyna prawie zupełnie jest podporządkowana farmacji, która stała się po przemyśle naftowym (i pochodnych produktów chemicznych) największym biznesem na świecie i zaczyna ten pierwszy prześcigać. Mam na myśli te dziedziny medycyny, gdzie usiłuje się leczyć choroby przewlekłe za pomocą leków. Niestety słabo to wychodzi. Natomiast oddaję honory dziedzinom ostrej pomocy, specjalnościom ratunkowym, chirurgii, stomatologii, położnictwu, ... i wielu technikom diagnostycznym.
A tam gdzie wielki biznes, tam przestaje się liczyć samo zdrowie mimo propagandowej etykietki. Za takie monstrualne pieniądze, jakie zarabiają, biznes jest w stanie kupić rządy i urzędy, organizacje lekarskie i sanitarne, polityków, każdego - bez skrupułów. Liczy się biznes (który "musi" rosnąć), a nie zdrowie lub etyka. Patrz też zestawienie narzutów na leki jakie nakładają korporancie farmabiznesu na klientów - w 1. części "Ukrytych terapii" (str.44) sięgające 600 000% ! (Xanax) i na ogół w dziesiątkach tys. procent.

Niszczenie zdrowia ludzi odbywa się nie tylko przez zatruwanie środowiska i żywności, ale przez choroby jatrogenne (błędy medyczne są w USA trzecią przyczyną zgonów, po chorobach serca oraz nowotworach), przez kreowanie wciąż nowych "jednostek chorobowych" a nawet wirusów, aby obejmować ‘leczeniem’ coraz to nowe masowe ilości ludzi. Leczenie ujęte w cudzysłów oznacza politykę stałego leczenia z intencją nie wyleczenia, ale dożywotniej aplikacji leków i nieskutecznych terapii.

Oczywiście - starają się to ukryć przed opinią publiczną. Podobnie jak mechanizm swej działalności. Jest on dość prosty co do głównej zasady.
Produkować jak najwięcej leków i szczepionek, które mają skutki uboczne, a na te skutki wymyśla się kolejne leki dające inne skutki uboczne, a na te skutki ... itd. Innymi słowy nie wyleczać (uzdrawiać), ale leczyć bez końca i ... biznes się kręci. Przy okazji leki te mają wykluczyć metody naturalne i środki, których BigPharma nie może opatentować.
Proceder dotyczy  głównie chorób przewlekłych, ale zarabia się i na tych  lekach, które łagodzą tylko objawy, ale - jak wiadomo - objawy mają swoje przyczyny, a tych w tej sytuacji tym bardziej się nie usuwa. A jak obroty spadają, to wymyśla się fikcyjne odmiany chorób ("jednostek chorobowych") a nawet tworzy (tak!) nowe choroby.
Zapytasz - co to znaczy kupić te podmioty, które na całym świecie te leki dystrybuują. Po prostu korupcję - ale na różnych polach.
Po pierwsze tzw. medycyna rockefellerowska (to osobna historia, telegraficznie np. tutaj) postawiła sobie za cel takie wyedukowanie pokoleń lekarzy i naukowców, by stali się przede wszystkim sprzedawcami leków i funkcjonariuszami administracyjnymi stosującymi narzucone "jedyne" procedury. I to się udało przez sponsorowanie uczelni, naukowców, laboratoriów i polityków.
Po drugie, działają lobbyści tych koncernów, którzy skutecznie przekonują rządy do łożenia olbrzymich sum z budżetów na zakup tych leków - niezależnie od tego czy są skuteczne. A często nie są, co też próbuje się ukryć.
Na koniec przekupywani są szeregowi lekarze i funkcjonariusze służb sanitarnych w postaci premiowania przepisywania określonych leków przez fundowanie szkoleń, w tym zagranicznych oraz nagrody. Może się to dziać często nawet bez pełnej świadomości lekarzy, że jest to celowy mechanizm.
Podobnie dzieje się w medycynie w zakresie różnych metod diagnozowana, zabiegów i administrowania.
Wiele zabiegów jest w ogóle niepotrzebnych (np. przedwczesne operacje, gdzie chyba najgłośniej jest wokół usuwania stóp cukrzycowych) podobnie jak mit, że późne diagnozowanie np. raka piersi (mammografia) zapobiega rakowi. W wielu podobnych przypadkach chodzi o drenownie funduszy na rzecz odpowiednich producentów a na szkodę budżetu i pacjentów. Są to działania najefektywniejsze dla koncernów, ale nieefektywne zdrowotnie, ponieważ nie dopuszcza się innych metod i leków,  które sprawdziły się w historii lub są wynajdywane poza farmakologią. Są względnie proste, tanie i skuteczne.

Istotą  medycyny rockefellerowskiej jest też to, że bazuje prawie wyłącznie na lekach opartych na komponentach syntetycznych, obcych dla organizmu.
Jest to kierunek zarówno bardzo kosztowny jak i powodujący powikłania zdrowotne.
Wręcz symbolicznym przykładem jest amerykańska krucjata przeciw rakowi podjęta jeszcze za prezydenta Nixona. Pochłonęła ona wiele miliardów dolarów i nie zmniejszyła ilości zachorowań. Są wynajdowane kolejne bardzo drogie "leki na raka", które jednak pozostają w koleinie zwalczania albo konkretnego rodzaju nowotworu albo/i łagodzenia przebiegu choroby. Przez wiele dekad nie uwzględniano wzmacniania naturalnej odporności, możliwości epigenetyki i mało zajmowano się pierwotnymi przyczynami nowotworów. Dopiero ostatnio częściowo poszerza się świadomość, że to był kierunek działania który nie zahamuje epidemii nowotworowej.

Co do błędnego administrowania, to dotyczy to zarówno całego systemu począwszy od Ministerstwa Zdrowia (i odpowiedników zagranicznych), poprzez niższe szczeble, izby lekarskie, różne firmy doradcze i instytuty, które tylko raczej tytularnie służą pacjentom, a są często paramafiami.
Z jednej strony są beneficjentami budżetu, z drugiej podtrzymują narrację służącą farmacji, co wymaga kłamstw.

Działania na styku farmacji i medycyny z osobami i organizacjami uprawiającymi metody naturalne bywają bardzo ostre.
Naturoterapeuci i ludzie dociekający jak lepiej leczyć, mają często intencję zintegrowania swych metod z medycyną konwencjonalną, co dałoby jedną skuteczną medycynę, którą nazywamy często medycyną komplementarną lub holistyczną. To jednak spotyka się z gwałtownymi rekcjami decydentów, a w najlepszym przypadku z niezrozumieniem. Znów kłania się arogancja charakterystyczna dla władzy, a rodząca przy okazji ignorancję - niechęć do poznania tych metod, do dialogu.
Szczególnie sekowani są lekarze, którzy ośmielają się zastosować metody nieproceduralne lub krytykować nie mające wyraźnej skuteczności metody stosowane oficjalne. Przez szykany aż do pozbawiania prawa wykonywania zawodu włącznie, co prowadzi czasem do zupełnego zniszczenia człowieka, który nie ma innego zawodu, a jest w wieku w którym trudno już znaleźć inną pracę.
Podobnie się dzieje z wynalazcami skutecznych leków lub terapii. Wszystko to podpada pod formy przemocy.

Co do wynalazków, to były już dawno wynalezione metody dość skutecznego leczenia lub powstrzymywania raka, "nieuleczalnych" chorób, jak stwardnienie rozsiane, łuszczyca, cukrzyca typu II a nawet typu I, i wielu innych. Wszystko ukryto a nowe nadal się ukrywa, a sami wynalazcy, bywa że padają ofiarą dziwnych śmierci lub są zniszczeni finansowo i w opinii publicznej.

Znany tytuł "Ukryte terapie" dwóch książek Jerzego Zięby jest dobrym hasłem wywoławczym, bo faktycznie pokazuje ludziom wiele z tego, co medycyna ukrywa. Dlaczego ukrywa? Bo oznaczałoby to krach biznesowy wielu korporacji farmaceutycznych, tzw. BigPharmy.  Ale do tego jeszcze wrócę.

Jednym z kluczy do identyfikacji stanu medycyny jest zrozumienie, że skupia się nade wszystko nad uśmierzaniem objawów chorób, natomiast niechętnie odnosi się do badania i eliminowania pierwotnych przyczyn - to też zagrażałoby biznesowi. Stąd utrwalanie błędnego poglądu co do tego, czym jest wiele chorób - objawy definiuje się jako chorobę  i z nimi się walczy, co działa przeważnie tylko doraźnie.

Książka i wypowiedzi J. Zięby pokazują liczne przekroczenia prawne w zakresie zdrowia, niedopuszczalne łamanie przepisów oraz ich błędy, olbrzymią hipokryzję dopuszczająca masowe i natarczywe reklamy leków i parasuplementów o nikłej wartości - w telewizji, radio i czasopismach. Podobnie jest z alkoholem, papierosami, które powodują olbrzymie szkody nie tylko zdrowotne ale także społeczne i koszty leczenia z budżetu.
Mam czasem wrażenie (nie tylko ja), że to jakaś celowa działalność państwa by ogłupić społeczeństwo, a przy okazji wydoić z pieniędzy. Niestety nadużywanie alkoholu wśród polityków zniszczyło mózgi wielu z nich - stąd być może nieodpowiedzialne decyzje i lenistwo umysłowe.
Tego się nie piętnuje, a krytykanci naturoterapeutów jakby zupełnie zatracili wagę tych patologii.

Warto przypomnieć, że medycyna Wschodu od tysiącleci radzi sobie dobrze bez podejścia rockefellerowskiego (które próbuje i tam się wcisnąć). Ma to też miejsce w innych krajach, które zachowują względną niezależność od Zachodu. Dotyczy to zwłaszcza Rosji, gdzie, po okresie sowieckim, nie niszczy się i nie wyśmiewa tak mocno jak wcześniej medycyny ludowej i niezależnych badaczy. Funkcjonuje tam wielu uzdrowicieli oraz autorów, którzy opisują te skuteczne praktyki (dla nas często dziwne). Z tych, których znam są to: Nadieżda Siemionowa, Iwan Nieumywakin, Borys Bołotow, Elena I. Sklianskaja, Michał Tombak, Konstantyn P. Butejko, Ilja Miecznikow, Aleksander Załamanow, ... Są też autorzy, którzy wykraczając poza zagadnienia zdrowia, dali i medycynie nowe wątki pod rozwagę – Sergiej Łazariew, Georgij Gurdżijew, Vadim Zeland, ... (nie oceniam ich, mam i zastrzeżenia).

Natomiast niestety wciąż trzeba u nas przypominać, że różne komplementarne  metody leczenia mają uznanie i są legalne w wielu krajach, przyzwolenie na ich stosowanie jest nawet wpisane w Szwajcarii do konstytucji, a stosowanie  "medycyny chińskiej" ma uznanie WHO w randze nauki.

Ogólnie - w nauce istnieje klucz ideologiczny i psychologiczny - chyba żaden profesor nie podpisze się pod koncepcją wyprzedzającą jego wiedzę lub sprzeczną z .tym co wykłada.
Medyczny fundamentalizm to zaprzeczenie  naukowej  otwartości i ducha nauki.

Powyższa sytuacja powoduje cenzurę i autocenzurę, a  przez to wiele patologii i zastopowanie rozwoju nauki oraz degenerację szkolnictwa.

Przykładowo, w zakresie szkolnictwa, wystarczy, że jakiś 'autorytet' napisze w podręczniku dla studentów, że choroba X jest nieuleczalna i odtąd tak ustawiony mentalnie student, a potem lekarz, będzie leczył pacjentów tylko objawowo lub nawet rozsiewał wśród nich strach, że dany przypadek jest już wyrokiem. I nawet nie będzie już twórczo dociekał czy próbował czegoś nowego. Stagnacja, rutyna, wygoda, poddanie się...

Tymczasem inni, zwłaszcza spoza oficjalnego (=skostniałego, indoktrynowanego) nurtu, leczą takie przypadki przyczynowo i SKUTECZNIE. Wtedy odzywa się korporacyjny głos "to niemożliwe".
Nasuwa się parę znanych powiedzeń:

Jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów :)
Ludzie, którzy twierdzą, że czegoś nie da się zrobić, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią".

Wbrew temu, co oficjalnie się mówi, że to jakaś dziwna garstka szarlatanów i oszołomów (sic!), jest to duża ilość lekarzy, specjalistów z pokrewnych dziedzin, terapeutów, badaczy i praktyków. Znam wielu, ale zapewne tylko niektórych z tej rzeszy ludzi, którzy patrzą szerzej.  Śledziłem,  czytałem/słuchałem ich, a sporą część powoływałem a także przedstawiałem bliżej w swych artykułach lub wpisach. Ostatnio zacząłem ich spisywać by to ogarnąć. By tu nie wydłużać tej dygresji przedstawiam ich w aneksie na końcu.

Zresztą tak bywało i bywa i na innych polach. Sporo wynalazków powstało właśnie dlatego, że ich autorzy nie narzucali sobie ograniczeń lub zanegowali te narzucone. Jak się mówi: "nie wiedział, że to 'niemożliwe' i dlatego wynalazł/odkrył".

W tym artykule chciałbym podkreślić rolę praktyki, która powinna nawet mieć prymat nad teoriami. Jeśli coś się sprawdza, nawet jeśli nie było jeszcze  badane naukowo, to po pierwsze -  czemu to zwalczać, a po drugie - to właśnie powinno uruchomić badania.
Ostatnio opisałem to podejście w artykule wspominanego cyklu o schematyzmach - na przykładzie zastrzeżeń do 5G. Widziałeś?

Blokowanie rozwoju odbywa się też przez ukrywanie znaczących wynalazków, przez kłamstwa w nauce w celu utrzymania technicznego i cywilizacyjnego status quo póki obecne rozwiązania nie zostaną do końca wykorzystane przez zachłanny biznes. Służy to też zacofaniu społeczeństw i ich zniewalaniu, bo wtedy łatwiej nimi rządzić.

Powyższe wątki biznesowe, fałszów i zwalczania nonkonformistów dobitnie ukazuje książka "Mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes" Jacka Safuty (Neo).

Polowanie na niepokornych

Kto prawdę mówi, ten niepokój wszczyna.
 C.K. Norwid

 

Powyższa książka J. Safuty podaje przykłady takich "polowań", ale jest jeszcze mało znana (wydana stosunkowo niedawno), więc chciałbym przedstawić przykłady znane już od dawna.

Ponieważ tu odnoszę się do dziedziny zdrowia i w niej zostałem sprowokowany paroma dyskusjami na Facebooku, to nie musiałem się długo zastanawiać jakie przykłady wybrać. Mam też okazję wziąć przypadki gdzie wspomniany schematyzm będący głównym wątkiem niniejszej serii, manifestuje się szczególnie, a wskazane osoby są emblematyczne w skali stosowanych wobec nich oszczerstw i kłamstw, których doświadczały i nadal doświadczają na skalę rzadko spotykaną.
I do tego niesprawiedliwie.
Głównym bohaterem będzie wspominany Jerzy Zięba, ale o nim w następnej sekcji, a teraz...

Przykład pierwszy.
Jest  "łagodny"  - trudno tu mówić o krzywdzie, ale mógłbym go nazwać typowym schematyzmem fanatyków i neofitów jakiejś opcji.

To dwie grupy ludzi, czasem pokrywające się, które popadają w schemat widzenia świata jednowymiarowo, w uproszczeniu czarne-białe. Inaczej - traktowanie tematów zupełnie powierzchownie (=schematycznie).
Fanatyzm, to duży osobny temat, tu pokażę foch neofity (prawdopodobnie) na przykładzie pewnej pani.

Polubiła moją stronę o zdrowiu na FB, skomentowała pozytywnie parę wpisów, aż natrafiła na post-ciekawostkę (udostępniłem informację prasową) o tym, że polscy naukowcy pracują nad środkiem na ból wielokrotnie silniejszym niż morfina i że z pierwszych badań wynika że osiągnęli sukces.
Dla niej było to skandalem - że niby promuję niebezpieczne leki i zbanowała mnie.
Osądziła mnie pochopnie na podstawie jednego wpisu-cytatu. Oczywiście to mnie nie rusza osobiście, ale chodzi o pewne zjawisko.

Myślę, że  należy uważać na takie osoby, nawet mające dobre intencje, ale działające w sposób ze szkodą dla społeczności, która widzi te sprawy realnie i z wyważeniem.
Przy okazji dla czytelnika może być ciekawe wyjaśnienie, że chodziło o związek bifunkcjonalny działający 5000 razy skuteczniej od obecnie dostępnych najsilniejszych środków przeciwbólowych. Mógłby być on stosowany w uśmierzaniu bólu o podłożu neuropatycznym, w ostrych stanach urazowych czy w leczeniu paliatywnym, czyli w sytuacjach, gdy zawodzą już najsilniejsze leki z rodziny opioidów. Dla 50% cierpiących obecnie nie istnieje środek likwidujący bóle przewlekłe, ale ten preparat może pomagać w wielu innych chorobach, gdy ból ma znaczenie przyczynowe. Byłby to ratunek dla wielu ludzi zmagających się z przewlekłymi bólami, na które obecnie nie ma żadnego skutecznego sposobu.

Wyjaśniłem tej pani, że "Nigdy nie promuję leków (czasem o jakimś poinformuję) - przeciwnie  wielokrotnie krytykuję, zwłaszcza nadużycia, lekomanię i reklamę [ np. Kłamliwe reklamy leków].   To nie jest promocja, to informacja z zastrzeżeniem - to są  dopiero przymiarki przed testami klinicznymi. Nie nazwałbym takiej substancji, podobnie jak morfiny, lekiem, bo trudno tu mówić o leczeniu - chodzi uśmierzanie najdotkliwszych rodzajów bólu. Morfina ma skutki uboczne i uzależnia. JEŚLI dany preparat nie miałby takich negatywów, to byłby to postęp."

Niestety nie dała się przekonać... - dalej działa wg swojego schematu ...

Przykład drugi. Lekarze i badacze, którzy idą własną drogą  by lepiej służyć innym niż narzucony z góry schemat.
To szeroki temat, który pojawia się w paru wspomnianych pod-artykułach serii Niebezpieczny schematyzm.

Najpierw o badaczach (w tym wynalazcach) w ogóle, bo to temat, który poruszę tu naprawdę skrótowo i zaraz przejdę do meritum.

Można by cofnąć się do Galileusza czy Kopernika, ale to przypadki, które znalazły powszechne zrozumienie dawnych błędów i nadużyć władzy.
Współcześnie rolę cenzora, w miejsce Kościoła, przejęła nauka bazująca, niemal wyłącznie, na paradygmacie materialistycznym.
Stąd badania na styku zjawisk paranormalnych, prehistorii kultur znacznie starszych niż "naukowo zatwierdzone" początki cywilizacji ludzkiej, napominanie o cywilizacjach kosmicznych, koncepcje różniące się od teorii darwinowskiej ewolucji, hipotezy inne niż Wielki Wybuch, badanie roli świadomości itp. zagadki są spychane na margines a nawet wyszydzane.

Współcześnie znane jest zakopywanie w niepamięć (lub przynajmniej niedopuszczanie do niewojskowego użytku) prac i odkryć interdyscyplinarnego naukowca Immanuela Velikovsky'go (geniusz?), ukrywanie pewnych wynalazków N. Tesli, tych prac nad wolną energią i zimną fuzją, które rokują sukces, osiągnięcia Niemców w czasie IIWŚ zakresie antygrawitacji i wiele innych (przykładowy popularny przegląd w "Zakazana nauka" J. D. Kenyon). Także ukrywanie - rzecz jasna - tajnych broni, także tych związanych z technologią 5G.

Parę innych przykładów takich osób z krajowego podwórka podaję w dygresji o niedocenianych wynalazcach w dalszej części artykułu.

Wśród niezależnych badaczy są i lekarze, a w medycynie sporo do powiedzenia mają także badacze biolodzy, fizycy, chemicy, statystycy, a nawet inżynierowie.

Eliminacja i spychanie na margines niepokornych lekarzy przebiega wg podobnego schematu, jak niewygodnych odkrywców.

Ci zaszczuci i zniszczeni lekarze i naukowcy - to często ofiary donosów i działań hejterów - właśnie takich, o których tu była mowa na wstępie. Skutek pochopnych, niesłusznych i tendencyjnych ocen.
Znów można by cofnąć się do historii medycyny, np. do słynnej sprawy Ignaza Semmelweisa z klinki w Wiedniu, którego wyszydzono i zniszczono za to że domagał się mycia rąk przez lekarzy przed zabiegami. 

Lekarzy szykanuje się z wielu powodów, wystarczy wyrażenie opinii sprzecznej z oficjalnymi dogmatami medycyny lub poddawanie ich w wątpliwość. Znamy przypadki szykanowania i zmuszania do działań niezgodnych z ich sumieniem mimo obowiązywania  klauzuli sumienia.
Gorzej dzieje się gdy leczą poza obowiązującymi procedurami, nawet gdy te procedury nic nie dały  - wtedy ostro wkraczają izby lekarskie. Jeśli chodzi tylko o Polskę, dość głośne były wielokrotne ciąganie takich lekarzy przed komisje tych izb, np. doktorów: Jerzego Jaśkowskiego, Huberta Czerniaka, Katarzyny Bross-Walderdorff,  Marka Bachańskiego, prof. Jana Talara  (tu podaję link, bo to sprawa mniej znana a bulwersująca), a także jeszcze innych lekarzy, np. tych którzy protestowali przeciw administracyjnemu zmuszaniu do szczepień lub wyrażali wątpliwości co do ich zasadności (znam  przynajmniej 10 osób z tej grupy, ale nie podam nazwisk). Grozi im usunięcie z zawodu.
W Ameryce to przykłady dra Józefa Kropa z Kanady,  dra Stanisława Burzyńskiego, w Europie zwłaszcza dra Ryke G.Hamera .

Wychodzi na to, że nie mają oni prawa nawet głośno oceniać medycyny, ale ich przełożeni lub władze mogą pozbawiać ich prawa wykonywania zawodu i oczernić.

To tylko mały fragment tego, co dzieje się  na świecie, zarówno co do skali jak i ostrości działań. Poniżej  podam kilka przykładów, a teraz krótko o drastycznych przypadkach - zabójstw niepokornych lekarzy i badaczy. Krótko, ponieważ nie jest to tematem artykułu, chcę tylko zilustrować stosunki wewnątrz świata medycznego oraz rolę niesprawiedliwych ocen. Zatem to że nie w pełni dowierzam współczesnej medycynie nie jest moim pochopnym osądem, ale ma podstawy.
Ponadto nie wszystkie przypadki zostały wyjaśnione i są  wokół nich niejasności.
Głośnym przykładem były wydarzenia na Florydzie gdzie tylko w ciągu miesiąca 8 lekarzy holistycznych  straciło życie w podejrzanych okolicznościach a 5 zaginęło bez śladu. Ich "grzechem" było odkrycie i próba ujawnienia dodawania nagalazy – enzymu powodującego m.in. raka i autyzm do wszystkich szczepionek.
Ze znanych mi nazwisk: dr Bradstreet, który był zdeklarowanym krytykiem szczepionek i naukowcem badającym przyczyny autyzmu (wskazując na szczepionki jako winowajcę tej choroby), dr Bruce Hedendal z Boca Raton, lekarz Teresa Sievers, lekarz holistyczny Ann Boroch (kilka dni po jej śmierci, zaczęły być usuwane z Internetu wyniki jej badań), Justyna Ruszczyk (Justine Damond) - australijska lekarka holistyczna, ...

Słynny przypadek dra Walkefielda.

Typowym przykładem fałszywego oskarżenia była kampania przeciw doktorowi Andrew Wakefieldowi, która wzięła początek z kłamstwa i sterowanej przez farmację akcji dezinformacji i zniesławienia.
Artykuł doktora w Lancecie wskazywał (tylko) na to, by przypatrzeć się dokładniej czy szczepionki nie mają  korelacji z autyzmem, natomiast Wakefield niczego takiego nie napisał, że szczepienia są przyczyną autyzmu. Wspomniany artykuł był w Lancecie przez dłuższy czas i wszystko było OK, póki samo skojarzenie faktu że grupa dzieci po szczepieniu miała zaburzenia jelitowe oraz neurologiczne sprowokowało później sponsorowaną kampanię medialną, ponieważ producent szczepionki poczuł się zagrożony. Za sprawą nieuczciwego dziennikarza i strachu przed faktycznym ujawnieniem tego związku, spowodowano 'zniszczenie'  tego naukowca.  Jednak angielski Sąd Najwyższy dawno temu (w 1989 r.) oddalił wszystkie zarzuty  w tej sprawie.
Sprawę szeroko naświetlał Jerzy Zięba w swych prelekcjach oraz wykazał niewinność Wakefielda na podstawie dokumentów na stronie https://jerzyzieba.com/wakefield/ .
W zasadzie wystarczyłoby zapoznać się z udokumentowanymi faktami tam podanymi. Niestety raz puszczony w mediach fake  plus owa kampania spowodowały niekończące się powielanie kłamstw - po dziś dzień, nawet przez utytułowanych lekarzy i polityków.
Zapoznanie się z faktami, zwłaszcza od J. Zięby (o zgrozo!) jest ponad godność i zdolności owych papug. Jak w dziecinnym "nie , bo nie".
Zięba pofatygował się osobiście do Wakefielda i i zbadał sprawę u źródła, dotarł do owych dokumentów. Postawa rzetelnego badacza. Zaprosił doktora do Polski na konferencję -- paszkwilanci oraz wszyscy ciekawi zagadnienia mogli sformułować swoje zastrzeżenia i pytania wprost, ale kto by się narażał na blamaż? Łatwiej atakować wg ustalonego schematu oraz zza węgła.
W tej sprawie jeszcze do poczytania/zobaczenia:

Wywiad dr Mercoli z dr Wakefieldem na temat jego badań nad MMR - napisy PL (wideo) - https://www.youtube.com/watch?v=QWWqpXQLMOY  
Dr Wakefield odpowiada na zarzut o jego własnej szczepionce - https://www.youtube.com/watch?v=QSmGc...
W 17. odcinku prezentacji o szczepieniach jest o schorzeniach przewlekłych jelit (zwłaszcza u dzieci) i związku ze szczepieniami, w tym obserwacje dra A. Wakefielda.

Podobnie zniszczona była dr Judy Mikovits i wielu innych lekarzy-badaczy.
Dla osób, które nie znają przypadku, w skrócie:

Dr Mikovits ma tytuł doktora z Biochemii i Biologii Molekularnej. W ciągu ostatnich 26 lat, opublikowała 51 prac naukowych w recenzowanych czasopismach i pracowała jako naukowiec rządowy w dziedzinie badań nad rakiem, przez wiele lat. Potem odkryła coś, o czym rząd nie chciał, aby ktokolwiek wiedział... 
Kiedy w 2011 roku dokonała tego przerażającego odkrycia o zanieczyszczeniu wszystkich szczepionek i przedstawiła swoje dane urzędnikom państwowym, kazano jej zniszczyć wszystkie materiały. Kiedy odmówiła, została uwięziona oraz miała zakaz rozpowszechniania tych informacji przez kolejne 4 lata (gag order). Jej kariera również została całkowicie zniszczona.
Czas zakazu swobodnej wypowiedzi dobiegł końca, więc postanowiła, że nie będzie więcej milczeć. Opowiada o tym, jak ten koktajl wpompowywany niemowlętom w formie szczepień mutuje się i rozwija przez kolejne miesiące i lata, co daje początek nowym wirusom, nowotworom i chorobom, o których długofalowych skutkach nawet jeszcze nie wiemy. Wyjaśnia, w jaki sposób wirusy (retrowirusy) wstrzykiwane przez szczepionki rozrywają ludzkie DNA i wstawiają swoje własne DNA, co prowadzi do mutacji genetycznej i jest to przekazywane z pokolenia na pokolenie. 
Otrzymywała już pogróżki od "seryjnego samobójcy", ale nie zamierza się tym przejmować i zaczęła to wszystko ujawniać w USA i na świecie..

A teraz omówię obszerniej ów schematyzm, pochopne oceny i hipokryzję krytyków na przykładzie Jerzego Zięby (dalej miejscami będę używał skrótu JZ), bo to jego osoba wywołała całą dyskusję. Z tego względu będzie to główny wątek artykułu.

Wokół Jerzego Zięby

Kiedy mówienie prawdy stało się przestępstwem...

Co osobiście sądzę o JZ?
Wypowiadałem się o tym wielokrotnie, także tutaj. Przypuszczam, że mało kto zada sobie trud by te wypowiedzi wyszukać i przeczytać, więc zaoszczędzając ci czasu wypiszę z nich parę podstawowych informacji jakie chciałbym przekazać.

Nie jest więc tajemnicą, że jestem sympatykiem Jerzego - jak setki tysięcy innych jego słuchaczy i czytelników. Zasięg jego stron i książek jest milionowy.
Są ku temu podstawy, bo J. Zięba to ewenement, nie tylko na skalę polską.

Ważne jest poznanie tego, o co Autorowi głównie chodzi w jego działalności - przedstawia to krótki filmik - https://youtu.be/1OL089IbHDI .
Można powiedzieć, że inne szczegółowe działania pana Jerzego to składowe tej misji.

Przypomnę pewną ripostę (było ich sporo), w której Jerzy Zięba, punkt po punkcie, wykazuje nieporozumienia, kłamstwa i postawy  zadufanych arogantów, niestety - także lekarzy. Warto posłuchać tego przykładu, choćby na raty, bo to dość długie.
https://youtu.be/S20jWPA_Y4g

Powtórzę cytat z prof. Juliana Aleksandrowicza, który stał się też mottem dla Jerzego Zięby:

"Wolę być wyleczony przez szarlatana niż uśmiercony przez sławę medyczną"

Chociaż J. Zięba nie jest szarlatanem, czy znachorem, jakie etykietki tak chętnie mu się przypina, to JZ słusznie niewiele sobie z tego robi, bo nawet słowo zna-chor oznacza, kogoś kto się zna na chorobach, a do tego jego wskazówki bywają skuteczniejsze od tych lekarskich.

Wyrazem tego są zarówno dokonania J. Zięby jak i setki pozytywnych opinii pacjentów, którzy zastosowali wskazówki jakie przekazuje w imieniu świadomych lekarzy i badaczy - patrz zakładka Pomogło na stronie www.ukryteterpie.pl  (to zbiór fragmentów wielu listów z początku działalności, który już później nie był uzupełniany).

Widoczne jest działanie w dobrej wierze, poświęcenie swoich sił i czasu dla społeczności.

Nawet gdyby w pewnych sprawach czasem Zięba się mylił (chociaż raczej w szczegółach, kto się nie myli?)   - kompensuje to rewelacjami, których nawet profesorowie medycyny nie znają, a szkoda.  Czasem sam widzę jakieś sprzeczności, a potem, przy szerszym oglądzie, zapoznając się z kolejnymi materiałami, odkrywam, że jednak jest w porządku. Gdy coś jest niejasne - ze świętą  cierpliwością, wielokrotnie wyjaśnia pewne kwestie, odpowiada na pytania, przyznaje się do własnych pomyłek.

Zauważmy też następujące różnice:
Po pierwsze - ew. pretensje merytoryczne trzeba mieć do naukowców, których Jerzy cytuje (to nie są "jego teorie").
Po drugie - wykazuje dużo pokory i dobrej woli, czego nie widać wśród oponentów. Ma otwarty umysł (uwaga jak wyżej) - stale uczy się i obserwuje, gdy wielu oponentów bazuje na starej  i fragmentarycznej wiedzy wg kanonu uczelni, jaką kiedyś posiedli i lenią się by ją aktualizować.
Po trzecie - jest
niezależny, nie jest sponsorowany przez farmację czy granty medyczne.
Po czwarte - odpowiada za swoje błędy, gdy natomiast lekarze już nie - jeśli tylko działają zgodnie z oficjalnymi procedurami.
Wreszcie - ma odwagę w pojedynkę stanąć do dyskusji, nawet jeśli miałaby wykazać mu błędy - niestety oponenci nie stają do takiej otwartej dyskusji - atakują zaocznie, nie merytorycznie, często anonimowo i hejtując.

Zresztą, ja będąc już od dawna osobą na emeryturze (=wiekową), myślę że na podstawie doświadczenia życiowego, mogę prawidłowo ocenić format człowieka. Także merytorycznie - ponieważ zajmuję się publicystycznie w różnych miejscach podobnymi sprawami też ok. 20 lat (chociaż bardzo niszowo w sensie zasięgu i nie tak dogłębnie jak JZ).

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi" - Jan Paweł II.

Jerzy jest wielki w paru wymiarach. To pogląd bardzo wielu ludzi, w niektórych przypadkach rzeczywiście nawet wyrażany z egzaltacją. Ja podchodzę do tego spokojniej - na bazie konkretnych przesłanek. Wymieniłem wyżej odwagę, pokorę, dociekliwość. Dodam:

- Konsekwencję w działaniu na rzecz dobra ludzi - samo uświadamianie prawdy wbrew dużo silniejszym mediom, władzom i "autorytetom"  jest dziś rzadkością. Jednak trzeba dodać do tego konkretne czyny jak utworzenie i prowadzenie Fundacji Polacy dla Polaków, która została stworzona w celu sfinansowania zakupu leków opartych na marihuanie leczniczej - w pierwszej kolejności dla dzieci z lekooporną padaczką oraz dla chorych na nowotwór mózgu, wspieranie stowarzyszenia non profit „Polska Akademia Zdrowia” oraz TLMZ (Towarzystwo Lekarzy Medycyny Zintegrowanej). O działaniach charytatywnych  JZ - jeszcze dalej.

- Oprócz swojej działalności edukacyjnej i biznesowej, jest społecznikiem. Ponieważ też mam nastawienie społecznika i trochę działam na tej niwie (oczywiście na dużo mniejszą skalę), to wyczuwam tę cechę wyraźnie w Jerzym Ziębie.
Pewną formą działalności społecznej JZ było jego silne zaangażowanie, zwłaszcza w 2019 r., w sprawy polityczne. Nie chodzi o jakieś aspiracje do kandydowania gdziekolwiek, udział w partiach i inne formalne uczestnictwo. Uświadamiał Polakom drogi wyjścia z różnych impasów poprzez ponadpartyjne możliwości jakie dałoby uruchomienie Weta obywatelskiego, Inicjatyw ustawowych i Referendum obligatoryjnego (tzw. WIR). A także innych rozwiązań, głównie w "służbie zdrowia", zwłaszcza ta ustawa. Nie miało to związku z jego działalnością biznesową (szeroki temat, który tu pomijam).

- Jest osobą życzliwą ludziom, zwłaszcza ujmuje go każde cierpienie i niesprawiedliwość (wtedy bywa ostry wobec winowajców). Otwarty na pytania, serdeczny w relacjach.

- Aktywność na forach związanych z Sejmem, rządem - przykładowo wystąpienia na komisjach sejmowych dot. GMO.

- Inicjatywy ustawodawcze - jak w sprawie nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i dentysty (omówionej wcześniej tutaj)  i wspieranie akcji społecznych w sprawie GMO, leczniczej marihuany, strategii antyrakowej ...

- Odważne listy otwarte w sprawach zdrowia do obecnego i poprzedniego ministra zdrowia oraz szefa TVP Jacka Kurskiego, do polityków i posłów,  do środowisk lekarskich i mediów itp.  -  wszystkie te akcje nie są związane z biznesem Jerzego - to działania prospołeczne. Przyznasz - dość trudno dziś o takich ludzi.

- Zięba jest operatywny, jest skutecznym przedsiębiorcą (obecnie i w przeszłości - na paru polach), który z niczego stworzył w niesprzyjających polskich uwarunkowaniach własną firmę, która odnosi sukcesy. To - w polskiej mentalności, budzi demony zawiści i podejrzliwości, co przekłada się na donosy, insynuacje, złośliwość. Jest wielu, którzy lubią innym zaglądać do kieszeni i węszyć oszustwa. W innych krajach, zwłaszcza w USA, sukces jest czymś co wynosi się na piedestał, podaje jako przykład innym.
Także wysokie nakłady książek Jerzego oraz liczne tłumaczenia (tam też mają uznanie), budzą zawiść.
A jest to przecież wynik ciężkiej pracy i zdolności organizacyjnych.
Czy w ogóle jest coś złego w zarabianiu? Zwłaszcza jeśli robi si
ę to uczciwie. Przykładowo - rozliczenia w Fundacji Polacy dla Polaków (OPP) są w pełni transparentne i publicznie pokazywane na stronie www.  I kontrolowane przez odpowiednie instytucje. Nie mówię o zarabianiu na korzyść organizatorów - wszystko (oprócz drobnych kosztów operacyjnych) idzie na potrzebujących.

- JZ  produkuje świetne suplementy - jakościowo i ze względu na unikalne receptury, które bazują na dewizie skuteczności a nie zysku.
Aby takie mogły być - niektóre nie mogą być tanie, ale klient przecież nie jest w żaden sposób przymuszany do zakupu właśnie tych. W kwestii cen JZ wielokrotnie pokazywał jaki jest rachunek kosztów, gdy chce się robić suplementy na dobrych (najlepszych) surowcach. Z tych rachunków wynika, że przepłacają ci, którzy kupują produkty tanie, ale nic z nich nie mają. Za dobry produkt  należy się zapłata.

- JZ nie reklamuje się w głównych mediach, polega na własnej reklamie na swoich stronach*. Mimo to klienci biją się o te produkty i sprzedaż jest duża, ponieważ ludzie z przekonaniem polecają je innym.
Ambicją Jerzego jest udostępnianie suplementów (witamin itp.) najwyższej
jakości oraz takich, których praktycznie w Polsce nie ma. Czy to źle? Samo to przedsięwzięcie - typowanie, zakup/import składników, receptury, eliminacja zbędnych konserwantów i barwników, dbanie o czystość, produkcja,  konfekcjonowanie, dystrybucja, przechodzenie procedur kontroli i rejestracji - to niemałe wyzwanie.

Przy tej okazji warto zauważyć charakterystyczne zjawisko na przykładzie np. witaminy K2 (MK-7). Gdy parę lat temu p. Jerzy podkreślał znaczenie wit.K2 dla gospodarki wapniowej, wielu, w tym lekarzy, stwierdzało że nic takiego nie istnieje i naśmiewali się z informacji Jerzego.
Gdy mówił, że ważna jest właśnie odmiana K2 MK7 - podobnie - nie wiedziano o co chodzi. Dziś właśnie tę odmianę wprowadza się masowo do suplementów. I teraz prawie w każdej aptece znajdziesz co najmniej parę preparatów z tą witaminą. Firmy farmaceutyczne robią biznes na tym, co do Polski Jerzy "wprowadził" i ... już wszystko jest w porządku... Ale jeśli pochodzą od JZ (bo są lepsze) to bezprawnie się je aresztuje...

Gdy JZ wskazywał na mit cholesterolowy i potrzebę zmiany oficjalnej piramidy żywieniowej, spotykał się z niezrozumieniem i wrogością. Dziś coraz więcej lekarzy przyznaje mu rację, a amerykańskie FDA już zmieniło tę piramidę przesuwając węglowodany w górę. Ale u nas wszystko przyjmowane jest z dużym opóźnieniem - ze szkodą dla pacjentów i ludzi w ogóle.
JZ często jeździł do USA i na międzynarodowe konferencje, skąd przywoził nowinki i je u nas objaśniał.
Podobnie było z jajkami, które przez lata były widziane jako zagrożenie cholesterolowe, JZ pokazał że tak nie jest i stopniowo ta wiedza została zaakceptowana i u nas.

Było szereg innych demistyfikacji, które znalazły uznanie gdy JZ je ujawnił, w tym w coraz szerszym gronie lekarzy, aż doszło do utworzenia TLMZ, które realizuje główną ideę JZ - to lekarze powinni leczyć - integrując medycynę akademicką z osiągnięciami metod naturalnych (medycyną holistyczną).

- Zięba ujawnił tyle przekrętów, wręcz przestępstw, zaniedbań i głupoty, że chociażby za to zasługuje na przysłowiowy medal od społeczeństwa.

- Ma wiele unikalnych kontaktów na świecie - z naukowcami i lekarzami będącymi pionierami nowej wiedzy, którą zaszczepia i w Polsce. Część z nich zaprosił na wykłady do Polski.  Osobiście odwiedził różne kliniki, sprawdzając tamtejsze metody i ich jakość.

- Jego publiczne działania edukacyjne to działanie pro publico bono, a nie działalność biznesowa.
Całą wiedzę na otwartych konferencjach internetowych i w salach w Polsce przekazuje za darmo (czasem organizator nalicza zwyczajową opłatę dla uczestników z tytułu najmu sali i podobne świadczenia organizacyjne). Nie on sam te konferencje organizuje - jest tam zapraszany. Były też seminaria fachowe dla lekarzy i terapeutów - biletowane na poziomie ~150 zł. Nie jest to dużo gdy uwzględnić ceny innych seminariów i fakt że JZ udziela bardzo szczegółowych informacji a na scenie potrafi przemawiać bez przerwy nawet ponad 10 godzin - z poświęceniem i na tyle ciekawie, że widzowie słuchają go i oklaskują.  Jest czas na zadawanie nawet kłopotliwych pytań i odpowiedzi. Porównajmy to z ceną porady specjalisty w przychodni - 200-300 zł za parę minut - nawet jeśli  powie że nie wie jak pomóc (płatność z góry). Lekarze na ogół nie lubią gdy pacjent drąży jakąś sprawę i sugeruje coś od siebie.
Przez nieefektywność państwowej służby zdrowia i długie oczekiwanie na datę wizyty, pacjent jest często zmuszony do skorzystania właśnie z gabinetu prywatnego. A potem do kolejnych wizyt po badaniach (odpłatnych) itd.  Seminaria JZ są oczywiście dobrowolne, a ich temat ustalony.
Ale JZ, jako właściciel firmy, ma obowiązek reklamowania swoich produktów (nie czyni tego na scenie) - dla jej utrzymania, samej produkcji i kontroli, opłacania pracowników i płacenia podatków. Jak wspomniałem - nie musi jednak tego robić w większym wymiarze, bo ludzie sami polecają te produkty widząc jakie są dobre.

- Na produktach i książkach zarobił na tyle dużo, że mógłby "spocząć na laurach", jednak z oddaniem angażuje się w edukację i sprawy społeczne.

- Zięba opisywane metody i produkty przetestował na sobie. Sam je stosuje na codzień lub wg ustalonych, sensownych zaleceń. Daje osobisty przykład. Regularnie przyjmuje swoje suplementy, co skutkuje tym, że po 60-tce czuje się młodo, jest pełen wigoru i ma plany na drugie tyle lat...

- JZ ma "charakter", np. potrafi nie jeść przez miesiąc lub radykalnie ograniczyć odżywianie na codzień, testuje na sobie to, co dla innych wydaje się niewykonalne. Ma też wiele zainteresowań - pogłębionych - od spraw zdrowia, poprzez różne hobby (np. jest pilotem)  po politykę.

- Pomimo że połowę swego życia spędził na emigracji, mówi i pisze po polsku bez naleciałości z innych języków, nawet lepiej od wielu Polaków mieszkających tu na stałe (obserwuję jak  wiele osób popełnia okropne błędy i stosuje nowomowę).

- Jerzy jest też dobrym mówcą - jego prelekcje w audytoriach i w Internecie gromadzą tysiące widzów, którzy są pod wrażeniem zarówno wiedzy, dobrego języka,  prostego wyjaśniania złożonych kwestii medycznych, zdolności w ilustrowaniu wypowiedzi oraz otwartości i humoru.

- J. Zięba jest prawdziwym polskim patriotą mimo obywatelstwa (także ) australijskiego i warunków by uważać się za kosmopolitę, z tytułu mieszkania i podróżowania w szerokim świecie. Oceniam że jako pojedyncza osoba ma szansę zrobić dla Polaków więcej dobrego niż niejeden polityk (ba, może więcej niż ich większość).

- Gdy przebywał za granicą praktykował naturoterapię, ma więc doświadczenie, posiada parę certyfikacji.
(Taka działalność jest czymś normalnym na Zachodzie, także w Polsce, przy czym już zaraz za naszą granicą posiada dużo więcej swobód niż w naszym kraju - znamienne...).

- Jest w Jerzym pasja - widać to nie tylko w pracowitości, ale czasem w mocnym argumentowaniu swoich racji wobec nieuków, "autorytetów"-ignorantów, w wytykaniu absurdów. W tych mocniejszych wypowiedziach nie posuwa się jednak do złego, obelżywego języka, którym sam jest często raczony. Czasem nazwie "po imieniu" kłamców albo rzeczywistych znachorów, jeśli im się to należy.
Owszem, JZ ośmiesza wielu lekarzy a nawet profesorów medycyny na konkretnych przykładach ich niewiedzy lub błędów (można powiedzieć, że sami się ośmieszają). Tu pojawia się wspominany sprawiedliwy gniew, gdy widać ich jaskrawe działanie przeciw ludziom. W tym kontekście nie dziwi więc opór i wściekłość środowiska medycznego i akolitów  przybierająca nawet postać jawnego hejtu i pomówień.  Mają swoje audytorium i wsparcie mediów, co umożliwia im takie postawy powielać. Warto jednak tutaj wspomnieć jeszcze raz, że JZ szanuje lekarzy, którzy swą ciężką pracą pomagają ludziom i powtarza, że to oni powinni nas leczyć.

Typowym zarzutem jest, że pan Jerzy wypowiada się o zdrowiu a nie jest lekarzem.
To wymaga szerszego komentarza.

Najpierw nasuwa się istotne pytanie - a ją wiedzę medyczną masz TY, że się na ten temat wypowiadasz? Masz większą?
Ale zostawmy to, - chodzi o Ziębę.

JZ od bardzo wielu lat 'siedzi' w nauce - wciąż studiuje prace naukowe, drąży wnikliwie tematy, w tym kontrowersyjne i "tabu", spotyka się z wybitnymi specjalistami, ma kontakt z wieloma lekarzami, jeździ na konferencje naukowe na całym świecie, itp., przy czym słucha także praktyków, którzy mają znaczące rezultaty w leczeniu. Czyli i teoria i praktyka, nawet alternatywna. W sumie duża wiedza, którą stale nabywa i pogłębia.

Teraz spójrzmy realnie na drugą stronę, na przykładzie lekarzy. Zwłaszcza w Polsce, ich mała ilość, relatywnie niskie płace (często stąd praca na paru etatach), biurokracja zajmując większość czasu, który powinien być poświecony wywiadowi i badaniom, multum chorych z kolejki, których nominalnie trzeba obsłużyć - to wszystko powoduje że lekarz nie ma czasu ani siły by się jeszcze dokształcać. A jeśli będzie skierowany na jakiś kurs - to pod narzucony "poprawny" wzorzec programowy - na ogół pod potrzeby farmacji. Dlatego, niestety, wielu lekarzy ma dużo mniejszą wiedzę niż JZ.
I nie chcą przyjąć do wiadomości, że może istnieć coś więcej i działać skuteczniej. Myślę, że w tym przypadki, nawet jeśli mają akademicką wiedzę, to sprawdza się powiedzenie, że
wiedza nie musi prowadzić do mądrości. Co komu z wiedzy, która słabo sprawdza się w praktyce?
Z kolei dydaktycy i naukowcy już osiedli na laurach i aby swej pozycji nie stracić idą nader często na pasku tejże farmacji, sponsora badań i wyjazdów szkoleniowych - także wg zaprogramowanego kierunku.

Dla wielu zdrowie, także publiczne, to biznes a nawet tylko biznes. O ile można zrozumieć opór firm farmaceutycznych, które bronią swych interesów, to bardziej bulwersuje zaciekłość pojedynczych osób w ich "bezinteresownym" (?, Schadenfreude?)  atakowaniu. Podejrzewam, że są to raczej agenci status quo, wcale nie bezinteresowni.

Ogólnie są to ludzie, którzy schematycznie widzą tylko jedną stronę i poprzestali na tym, czego nauczyli się w szkole lub uczelni (jeśli w ogóle...), gdzie program jest narzucony i często pod linijkę biznesu, który sponsoruje ten program i kursy. Albo uparcie ślepo wierzą co mówi 'nauka' w swym głównym nurcie, jakby ona była już zamknięta. Wiele nieporozumień wynika  - nomen-omen - z niezrozumienia czym jest zdrowie i jak się je osiąga. Medycyna zajmuje się przede wszystkim chorobami a nie zdrowiem (to wręcz biznes chorobowy). Kolejny schemat. Czyli zamknięty umysł - czy to z arogancji czy świadomie wybranej ignorancji...

Tylko dlaczego wtedy szkodzić innym, zużywać swą energię na krytykowanie czegoś, czego się nie poznało? (widzę osoby, które ewidentnie im mniej wiedzy mają, tym bardziej atakują).

To, że ktoś o czymś nie słyszał nie oznacza, że to coś nie istnieje...

Ta przykra praktyka dotyczy nie tylko Jerzego - Jerzy Zięba nie jest jedynym przedstawicielem takiej prześladowanej trzeźwej opozycji ( Nagonka na sprawiedliwych).  

Cytowane są w mediach prawie wyłącznie wypowiedzi krytyków, w tym dziennikarzy bez odnośnej wiedzy, którzy nie pochylili się nad racjami autora, natomiast wypowiadają się w stylu skandalizujących tabloidów. To wywołuje odwrotny skutek do zamierzonego - i merytorycznie i w swojej formie obnaża często niskie pobudki piszących. Warto tu przypomnieć wielokrotnie powtarzanego przez Ziębę stwierdzenie, że to nie są "teorie Zięby", tylko cytowanie przez niego badań naukowych. Jerzy Zięba jest niezależnym popularyzatorem.
(ja też przecież na ogół nie jestem "pierwszą ręką" - tylko popularyzuję na tej stronie mniej znane rzeczy).

Nic nie jest takie, jakie się wydaje …
Kurt Wallander (i inni)

W wymianie zdań na FB, jeden z dyskutantów - XX pyta:

Jakim jest autorytetem [Jerzy Zięba] w dziedzinie medycyny ...?

Ja teraz odpowiadam, niezależnie od dalszych ripost w dialogu, który jest przedmiotem następnej sekcji:

XX, a Ty jesteś specem od finansów i marketingu (o ile się orientuję) i nie przeszkadza Ci to komentować spraw na których - jak widać z dalszej dyskusji - się nie znasz?
Możesz i mnie to zarzucić, ale jest pewna różnica (przypuszczam co do Ciebie): ja publicystycznie zajmuję się tym ponad 20 lat, a własne doświadczenia (dotkliwe) na styku ze służbą zdrowia mam ponad 50 lat. A Jerzy Zięba niemal zawodowo zajmuje się tym ponad 22 lat, ale interesował się zdrowiem od czasów studenckich, więc oceniam że ponad 40 lat.

Powyżej dość szeroko wypunktowałem kompetencje J. Zięby.

Ale ten argument ogólnie (nie personalnie) jest nietrafiony z paru powodów, wręcz demagogiczny - aż czuję się zakłopotany, że muszę tu wyjaśnić tak oczywistą sprawę. Może przyda się jakimś niedojrzałym czytelnikom, bo nie sądzę abyś Ty o tym nie wiedział... Sądzę, że poniosły Cię emocje.

Teraz przez chwilę o "autorytetach" w medycynie i nie tylko.

Kult, a raczej poważanie autorytetów - ok, ale umiarkowany i rozeznaniem rzeczywistych wartości.

To często autorytety fikcyjne. Przykładowo  mamy w Polsce ponad. 23 000 profesorów (stan w 2015 r.), a jeden z najniższych poziomów innowacji, ilości patentów, bardzo dalekie miejsce w rankingu światowych uczelni, zero naukowych nagród Nobla (oprócz Skłodowskiej).
W tej sytuacji bardziej cenię naukowców-praktyków i po prostu efektywnych praktyków niż naukowców katedralnych.
Jedyna nadzieja w młodych ambitnych, ale ilu z nich się wybije w oplataniu naszej biurokratycznej maszynerii i wobec swych promotorów, którzy albo ukradną pomysł, albo zduszą tych, którzy wybiją się ponad ich poziom?

Mam ograniczone zaufanie do "naukowych publikacji medycznych". To brzmi jak nieuprawnione uogólnienie, i rzeczywiście różnie to bywa. Omawiam to dość szeroko w cyklu artykułów, ciekawych odsyłam najpierw do wpisu Wiarygodność  i do wcześniejszych - po linkach. W skrócie chodzi o tzw.  EBM  (Evidence Based Medicine).
W największym skrócie ujmę to podając wypowiedź  redaktora naczelnego The Lancet, którego wnioskiem jest:
 
„Ta sprawa przeciwko nauce jest dosyć oczywista: duża część literatury naukowej, przypuszczam, że połowa, może najzwyczajniej w świecie być nieprawdziwa. Nadszarpnięta badaniami opartymi na zbyt małej próbie z mizernymi wynikami, nie mającymi podstaw analizami wyjaśniającymi, jawnym konfliktem interesów a także z obsesją gonienia za modnymi trendami o małej wartości – nauka uczyniła zwrot ku ciemności.”

Podobnych wypowiedzi znaczących redaktorów znajdziecie tam więcej.
Lepsze podejście to Evidence Based Medicine & Practice – EBMP.

Uzupełniająco - liczne przypadki naukowych oszustw i małej wiarygodności współczesnej nauki przedstawia np. ten artykuł (polska wersja jest dostępna w Nexus nr 5/2018 ). Także w Ukrytych terapiach (tom 1) J. Zięby  jest rozdział o tym, że do PubMed nie trafia wiele prac naukowych, które mogłyby rzucić światło na zakłamanie medycyny, mimo (a może dlatego), że wg sprawiedliwych zasad powinny się tam znaleźć.
Niezależnie od machinacji przy pracach naukowych, zdajmy sobie sprawę jak często nauka się myliła... i nadal wykrywa się jej błędy.

W ujęciu popularnym o wiarygodności nauki w medycynie i w nauce w ogóle napisałem w stowarzyszonym artykule cyklu  Które książki mówią prawdę. Polecam szczególnie.

A fakt, że dziś w podręcznikach medycznych ukryto niektóre wartościowe (sprawdzające się w praktyce leczniczej)  informacje będące dorobkiem poprzednich pokoleń lekarzy i badaczy, też daje do myślenia i sugerują dodatkową odpowiedź na pytanie Które książki mówią prawdę?

To wszystko wskazuje na kolejny aspekt schematyzmu w naiwności i bezkrytycznej wierze w "autorytety".

Ale sprawa jest ogólniejsza. Zatem wtrącam obszerniejszą dygresję na ten temat.

Coraz częściej firmy przyjmując pracowników w ogóle nawet nie pytają o dyplomy, interesują je u adepta doświadczenie, zwłaszcza praktyczne, umiejętności, skuteczność, dotychczasowe osiągnięcia, wiedzę nie koniecznie popartą certyfikatami ale biorącą się z pasji poznawania i samosterowności, patrzą na / analizują też charaktery, przebojowość, dociekliwość, krytycyzm,  bystrość umysłu, kreatywność, nawet oryginalność, asertywność, i inne "umiejętności miękkie".
Zapamiętajmy więc słowa: praktyka, skuteczność, ...

Twój - XX (i nie tylko) zarzut jest przykładem jak w sensie ogólnym obecnie wielu ludzi schematycznie wierzy, że aby cokolwiek w życiu osiągnąć, trzeba mieć dyplom wyższej uczelni. Często pomaga, ale bywa że ... właśnie ogranicza, gdy kieruje w tak wąską specjalizację, że odcina delikwenta od szerszego, całościowego i interdyscyplinarnego spojrzenia. To w ogóle wielka skaza współczesnej nauki. Także  poziom nauczania coraz częściej słabszy.

Uwaga: W tym tekście czasem uogólniam dla podkreślenia pewnych myśli, ale oczywiście znam wspaniałych naukowców (ogólnie - ludzi), którzy nie zamykają się w schematach, uprawiają naukę mając szeroką perspektywę, włączają aspekt humanistyczny, nie gonią za karierą, zdobywają się na samokrytyczne spojrzenie itp.

Zatem to jest jawna nieprawda z tym kryterium dyplomowym - przez to że było i jest wielu wynalazców, odkrywców i ludzi sukcesu bez formalnego wykształcenia - tak w sferze nauki jak wśród  artystów, aktorów, pisarzy, reżyserów,  przedsiębiorców, polityków...
Z drugiej strony znamy ludzi z długimi tytułami naukowymi, którzy nic nie osiągnęli i bywają  po prostu ... głupi.
Weźmy parę przykładów tych pierwszych.

To ludzie którzy dzięki talentowi, pasji, wytężonej pracy, niezwykłej determinacji oraz odwadze w mierzeniu się ze sobą i przeciwnościami, wybili się nawet mimo "niskiego pochodzenia", wielu życiowych trudności i właśnie braku dyplomu.

Stefan Banach - genialny polski matematyk, jeden z największych matematyków XX wieku. Zrobił błyskotliwą karierę światową i wspiął się na naukowy Olimp. Temu samoukowi w 1920 roku Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie nadał stopień doktora, mimo że nie miał ukończonych studiów wyższych. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i dwa lata na Politechnice Lwowskiej, ale żadnej z tych uczelni nie ukończył.

Philip Emeagwali jest wybitnym matematykiem, którego praca przyczyniła się do powstania i rozwoju Internetu. Ten Nigeryjczyk z biednej rodziny, przerwał naukę we wczesnym wieku, potem uczył się sam, w domu. Tak dobrze, że później zdobył stypendium w jednym z amerykańskich liceów.

Tomasz Alva Edison  w szkole spędził zaledwie trzy miesiące i opuścił ją rozgniewany, aby już do niej nie wrócić, po tym jak usłyszał o sobie opinię nauczyciela, który określił go jako przypadek beznadziejny. W obecności chłopca powiedział wizytatorowi, że Edison jest tępy i że nie ma najmniejszego sensu, żeby nadal uczęszczał do szkoły...

Henry Ford  ukończył jedynie szkołę podstawową (chociaż później jako samouk wykształcił się na specjalistę w mechanice i zarządzaniu, co przyniosło mu wielki sukces).

Bill Gates dostał się na Harvard. Po roku rzucił jednak studia, by zająć się biznesem (po wielu latach otrzymał doktorat honoris causa, co jak wiadomo, nie wymaga wyższego wykształcenia).

Elon Musk mimo niepełnych  studiów, i to nie w dziedzinie inżynierii, stał się jednym z najbardziej kreatywnych inżynierów i managerów w historii oraz  potęgą innowacyjności.  Otrzymał kilka doktoratów honoris causa.

Steven Paul Jobs  - założyciel i szef firmy Apple tylko przez jeden semestr 1972 roku studiował w Reed College w Portland.

Richard Branson - miliarder, założyciel Virgin Group, rzucił szkołę w wieku 15 lat.

Walt Disney - legendarny producent filmowy nie skończył nawet szkoły średniej.

James Cameron - reżyser takich hitów jak „Titanic” lub „Avatar” nigdy nie ukończył studiów. Studiował tylko rok – fizykę i literaturę.

Podobnie wielu innych muzyków i artystów, którzy odnieśli spektakularny sukces w branży, nie ma nawet matury.

Także dawniejsi uczeni i wynalazcy którzy przeszli do historii - gdy studiów w naszym rozumieniu jeszcze nie było.

Warto też podkreślić, że wielu ludzi którzy ukończyli studia w określonym kierunku, potem pracowało w innej branży i tam właśnie odniosło sukces, osiągnęło uznanie i sławę.

Z drugiej strony - dużo jest takich osób w gronie mainstreamowych publicystów, w tym medycznych, którzy nie mając kierunkowego wykształcenia, publikują  na te tematy, które tu omawiamy - często bez sensu lub tak powierzchownie, że uczeń zrobiłby to lepiej. Czy reagujecie gdy ci medialni "eksperci" piszą i mówią bzdury? Nie dostrzegłem ...
A politycy? Też - nawet jeśli mają dyplomy, to przecież często nie w specjalizacji, którą się zajmują w polityce. Bywa gorzej - wśród nich mamy "urzędowych kłamców", którzy wypełniają "linię partii" lub po skorumpowaniu służą czyimś interesom - nie patrząc na wiedzę czy prawdę.

Nie rozpisując się - parę konkretnych przykładów osób, które mimo innego kierunku studiów, dały nową wiedzę i metody skutecznego postępowania w zakresie medycyny - szkicowo ograniczę się do polskich.:

Emil Piasecki - erudyta który odkrył (wydobył z ukrycia?) zjawiska. które nazwał niewidzialną transfuzją - na miarę Nobla (?) (strony www.antygeny.pl, http://arthritis.com.pl/  oraz audycje na Tagen.tv). Swoją wiedzą i dociekliwością zawstydza lekarzy. Sam nie jest lekarzem - skończył dwa inne fakultety. Przy okazji - już pierwsze 3 minuty z tego filmu  https://youtu.be/WJM1GDltNX4 pokazują prawdę o współczesnej medycynie -  wg podręcznika akademickiego (prawie to samo co napisałem 12 lat temu na stronie startowej LepszeZdrowie.info).

Ferdynand Barbasiewicz - ma doktorat z psychologii, ale jest przede wszystkim odkrywcą i praktykiem klawiterapii - skutecznej metody terapeutycznej, która potrafi wyleczyć "niewyleczalne". Na miarę Nobla (?) Pionier wielu innych ciekawych innowacji.

Stanisław Szczepaniak (chemik, firma Innowacyjno-Wdrożeniowa Inwex) - twórca wielu rewelacyjnych preparatów prozdrowotnych i kosmetycznych, w tym preparatu niszczącego komórki nowotworowe (może Nobel?)

A wielu wspaniałych fizjoterapeutów, chiropraktyków, naturoterapeutów, masażystów, którzy nie koniecznie mają dyplom lekarza, a nawet cechowy,  a skutecznie pomagają ludziom?

Przy okazji kolejna dygresja.
Wynalazcy i przedsiębiorcy, nie koniecznie z dyplomami, którzy z trudem przebijają się do świadomości naukowców i uznania przez władze, lub nawet są /byli zwalczani, mimo rewelacyjnych praktycznych osiągnięć (też z Polski):

Historia Lucjana Łągiewki - patrz wystąpienie na XII Forum Wynalazków z 2012 https://youtu.be/2XkYf9Cp0HA, jego kanał (15 filmów) na YT https://www.youtube.com/channel/UC4PS1MDv6JOgZsnRri3KgHA lub krócej (2 minuty) na przykładzie https://youtu.be/mMNsLZWKOb4.

Metody ekonomicznego i czystego spalania – aktualny temat w kontekście walki ze smogiem oraz ekonomicznego gospodarowania energią. Tutaj np.:

Jerzy Orzeł - samouk opracował wysokowydajne piece wykorzystujące "spalanie wody"  (ma to potwierdzenie w bardziej profesjonalnym odkryciu profesora Mariana Mazurkiewicza )

Marian Strzelczyk - wynalazca  pieca do spalania bezdymnego, który oszczędza też węgiel.

Jerzy Dora - wybitny specjalista techniki plazmowej, konstruktor. 

Andrzej Sulima   - konstruktor rewelacyjnych materiałów budowlanych (co do innych jego badań - mocno powątpiewam...)

Zdzisław Oszczęda - właściciel firmy Nantes.  Wielkie osiągnięcia o zasięgu światowym w zakresie tzw. nanowody i jej zastosowań.

I szereg innych jak: Tadeusz Dobrociński, Jan Taratajcio, Daniel Trybus, Krzysztof Brzeziński,

Podsumowując tę dygresję - nie było to mądre stwierdzenie wytykające brak dyplomu...

Powracam do wątku Jerzego Zięby.

- On sam ma wyższe wykształcenie i dyplom magistra inżyniera - wbrew insynuacjom i na ten temat. Mało brakowało, a zrobiłby i doktorat - nie zdążył tylko ukończyć części doświadczalnej swej pracy przed emigracją.
Ale to nie jest ważne - jak tu wywiodłem. Liczy się praktyczna wiedza. I za to właśnie i za prospołeczną postawę liczne grono zwolenników chciałoby uhonorować go "doktoratem społecznym".
Była odnośna akcja (ponad 18 000 wspierających), która natrafia na przeszkody formalne - taka instytucja w Polsce nie istnieje, mimo funkcjonowania tytułu honoris causa, gdzie nawet nie wymaga się posiadania formalnego wykształcenia. Tyle że nadawany jest przez jednostki akademickie, na co J. Zięba oczywiście nie może liczyć.  Zatem chodzi o to, by takie osoby pomagające innym i które same nie zabiegają o zaszczyty i tytuły, jakoś społecznie uhonorować.  Może w tej sprawie sytuacja kiedyś się odmieni...

- JZ jest wiarygodny nie tylko ze względu na tę komplementarną, szerszą wiedzę, ale także dlatego, że nie jest na niczyim pasku, zwłaszcza farmacji - w przeciwieństwie do innych.

Oprócz spraw zdrowia pozostaje skandaliczne traktowanie polskich przedsiębiorców, czego przykładem jest VISANTO - firma J. Zięby.

Tu też niezależnie od bezprawia i absurdalnych zrzutów media rozpowszechniały fałszywe informacje w duchu sensacji  o aresztowaniu Zięby, o jego kryminalnych przestępstwach itp. 
W maksymalnym skrócie:
 

Visanto zostało bezlitośnie zniszczone przez obecnie panujący w Polsce system wandalizmu gospodarczego pod pretekstem, że na rynek polski firma ta rzekomo wprowadziła bez odpowiedniego zezwolenia lek, za co grozi kara do 2 lat więzienia.

 

Te "leki" to:
1. Trawa z pszenicy i trawa z jęczmienia, bo zawiera chlorofil (sic! - zakwalifikowanie tej trawy - do wyciskania soku - jako lek, to pośmiewisko na cały świat - chyba odtąd sprzedawanie warzyw z chlorofilem będzie na receptę...)
2. Mumio (formalne zarejestrowane przez GIS jako SUPLEMENT)
3. Srebro i złoto koloidalne, które można kupić w aptekach i w Internecie
4. Koenzym Q10, forma, której w sprzedaży NIGDY  Visanto nie miało.

 

Jak widać - takie zarzuty są nie tylko fikcją, ale jakaś groteską.

Wynik donosu - prokuratura zajęła cały towar w magazynach (nie tylko ww.) oraz całą dokumentację księgową od momentu wprowadzenia tych "leków" na rynek, żeby zobaczyć od kiedy niby, JZ uprawiał ten zakazany prawem proceder. No i... najważniejsze.... nie było NIGDY zarzutu, że wprowadzano na rynek substancję wywołującą powstanie nowotworów, co podobno też było w decyzji prokuratora. W ten sposób firma została sparaliżowana na wiele miesięcy.

JZ wielokrotnie to wyjaśniał (jeszcze z dodatkowymi absurdami), ale gdy to piszę, wygląda że sprawa znajdzie pomyślne rozwiązanie. Tylko kto naprawi wyrządzoną szkodę  - finansową i w niematerialnych dobrach osobistych?

J. Zięba jest też zastraszany zarówno pogróżkami jak i szykanowany przez władze na inne sposoby - przykładowo, miał wystąpić w poważnych mediach, ale jest okazało się, że jest zakaz wywiadów z JZ pod groźbą utracenia licencji emisji tv.

JZ nie może też upublicznić pod sankcją kary dokumentów jakie polska instytucja, w formie doniesienia na niego, przekazała Prokuraturze ani korespondencji w jego sprawie pomiędzy Prokuraturą i polskim Sądem.

Pomimo medialnej nagonki, nawet tygodnik Polityka, znany z mainstreamowej narracji i uprzednich ataków na terapeutów, w artykule z  29.05.19 "Znachory? Chory zna",  oprócz wielu informacji wątpliwych i tendencyjnych,  pokazał manipulacje wokół JZ i niezależnych lekarzy. W zakończeniu czytamy:
"... I Przechrzta i Zięba mówią, że mogli mieszkać jeden w Stanach, drugi w Anglii, i stamtąd spokojnie prowadzić swoją działalność. Nikt by ich za to nie ścigał. A jednak wrócili do Polski. Dlaczego? Obaj, niezależnie od siebie, mówią to samo: chcieli coś zrobić dla tego kraju". 

No właśnie.  JZ zarabia dostatecznie dużo na rynku amerykańskim, także na sprzedaży wielojęzycznych wydań swych książek w Europie i w kraju, że krzyki o tym że w Polsce  "goni za kasą", "naciąga Polaków " itp. są nietrafne i niesprawiedliwe.

Nawet jeśli mimo tych wszystkich argumentów na korzyść Jerzego Zięby nadal uważasz że nie zasługuje (?) on na szacunek,  to przynajmniej zważ bilans prawdy i nieprawdy, wkładu JZ w poszerzanie świadomości ludzi w sprawach zdrowia versus szkodliwość niektórych praktyk medycyny w formie rockefellerowskiej oraz przypatrz się poniższej dyskusji.

Pochopne oceny na przykładzie pewnej dyskusji

"Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!"
N. Gogol

 

Ponieważ obiecałem kiedyś swoim dyskutantom, że odniosę się szerzej konkretnie do Ich wypowiedzi, teraz przejdę do owej  dyskusji na Facebooku.

W pewnych przypadkach trudno to nazwać nawet dyskusją - były też zaczepki obcesowe, niemerytoryczne - w typowym schemacie szydzenia.

By odnieść się do pewnych zarzutów miejscami muszę powtórzyć niektóre wcześniej podane informacje. Będzie chwilami emocjonalnie - przepraszam, ale nie ja pierwszy uderzyłem w ten ton.

Wystąpi paru bohaterów tej dyskusji, którym nadaję literowe pseudonimy, bo zgodnie z deklaracją nie chcę ich tykać publicznie, natomiast jeśli ta notatka do nich dotrze - sami siebie rozpoznają. LK - to ja - z otwartą przyłbicą  :), chociaż jako tutejszy narrator, nie muszę tego inicjału stale używać.
Z  XY oraz XX znamy się od dawna i mieliśmy wcześniej dyskusje na różne tematy (na przyzwoitym poziomie), np. krótką na temat 5G, do czego odniosłem się w tym artykule,  natomiast YY i ZZ to osoby nowe, gdzie dość trudno mówić o poziomie...

Tu posłużę się następującą metodą. Podaję najpierw zaczepkę lub głos dyskutanta z jego umownym inicjałem i dwukropkiem - z wcięciem, dalej bez wcięcia moją oryginalną odpowiedź. Ponieważ były to krótkie odpowiedzi na gorąco w miarę możliwości jakie są na Facebooku, to tutaj uzupełniam je dodatkowym komentarzem w nawiasach [   ], przy czym często zwracam się nadal do dyskutanta. Pozwolę sobie pogrubić/podkreślić niektóre słowa i frazy, do których dalej się odniosłem.
Już wyżej podałem próbkę wymiany paru zdań z XX.
Więcej miejsca poświęcam też samemu JZ, bo na to zasługuje i może to być pożyteczne dla ogółu Czytelników.

Pochopne oceny na przykładzie pewnej dyskusji

Była  dyskusja w lipcu pod postem o technologii 5G i jej niebezpieczeństwach. W komentarzach mało było o merytorycznej stronie tego postu (omówiłem to osobno w artykule 5G -Pięć Głównych uwag),  i prawie od razu dyskutanci weszli na temat Jerzego Zięby. Cytuję bez zmian.

XX:  A czy ten Pan przypadkiem nie ma zarzutów prokuratorskich? O ile dobrze pamiętam to 4 x nieumyślne spowodowanie śmierci. 

Nie ma zarzutów - jest tylko plotka, że prokuratura szykuje coś takiego - różne podmioty dostały zlecenie na pogrążanie J. Zięby pod byle pozorem.

XX: Co do Pana Zięby:
https://www.money.pl/.../imperium-jerzego-z-sie-chwieje... 
https://natemat.pl/278715,jerzy-zieba-oskarzony-moze-miec...
No i w sumie co by nie mówić o Panu z wykształcenia inżynier który bawi się w lekarza...

Oj, XX czyżbyś szedł na lep takich paszkwili? Przecież te zarzuty zostały spreparowane na podstawie bzdurnej opinii 2 pań z Instytutu Leków, które nie miały żadnych podstaw. To było wielokrotnie przez Ziębę wyjaśnione z detalami, a artykuł jest z końca kwietnia.
I tak szerzy się nieprawdę.

A rzekome oskarżenie o nieumyślne spowodowanie śmierci to inna, nowsza sprawa - jeśli takie oskarżenie się rzeczywiście ukaże, to znów zapewne na podstawie donosu "życzliwych" coś wyssanego z palca...

Spojrzałem na art. z natemat - powtarzane jak katarynka od lat bzdury (też dawno sprostowane), zresztą czego się spodziewać po tych mediach?

XX: Wybacz, jakiś typ który zaleca wlewy z witaminy C w zaawansowanym stadium raka, poleca leczenie raka sokiem z kapusty oraz słuchanie jego audycji dla ogólnej poprawy zdrowia to dla mnie oszust który zarabia na najbardziej pierwotnych ludzkich instynktach. A mianowicie na instynkcie samozachowawczym

[ XX - wiesz że doceniam Cię w zakresie tego, co robisz na innych polach, ale tu zaskoczyłeś mnie - niestety negatywnie.
Po kolei:
jakiś typ - jeśli epitety tego typu mają być argumentem albo ustawić poziom dyskusji, to - niestety - w zasadzie powinienem tę dyskusję skasować... JZ nie zajmuje się leczeniem  - zawsze mówi, że leczyć powinni lekarze i stosując kombinacje skutecznych metod  - oby tylko chcieli poznać dowody że wlewy z askorbinianu sodu (niezupełnie wit. C) w wielu przypadkach ratują życie jako silny antyoksydant, co redukuje wolne rodniki charakterystyczne w takich sytuacjach, a sok z kapusty też nie leczy lecz znacznie wzmacnia odporność, która jest wtedy pomocna.
Słuchanie jego audycji dla ogólnej poprawy zdrowia - co za bzdura nawet nie wymagająca komentarza.

Oszust ? Kogoś oszukał? Masz jakikolwiek dowód? (mówię o bezpośrednim, a nie od trolli,  złośliwców lub tych których wcześniej  zaliczyłem do labilnych neofitów jakieś postawy i którzy z drobiazgu czynią syntezę całości).

Co do prawa, bo te aspekt ciągle się przewijał w licznych dyskusjach:
Po pierwsze - wg zasady prawnej - kto komu ma udowodnić winę (fałsz), hę?  Oskarżyciel.
JZ broni swych wypowiedzi samymi podawanymi racjami - także z tego powodu nie musi się przed każdym dodatkowo tłumaczyć.
Po drugie - są tysiące książek popularno-naukowych a nawet mających aspiracje do poradników medycznych, w których znajdujemy zastrzeżenie o ich charakterze informacyjnym, o wyłączeniu odpowiedzialności i konieczności konsultacji lekarskich.
I nikt się ich nie czepia. JZ robi takie zastrzeżenia, a zbiera nieustanną krytykę i hejt.  Widocznie, w odróżnieniu od miałkich publikacji,  nic tak nie boli jak parę słów znaczącej prawdy u niego.

Po trzecie - Zięba, gdy informuje na prezentacjach jak lepiej / komplementarnie leczyć, informuje że zwraca się do lekarzy - nie jest to porada medyczna. Zresztą, wiele tych prezentacji było z założenia przeznaczonych dla lekarzy. 
I wiecie co, słuchają, akceptują i proszą o więcej...

Jeszcze uwaga (w zarysie): JZ zawsze akcentuje żeby stosować dany preparat/procedurę dokładnie wg zaleceń. Jak w przypadku leków - zaniedbanie zaleceń może spowodować skutek nieprzewidywalny.
Z tym, że w przypadku leków zawsze podawane i odnotowywane są liczne skutki uboczne - nawet przy prawidłowym używaniu, a w przypadku naturalnych suplementów (które są "doładowaniem" żywności w te naturalne elementy których współcześnie w żywności zabrakło), może spowodować tylko takie skutki jak "przedawkowanie" lub złe spożywanie owej żywności.
A suplementy-preparaty usuwające szkodliwe substancje - przy stosowaniu dawek nie wywołujących nasilonego efektu Herxheimera, pomagają a nie szkodzą.

... Najbardziej pierwotnych ludzkich instynktach ... samozachowawczym.

A chory zwracający się do lekarza działa wg jakiego instynktu? Płaci za leki i za wizytę u specjalisty tylko po to by farmacja lub lekarz mogli zarobić?
BTW - bez pierwotnych instynktów zginęlibyśmy - nie mylić z niskimi pobudkami jak złośliwość lub odgrywanie się...
Co do wykształcenia - patrz uwagi wyżej. Także uwaga że "bawi" się w lekarza jest podwójnie nietrafna - JZ podchodzi do zdrowia (wyleczenia człowieka) poważniej niż wielu lekarzy, chociaż sam nie pretenduje do bycia lekarzem. ]

XX: Miejsce takich osób jest w zakładzie karnym. Kim jest Pan Zięba i jaka wiedzę medyczna posiada? Jakim jest autorytetem w dziedzinie medycyny oraz leczenia raka? Która szanowana placówka badawcza prowadziła badania rewelacji Pana Zięby?

[ trudno komentować takie insynuacje; a co do "rewelacji Pana Zięby" i roli wykształcenia (?), bo chyba nie wiedzy, którą ma - odpowiedziałem wcześniej ]

Gosc popycha "lewoskrętna" witaminę C... szkoda tylko, ze cos takiego nie istnieje...

[ O szczególnych korzystnych własnościach wit. C pisało już wielu. Mógłbym zacytować wiele opracowań, spoza tych, które podawał JZ. Ważne jest zwłaszcza poznanie metabolizmu tej substancji. O owej lewoskrętnej C wypowiedział się już tak dawno! 
Jeśli nie odpowiada Ci  lektura Zięby (ale dalej podaję konkretne odnośne rozdziały  z "Ukryte terapie"), to można sięgnąć do wielu innych, dla przykładu do „Wylecz się sam. Megadawki witamin”, której autorem jest doktor Andrew W. Saul (630 stron)  lub - dla szybkiego zapoznania się - tutejszy artykuł Witamina C - praktycznie (tam do ściągnięcia za darmo rozdział o tej witaminie z książki J. Zięby).
Manipulacje krytyków wit. C i innych witamin polegają często nie tylko na braku odnośnej wiedzy lub obronie monopolu farmacji, ale na wyrwaniu z kontekstu: jaka witamina (mają odmiany), wg jakiej procedury, kiedy i na co.

Potwierdzeniem praktycznym zalet  wit. C jest moje osobiste doświadczenie - kilkanaście razy szybko zażegnałem przeziębienie właściwym jej dawkowaniem w czasie. ]

XX, widać wyraźnie że Twoja wiedza o J. Ziębie jest nikła.
Nie ma on SWOICH teorii tylko PRZEKAZUJE to, co ma oparcie naukowe i sprawdziło się w praktyce. Gdy medycyna jest bezradna w większości chorób przewlekłych, naturalnym jest że szukano metod innych i skutecznych.
I takie są - szkoda że poza medycyną akademicką. Siedzę w tym 20 lat i wiem co mówię. Zięba nie jest lekarzem, zawsze to mówi i podkreśla że jego celem jest zintegrowanie obu podejść dla dobra pacjenta.
Przy okazji powtórzę - bezustannie bada te sprawy od ponad 22 lat, przeciętny lekarz nie ma na to czasu i jest urobiony przez schemat: jednostka chorobowa > lek > dawka. De facto jest szkolony jako sprzedawca leków. Tak to nie działa - to atomizacja wiedzy i działanie antyhumanistyczne. To w sidłach farmacji rodzą się metody i postawy realnie zasługujące na kryminał.
Oczywiście walka jest nierówna - po jej stronie stoją nieograniczone pieniądze i dyktat wyhodowanych "autorytetów", po drugiej coraz większa ale jeszcze słaba grupa uczciwych badaczy i lekarzy (u nas np. z tworzącego się www.TLMZ.pl), co oczywiście nie znaczy automatycznie że pozostali są nieuczciwi, bywa że niedouczeni.
Co do inwektyw i pamfletów w prasie - niestety wiele z tego to nawet nie poziom tabloidów - dziennikarstwo powinno opierać się na rzymskiej zasadzie
Audi alteram partem (należy wysłuchać drugiej strony). Na kilkadziesiąt artykułów bodajże tylko 2 razy dziennikarze pofatygowali się by przeprowadzić wywiad z Ziębą, a potem i tak redakcja okroiła materiał i przeinaczyła jego wypowiedź. 
[ A Twoje "
popycha witaminę" - kto tu powinien się wstydzić? JZ opisywał witaminy sporo wcześniej niż zajął się nimi produkcyjnie. ]
To wszystko jest zbyt szerokim tematem by tutaj i w podobnie okrojony sposób tym się zajmować - w postach i komentarzach.
Pozdrawiam z wakacji.

XX: Leszku, błagam. Nie mieszajmy dobrze przebadanych, popartych tysiącami testów, niezależnych badań różnych instytucji naukowych metod leczenia - np. Olej z Konopi Indyjskich,  z rewelacjami Pana Zięby i jego pędowi ku kasie. 

Tak piętnujesz korporacje farmaceutyczne i medyczne... A czym różni się ich pęd ku kasie, od nastawienia na zysk Pana Zięby? 
Wymyślacie na nowo chemię i fizykę? Nie ma czegoś takiego jak lewoskrętna witamina C. Koniec i kropka. Wymysł na potrzebę popchnięcia kolejnych magicznych tabletek. 
Ktoś chce dużo witaminy C - proszę bardzo posadzić sobie dziką różę lub nabyć jej owoce. W pełni naturalne, bez dodatków... i na pewno tańsze, niż
zapchaj-tableta Pana Zięby.

Jest zwykłym naciągaczem, szarlatanem. Jedyna różnica między nim, a o. Tadeuszem jest taka, że Tadzik opiera się na ciemnocie swoich wyznawców, a p. Zięba na instynkcie samozachowawczym. Co czyni go jeszcze gorszym typem hieny.

Też błagam - doedukuj się (nie że w ogóle, ale w danym temacie). By poznać i oceniać JZ i jego działania trzeba prześledzić niemal WSZYSTKIE jego wypowiedzi z ~4 lat. Ja to zrobiłem - minimum 400 godzin - bez lektur. Stąd mój pogląd, że działa w dobrej wierze i w dobrej sprawie. [ o tym pisałem wcześniej ].
Jak wielu z krytykantów wychyliło się ze swego wygodnictwa intelektualnego i PRZESTUDIOWAŁO jego książki i te tłumaczone, wysłuchało przynajmniej parę godzin wykładów a nie jakieś wyrwane z kontekstu zdania i plotki? 
[ Za to poluje się na pojedyncze przejęzyczenia, lub wyrywa się coś z kontekstu...]

Od owej lewoskrętnej C odciął się już tak dawno! 
Jaki pęd ku kasie? Ktoś każe coś od niego kupować? Ludzie biją się o te produkty i wiedzę, bo to im pomaga (mnie też - nie jestem "ciemny"). Ma w firmie kontrolę co parę tygodni i nigdy nic nie zakwestionowano w aspekcie jakości, norm, rzetelności, także finansowej.
Ach to nasze polskie piekiełko zawiści... Nie do pomyślenia na Zachodzie, gdzie hołubi się ludzi sukcesu. 
Skończę dyskusję, chyba że kiedyś wyrównamy wiedzę w tym temacie...

[ To długie moje przypatrywanie się  JZ i jego wiedzy potwierdziło to, co wiedziałem wcześniej w zarysie, czasem w szczegółach, ale przekazało mi też dużo nowych wiadomości, za co jestem panu Jerzemu wdzięczny. To dało mi podstawę by nie być pochopnym w ocenach - temat tego wpisu.

Co XX wie o jakości produktów JZ, nazywając je pogardliwie zapchaj-tabletą?
Wspomniałem o gruntownych kontrolach jakościowych, które przeprowadzały krajowe inspekcje różnych organów i niczego nagannego nie znalazły. Jako ciekawostkę podam, że ponieważ i w USA ta jakość wzbudziła sensację, to przedstawiciele amerykańskiego FDA przyjechali do Polski i przeprowadzili  precyzyjnie i niesamowicie "wyśrubowane" AUDYTY całości  działalności dotyczące jakości suplementów VISANTO, metod ich produkcji itd.
Ciekawe czy i jak XX sam protestuje przeciw niezliczonym suplementom na rynku, będących podróbkami lub zwykłym naciąganiem, produktom nafaszerowanym różnymi szkodliwymi dodatkami? (co zdarza się  i w lekach). Czy jeśli gdziekolwiek zobaczy ich reklamę to tam umieszcza swoje docinki? O tym zakłamaniu reklamowym pisałem już wyżej...
I znów padły epitety... :(

Inna sprawa - nawiązująca także do przewijających się zarzutów braku badań przez instytuty naukowe. To wymaga wyjaśnienia, bo  wiele osób nie rozumie statusu suplementów.
Po pierwsze, JZ - podobnie jak wielu dietetyków - jest zwolennikiem dostarczania potrzebnych człowiekowi minerałów i witamin poprzez żywność. Niestety ziemia została tak zubożona, dużo bardziej niż kiedyś alarmował o tym prof. J. Aleksandrowicz, że tych elementów jest tam stanowczo za mało względem zapotrzebowania człowieka  Stąd suplementacja stała się konieczna jeśli chcemy być zdrowi. 'Niestety' - podwójne, bo w większości przypadków zjedzenie dzisiejszych owoców czy warzyw, by dostarczyły odpowiednią ilość substancji jest niewykonalne - byłyby to kilogramy dziennie, a przy okazji zatrulibyśmy się chemią z oprysków i z nawozów. Już mało jest miejsc gdzie można znaleźć prawdziwie ekologiczne produkty. I nie każdy ma szansę je znaleźć czy zaprowadzić sobie ekologiczny ogródek
Suplementy koncentrują owe pożądane substancje, a te od JZ składają się z surowców naturalnych i nie zawierają trucizn. Na tym polega duża sztuka, której JZ dopiął w swoich recepturach, w kontrolowanym doborze dostaw i w produkcji. (W niektórych produktach jest minimalna ilość bezpiecznych dodatków technologicznych).

Po drugie - suplementów się nie bada klinicznie, bo to nie leki - są równoważnikiem żywności. Tej się tak nie bada. Owszem suplementy dopuszcza się  do obrotu, i te od JZ wszystkie miały urzędowe dopuszczenie. Ktoś sugerował, że np. mumio nie jest dopuszczone w Polsce do sprzedaży. To skąd tyle sklepów ten preparat sprzedaje? I nikt ich nie ściga?

Po trzecie - "badania metod". Zięba cytując (w książkach i niektórych) filmach badania, właśnie powołuje wykonywane przez naukowców i opublikowane w czasopismach naukowych lub podręcznikach. To są jednak często badania "zakopane" na tyle, by prosto nie trafiały do świadomości lekarzy czy decydentów  medycznych.
Inna sprawa że  - jak wspomniałem wcześniej - nie wszystko co medyczne się bada (np. większość szczepionek przed dystrybucją nie bada się wg zasad klinicznych), a prawdopodobnie w ogóle do 50% badań jest nierzetelnych (jak wskazałem wcześniej). 
Wreszcie - to, co stoi na drodze biznesu farmacji, nigdy nie doczeka się badań, bo:
- to godziłoby w ten  biznes jeśli tani, skuteczny produkt naturalny wyparłby jakiś lek
- nikt nie wyłoży milionów na badania czegoś, czego nie można opatentować i nie można na tym zarobić (produkty naturalne)
- medycyna nie jest zainteresowana badaniem metod, które wyparłyby te, na których zarabia.

Nie nadużywałbym więc fetyszu nauki w medycynie farmaceutycznej (oczywiście oprócz badań podstawowych w samej medycynie i ugruntowanej wiedzy o  fizjologii, anatomii, technikach chirurgicznych i ratunkowych itp.). Raczej odwołałbym się znów do skutecznej praktyki.
Na marginesie:  cenisz ogrom wiedzy medycznej - owe "tysiące testów i badań",  wiele lat studiów by mieć zdanie na temat medycyny,  a nie chcesz  docenić tych lat dociekań JZ oraz zdobyć się osobiście przynajmniej na parę godzin by poznać co JZ pisze?
 ]

XX: Primo, siedzę na zachodzie, więc daleko mi do piekiełka. Dwa, jak wspomniałem co innego rewelacje p. Zięby co innego alternatywne metody leczenia które poparte są dowodami naukowymi. 
Co do skuteczności leczenia p. Zięby... A o efekcie placebo to słyszał? 
Czytanie pseudo-naukowego
bełkotu inżyniera który wziął się za produkcje suplementów jakoś niezbyt leży w kręgu rzeczy na które mam ochotę. Przedstaw mi opinię szanowanej instytucji naukowej w tej kwestii to może przekonasz mnie na tyle bym sięgnął po lekturę p. Zięby.

A no i mówmy o faktach, nie odczuciach i opiniach. Bo na razie fakty są przeciw p. Wona-Be Lekarzowi.

Jakie fakty? Faktem jest że metodami jakie przedstawia JZ i inni naturoterpeuci udało się wyleczyć wiele (!) osób, których lekarze nie potrafili i skazali już  ich na zejście.

Co do JZ - też czasem razi mnie jego emocja, ale jest ona jednocześnie dla mnie świadectwem że działa szczerze i z autentycznym zaangażowaniem. Zachowuje się po ludzku  - z emocjami, czasem gniewem, czasem się myli, ma poczucie humoru i samokrytyki, jest bystry...

[ "Polskie piekiełko" - to była obserwacja ogólna, chociaż czasami przenosi się i na relacje wewnątrz Polonii.

 "Czytanie pseudo-naukowego bełkotu inżyniera który wziął się za produkcje suplementów jakoś niezbyt leży w kręgu rzeczy na które mam ochotę"
Czyli - "nie czytałem, ale się wypowiem". Typowy schemat. Widzę to wszędzie, zwłaszcza w komentarzach pod wpisami JZ - ludzi, którzy nawet nie spróbowali zapoznać się z tym co i po co JZ popularyzuje. "Nie, bo nie". To dziecinada,  ale po co  tak się nasycać jadem i przy okazji psuć sobie nerwy? Niezdrowe.
I znów do XX nie dociera, że  IZ nie aspiruje do bycia lekarzem - wielokrotnie podkreśla, że leczyć powinni właśnie oni.  O placebo komentuję dalej przy okazji innego komentarza ]

XX: Zadam po raz kolejny proste pytanie. Jakim ekspertem w dziedzinie patologii komórkowej, diagnostyki czy leczenia onkologicznego jest człowiek o wykształceniu technicznym - o ile dobrze pamiętam to AGH w Krakowie.
Jak na poważnie brać gościa który chce powiększać piersi hipnozą czy leczyć nowotwory witamina C.
Błagam po raz setny o podanie jednego wiarygodnego źródła (instytutu o ugruntowanej pozycji i nieposzlakowanej opinni) która potwierdzi choć jakiś ułamek rewelacji tego Pana.
Proszę o konkretne źródła - a nie tezy tego Pana.

To pytanie nie do mnie lecz do autora. Mimo to doczekasz się częściowej odpowiedzi i ode mnie - ale nie teraz - ... a odpowiedź nie może być lakoniczna jak tutejsze wpisy.

[ Niniejszym artykułem w skrócie odpowiadam - w tej kwestii dałem spory fragment powyżej i jeszcze dalej. Co do kwalifikacji w sprawach onkologii - JZ nie musi być ekspertem jako popularyzator - wystarczy, że opiera się na pracach ekspertów. Tu nie różni się od wielu innych - także np. lekarzy ogólnych, którzy też odsyłają do specjalistów. Ma jednak parę przewag - ogarnia szerszy interdyscyplinarny horyzont, wie, że rak jest w większości ogólnoustrojową chorobą metaboliczną, czego specjaliści na ogół nie rozumieją lub nie chcą dostrzegać i z uporem walczą z symptomami a nie z tą przyczyną. I dlatego mają tak słabe wyniki w swej "walce". O ile przeżywalność pięcioletnia powoli statystycznie rośnie dzięki nowoczesnym ale drogim lekom (nie bez skutków ubocznych), to już zgonów po 5 latach w tych statystykach się nie uwzględnia.
Jest powiedzenie rodem z informatyki dotyczące roli założeń pasujące tu do metodologii medycznych:
śmieci na wejściu - śmieci na wyjściu
Tutaj upraszczam, ale to daje do myślenia na wielu polach... 
JZ zajmuje się suplementami, bo to one odbudowują naturalną odporność, która potrafi zarówno zapobiec nowotworom, jak i cofnąć chorobę, gdy wielu prominentów onkologii nie tylko nie robi nic w tym kierunku, a jeszcze dokłada organizmowi trucizn i obciążeń w postaci chemioterapii, naświetleń i ekstrakcji guza, co powoduje często przerzuty. Podobnie, nie uwzględniają, że za przerzuty odpowiadają komórki macierzyste, których te inwazyjne metody nie niszczą. Czy to są właściwe kwalifikacje onkologów, które tak wynosisz?
Wiadomo, że każdy posiada w ciele bardzo dużo komórek nowotworowych, rzecz w tym aby nie dać im się rozwinąć, za co odpowiada system immunologiczny. Stąd bierze się wielka nadzieja związana z nowoczesną immunoterapią, której metody przytaczane przez IZ wychodzą naprzeciw.  Parę godzin popularnej pogadanki JZ (5 odcinków na dziś), od której zaczęła się część niniejszej dyskusji, pokazała tylko zarys wiedzy prelegenta na te tematy. Ogólnie o kondycji onkologii było parę zdań we wcześniejszej sekcji, gdzie wskazywałem na stan medycyny.  O źródłach - też nieco dalej i ponownie, bo i to do XX nie dotarło... ]

          pytanie autora tych rewelacji jest równie zasadne jak pytanie o prawdomówność polityków...

[ Zgoda co do polityków, im JZ też to wypomina i dobitnie - udowadniając kłamstwa lub zaniedbania. Natomiast JZ nie uchyla się od żadnych pytań, nawet "wysokich autorytetów". Nieraz  proponował publicznie i w adresowanych listach konfrontację - nie było jednak odważnych lub zainteresowanych. Wygodne podejście zaocznych krytykantów, prawda? Podobnie jak Twoje wygodne stwierdzenie o "teoriach Zięby" ]

JZ > XX  - wystarczy posłuchać, zanim się zacznie komentować, nie odwrotnie, wtedy przestanie się pisać bzdury o wit C, hipnozie itd...

[Tu XX i innym nie wprowadzonym należy się wyjaśnienie, ponownie.
JZ nie leczy, a tym bardziej witaminą C, jeśli o niej pisze i mówi, to pokazuje jak witamina C i jej odmiany mogą wspomóc leczenie - kłania się obszerna część książki "Ukryte terapie" - w cz. 1 (wyd. 2014) strony 57-114, w cz. 2, (wyd. 2016) str. 25-74, gdzie powołane są liczne źródła z dokładnością do ich stron. Dokładnie tłumaczył to na wielogodzinnych seminariach. To zresztą w dużej mierze znana i starsza wiedza, chociaż "zapomniana"...

Co do "powiększania piersi hipnozą", to tego też nigdy nie robił - tu znów zadziałał jakiś głuchy telefon i powtarzana głupia plotka. Owszem - JZ jest dyplomowanym hipnoterapeutą klinicznym - uprawiał to dawniej w Australii (nie teraz). Że hipnoza działa, to znany fakt. JZ wielokrotnie wyjaśniał (patrz np. https://youtu.be/s4ZiC39HHzY , https://youtu.be/yYA9fE6FcFU ), że chodziło o pozytywne doświadczenia przeprowadzane w latach 70. w paru krajach na świecie, w tym w Polsce (w ramach tematu hipnozy  - prof. Maria Szulc ) i że  tego rodzaju oddziaływaniami zajmuje się psychoneuroimmunologia i psychoendykrynologia - dziedziny naukowe.  Oto jak ignorancja (z braku sprawdzenia) i prześmiewczość ma krótkie nogi. Ale niektórzy mają w tym cel... ]

XX > JZ ależ mnie zaszczyt kopnął... Ok, to w takim razie prosta sprawa. Jako człowiek wykształcony w duchu myśli technicznej powinien Pan rozumieć ogromną moc dowodów oraz znaczenie badań potwierdzających tezę.

To teraz proszę podać źródła swoich rewelacji. Udowodnić, że Pańskie teorie to nie stek bzdur. Dalej chętnie zobaczył bym choćby świadectwo z liceum z oceną z biologii. Bo raczej dyplomu ukończenia studiów/studium/kursów czy wieczorówki która choćby musnęła kwestie medycyny to będzie ciężko.

LK  > XX
Jak ktoś uparcie nie chce POZNAĆ dowodów, których było podanych mnóstwo, to "św. Boże nie pomoże"....
Gdyby każdemu z setek tysięcy słuchaczy/czytelników JZ miałby indywidualnie wszystko dowodzić, to może zdążyłby w roku 2100+ :)

Idąc jeszcze dalej, proszę pamiętać, że diagnostyka bez odpowiednich uprawnień, wiedzy potwierdzone dyplomem oraz praktyki, na szczęście w Polsce jest karalna.

[ Jeszcze
1. a propos pokazywania  każdemu  (Tobie) dowodów i wyjaśnień - JZ omawiał ze sto tematów, do każdego jest kilkanaście-kilkadziesiąt odniesień (cytaty, linki, tytuły książek, itp.) - tego wszystkiego lub czegoś wybranego, ale nie wiadomo czego, żądasz (sic!) do pokazania Ci w komentarzu?
Podobnie inni - absurdalnie - żądają od JZ zdalnej porady w facebookowym komentarzu w jakiejś sprawie zdrowotnej. J. Zięba odżegnuje się od tego nie tylko ze względu na to, że nie świadczy takich usług, ale po prostu tak nie dałoby się bez dobrej  znajomości przypadku i danej osoby. Dotyczy też  poprzednich i kolejnych takich Twoich wezwań.

2. to JZ świadczy usługi diagnostyczne?
O prawie i przepisach - patrz wyżej.

3. "...choćby musnęła kwestie medycyny"  - zluzuj! JZ "muska" te kwestie lepiej niż gros nauczycieli.]

XX >  LK prosta sprawa... Najprostsza strona HTML, bądź nawet opis filmu na YT z linkami do źródeł...

A, i jeszcze jedno... Wiara, a wiedza to 2 różne rzeczy

[ O źródłach już było. A dobrym przykładem filmów z podawaniem źródeł (licznych! powoływanych na slajdach) jest ta seria o szczepieniach. Zresztą to, o czym mówi JZ, znajdziesz i u innych; wśród lekarzy wskażę tych, którzy mają zwyczaj podawania źródeł w dziesiątkach czy setkach pozycji, np. lek. med. Katarzyna Świątkowska (na jej blogu, w książkach i u mnie na stronie), Jerzy Jaśkowski (dr. n. med.) w swoich licznych artykułach, i podobni.
Co do wiary - wiara w wiadomości tabloidowe lub z wikipedii krytykujące JZ to nie wiedza... . O jakiej wierze mówisz?]

XX >  LK  jakoś na temat skuteczności CBD czy THC można bez trudu znaleźć informacje potwierdzone przez kilka niezależnych instytucji z różnych części świata. Tak rewelacje Pana Zieby ocieraja się o SF czy mówiąc bardziej dosadnie kpine. Stąd chętnie poznam źródła badań i "wiedzy" Pana Jerzego. Proste, prawda?

Nie udawaj, że nie umiesz znaleźć.
www.ukryteterapie.pl
https://jerzyzieba.com
https://www.facebook.com/ukryteterapie/
+ YT i vimeo
A tam setki materiałów z podaniem źródeł, podobnie jak w książce "Ukryte terapie" (2 tomy).

[ JZ dla ułatwienia podaje w swoich książkach nie tylko autorów, tytuły i czasopisma naukowe cytowanych źródeł, a  gdzie możliwe  także adresy internetowe do publikacji, oraz  miejscami też QR-kody do artykułów - naprawdę łatwiej dla czytelnika już nie można, ale widocznie krytykantom się nie chce sprawdzić, ba  - nawet zajrzeć  lub "wiedzą lepiej" ].

XX >  Leszek serio? Czytanie ze zrozumieniem się kłania. Proszę o badania, testy, opracowania instytucji badawczych, a nie tezy i teorie Pana Zięby. Nie jest on żadnym autorytetem w kwestii medycyny, a już tym bardziej onkologii.

ułatwię ciut rozpoznanie źródeł... Tak na temat THC w leczeniu onkologicznym:

https://www.cancer.gov/about-cancer/treatment/cam/hp/cannabis-pdq

[ To staje się już nudne. Kto nie czyta ze zrozumieniem? Sorry, zaczynam się zastanawiać nad inteligencją takich rozmówców, zadających w kółko te same pytania i którzy nie widzą odpowiedzi lub wskazówek jak je znaleźć...

A co do badań suplementów - już wspomniałem, że ich nie bada się klinicznie, bo to nie leki.

Nie bardzo widzę intencje i do czego ta uwaga o THC się odnosi. Że oleje konopne (odpowiednia proporcja CBD i THC) pomagają na setki przypadłości, w tym na raka  - wiadomo doskonale. Zresztą podany artykuł to potwierdza. JZ mówił o tym do znudzenia, bo niewiedza, schematyzm i pochopny osąd społeczny w  tej sprawie wciąż jest wielki. Jak już wspomniałem, jego społeczna stała akcja Polacy dla Polaków  poświęcona zbieraniu datków na preparaty konopne w celu ulżenia dzieciom, głównie w lekoopornej padaczce, jest wzorcową akcją zasługującą na uznanie i naśladownictwo. W pełni transparentna, nie komercyjna, z dużą liczba świadectw. To była oddolna reakcja na to, że państwo prawie nic nie zrobiło dla tych dzieci, a wokół marihuany medycznej są wciąż administracyjne opory, pozorne ruchy a nawet zwalczanie tej metody terapeutycznej. Dłuższy temat - nie tu na to miejsce.

Sam JZ przeznaczył  tam ze swych prywatnych środków (z zysku firmy Visanto - ponad 500 000 zł. (stan w maju 2019).  Część przychodów ze sprzedaży miesięcznika "Zdrowie bez leków" też są na to przeznaczane. Są podobne akcesy donacji na tę fundację.
Przy okazji -  XY  skomentował inną dyskusję na mojej stronie:

Miłość, jest kluczem do pokoju na Ziemi.

Zgadza się - przede wszystkim w miłości do ludzi, bo często widzi się jak nie czynią tego ci, którzy rozczulają się tylko nad pieskami lub kornikiem,
Także w kwestii zdrowia, tak jak tutaj w głównym motto strony startowej (LepszeZdrowie.info) od samego jej początku w 2007 r.:  "Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości" (Paracelsus).
 

I tak, jak stale powtarza Jerzy Zięba, kończąc swoje prelekcje zdaniem "Czyńcie dobro"  lub pisząc (w 10 punktach swojej dziennej rutyny)  i mówiąc (cytat): "Uczucie całkowitego wybaczenia ma  b e z p o ś r e d n i   w p ł y w  n a   p r a w i d ł o w e  funkcjonowanie naszego organizmu na poziomie komórkowym", co wykazano doświadczalnie.
Dlatego wybacza swym oszczercom, chociaż musi też z obowiązku bronić swoją firmę i dobrego imienia ludzi fałszywie oskarżanych.
Oraz tak jak ci, którzy wspomagają potrzebujących np. w akcji Polacy dla Polaków.
Ja nie mogę wiele, ale od początku jej powstania ustanowiłem comiesięczne zlecenie stałe na rzecz tych dzieci.

Ile Wy daliście?

Wspieram też potrzebujących przez stronę Nasze Serca, pewnie też wiesz (XY), że wspierałem  finansowo, psychicznie i radami naszych wspólnych  znajomych Piotra i Agę...

Chociaż podany przez Ciebie artykuł potwierdza zastosowanie cannaboidów w leczeniu, to ja też "ułatwię" Ci szybki przegląd tematu w moich starych artykułach  Powrót do rozsądku, czyli konopie lecznicze , Olej z konopi a marihuana, ... A o kwalifikacjach - pisałem wcześniej w tym artykule ]

Z innej dyskusji pod wpisem JZ o  truciu Polaków :

YY:  "Wiedza" tego człowieka to 10% prawdy. Ludzie przytakują mu, gdy wygłasza oczywiste oczywistości, a potem - z nawyku - tępo kiwają łbami, gdy zaczyna się jego pie__nie głupot.

Rolnik będący na jego poziomie mówiłby tak:
- trawa jest zielona,
- buraki rosną na drzewach,
- drzewo dębowe uzyskujemy z topoli,
- wczoraj z wierzby zebrałem 10 kg gruszek,
- ... itd...

LK:  Skoro np. lekarze tak wszystko wiedzą, to dlaczego tak marnie wygląda stan zdrowia Polaków i mamy za 2018 r. rekord umieralności?
Znam prawie 90% Jego wystąpień od 2014 r. i doszedłem do wniosku (a siedzę w sprawach zdrowia >20 lat), że przeciętny lekarz (ale często i profesor) może być zaorany Jego wiedzą. Często mówi prostym językiem, bo chce trafić do każdego. Więcej pokory. Zresztą nie chodzi tylko o JZ, w TLMZ.pl wokół tej wiedzy grupuje się coraz więcej lekarzy, biologów i terapeutów...

[Przyznam, że poruszyła mnie ta wypowiedź swoim poziomem, obrażającym zarówno JZ jak i wielu ludzi - wyróżniłem mądrości YY ]

LK > YY  Powtórnie Twoja zgrana płyta, SORRY - ale jeśli zdobędziesz się (jakie to trudne!) na wysłuchanie choćby TEJ wypowiedzi (ach te uprzedzenia i schematyzm reakcji) dowiesz się o skali patologii, niewiedzy i zakłamania. Wyraźnie widać, że lekarze w 90% tych faktów nie znają lub to udają. Godzisz się na taki stan rzeczy?

YY:
1. Dlaczego jego przez "J"? To twój bożek?
2. Przyznanie się "Znam prawie 90% Jego wystąpień" to tak jak wyznanie "zostałem solidnie zindoktrynowany".
3. Już ja znam tych "lekarzy, biologów i terapeutów" .... Polecam serdecznie włączyć samodzielne myślenie.

[ Co do mojego poważania dla JZ - wypowiedziałem się już w tym artykule. Właśnie by podkreślić to poważanie czasem używam dużych liter.
Obserwuję od lat prawdziwe zindoktrynowanie pewnych środowisk i to na masową skalę, moje "zindoktrynowanie" (?) nie powinno nikogo boleć.
Jak i kogo YY zna i na jakiej podstawie ocenia - pozostaje tajemnicą.
Co do myślenia - przypomina się powiedzenie i hasło kanału na YT Huberta Czerniaka "Włącz myślenie".
Pochlebię sobie, że zawsze tak miałem...]

YY:   Wiarygodność Zięby = 1%
1% tego, co mówi jest prawdą. Tylko że to zwykłe truizmy. Jasne, że nawozy sztuczne niszczą zdrowie (nie tylko Polaków).
Nie wiem, czy mądrym ludziom opowiadanie banałów o oczywistych oczywistościach uwiarygodni jego pozostałe 99% gadanie bredni.

[ No to eskalacja zacietrzewienia narasta, już nie 10 % a 1%.
Skoro to wszystko banały, to dlaczego tak mała jest reakcja władz, naukowców i samych rolników na owe szkodliwości? JZ przekazuje to - jak widać - właśnie tym mało mądrym. To źle? Może powinien Cię przeprosić jako mądrego? Nie musisz tego słuchać... ]

 

          JZ > YY  1% ... zejdź na ziemie.

XX > JZ racja... To i tak za dużo...

YY >  JZ  Dobra, 0,001% wystarczy?
Porady znachora Zięby:
https://demotywatory.pl/4923930/5-minut-i-po-zawale-czyli-jak-szaman-Jerzy-Zieba-radzi  [zobacz niżej ]

LK >  YY   chcesz zaistnieć na siłę...
W zasadzie zasługujesz na ban, bo po co mi takie komentarze na profilu, ale pewnie potraktujesz to jako stratę okazji by się popisać.

YY:  Jasne. Też bym zbanował Ziębę za kłamliwe filmiki o tym, że "5 minut i po zawale".

Ustawa o zawodzie lekarza:
Art. 58. 1. Kto bez uprawnień udziela świadczeń zdrowotnych polegających na rozpoznawaniu chorób oraz ich leczeniu, podlega karze grzywny.

LK  > YY:
1) nie świadczy świadczeń zdrowotnych - zajmuje się edukacją i produkcją suplementów, co jest dozwolone i stosowane przez farmację w skali milion razy większej
2) filmik pokazuje metodę dra F. Barbasiewicza (sprawdza się) a Zięba tylko o tym informuje. Barbasiewicz zasługuje na wielkie uznanie za klawiterapię. Kolejne powierzchowne widzenie spraw... Oj, jak wiedza boli...

YY >  LK

1. Zięba nie zajmuje się "edukacją" - zajmuje się DEZINFORMACJĄ.
2. Dlaczego wiarę w szamańskie metody nazywasz "wiedzą"?
Jak Ty będziesz miał zawał, to w żadnym wypadku nie dzwoń na pogotowie, skoro tak ufasz temu szamanowi z filmiku.
Twoje zdrowie - Twoja sprawa.
Tylko nie polecaj tych samobójczych sposobów innym ludziom.

LK  > YY
znów skutek nie zaznajomienia się z całością wypowiedzi i pochopnego osądu (typowe). Zięba wyraźnie mówił by dzwonić na pogotowie, a w oczekiwaniu zająć się uruchomieniem pewnych reakcji w sercu wywołanych tym uciskiem. Przecież wiesz jak różne masaże, akupunktura itp. potrafią uruchomić reakcje w innych miejscach ciała...

[ Mam na myśli całość tej wypowiedzi zarówno JZ jak i Barbasiewicza. Jeśli chodzi o przedstawioną metodę i wskazany punkt, to ma on potwierdzenie nie tylko w  klawiterapii, ale jest znany od bardzo dawna w medycynie Wschodu ("punkt G"), którego ucisk jest stosowany przy nagłym spadku ciśnienia i omdleniach. "Samobójcze sposoby" - to nie wymaga komentarza. Przy okazji - metoda klawiterapii pomogła J. Ziębie w dość szybkim zlikwidowaniu okazałego brzuszka, co mu nieraz wypominano - diagnoza Barbasiewicza ustaliła gromadzenie się wody w tkankach, a terapia to usunęła. ]

YY > LK
Mam nadzieję, że nasze bezowocne dyskusje definitywnie zakończy wspaniałe wydarzenie, na które my - wszyscy myślący ludzie - z utęsknieniem czekamy:
#JerzyZaMurem
Zwolennicy szamańskich metod są mało bystrzy (to zrozumiałe, samo przez się, bo jak można wierzyć w szamaństwo?), więc podpowiem, że chodzi o mur więzienny.

[ "my - wszyscy myślący ludzie"  i "bystrzy" - dobre! Poznacie ich też po hejcie i postawie utęsknionego czekania by komuś zaszkodzić. Przy okazji - istnieje akcja "murem za Jerzym Ziębą" z poparciem na kilkadziesiąt tysięcy osób, niezależnie od wielu licznych grup wsparcia na FB. ]

LK > YY  pozdrawiam bystrego. Faktycznie bezowocna dyskusja, w której z Twojej strony nie padł żaden merytoryczny argument. Wyłączam się, bo mamy sobotni wieczór i warto zająć się czymś przyjemniejszym...

YY:
Klawi cośtam NIE JEST ŻADNĄ TERAPIĄ!
Tak jak placebo NIE JEST lekiem!
Dotykanie się gwoździkami, szpikulcami, widelcem nie jest metodą leczenia!
Nie zachaczaj o masaż, bo próbujesz chwycić się dziedziny, z którą to nie ma zupełnie NIC wspólnego!
Zupełnie jak gówno, które przyczepiło się do statku i krzyczy "Płyniemy!"

[ Jest takie powiedzenie: "Wyśmianie jest pierwszym i ostatnim argumentem głupca". Klawi cośtam... W swoim środowisku powinieneś słyszeć nie tylko o F. Barbasiewiczu, ale np. o Januszu Kołodziejczyku, o Instytucie Klawiterapii...
Co do masażu, akupunktury, refleksologii, EFT, itp. i ich  możliwym oddziaływaniu ogólnoustrojowym (ująłem to wspólnie) - czy zaprzeczasz ich podobnym działaniom leczącym (chociaż różnymi drogami i metodami) lub pomagającym w cierpieniach -  a zatem i swojej wiedzy? Nie  mają z tym nic wspólnego? Może sugerujesz, że ja nie mam o tym pojęcia?
Owszem, nie zajmuję się tym profesjonalnie/zawodowo, ale miałem wielokrotnie do czynienia w swym leczeniu.
Z kwalifikowanymi osteopatami, masażystami,  kręgarzami, chiropraktykiem. Powiem więcej, może w  tej dziedzinie wiem nawet to, czego prawdopodobnie nie wiesz o możliwościach ciała. Tylko to sugeruję na podstawie swego czynnego wielomiesięcznego udziału w projekcie Calligaris,  albo ze swojego praktykowania testów kinezjologicznych, bo faktycznie mało kto to zna te metody i ich zaskakujące rezultaty.
A co do placebo, tak, nie jest lekiem ujętym w farmakopei, ale potrafi uleczyć. Czy to znów Twój bezpodstawny osąd?  A może wiem o tym więcej od Ciebie? Skwituję to bez wdawania się w szczegóły: placebo (i odpowiednio nocebo) jest dowodem na to, że mamy potencjał aby sami się uzdrowić. Umysł jest na tyle potężny aby wywołać chorobę lub przywrócić zdrowie - bez leków. Chociaż ... wiele leków też działa jak placebo. I dobrze - oby przynajmniej nie szkodziły. Lekarze o tym wiedzą. Tyle że jeśli w terapii medycznej zadziało placebo, to medycyna przypina sobie order. Gdy dzieje się tak w przypadku terapii 'niemedycznej' - to już podejrzane :)
A w danym przypadku (klawiterapii) skuteczność przerasta typowe efekty samego placebo, a jej aspekt diagnostyczny z placebo nie ma nic wspólnego.

Gówno? Pogratulować poziomu! Nic nie zyskujesz bezczelnością - nie tylko w moich oczach.  Przytyk za przytyk.]

Był też wpis JZ na FB o chłopaku - Bartku , który umierał w szpitalu w Puszczykowie.  I tak umiera (wg tego wpisu) 30 000 Polaków rocznie... Do odsłuchania - nie jest to długie.  https://www.facebook.com/ukryteterapie/videos/2370112766430891

JZ pisał poruszony: "Panie... daj szansę Bartkowi... bo lekarze ze szpitala  mu szansy dać nie chcą... Panie... daj szansę innym, niepotrzebnie konającym w polskich szpitalach z powodu sepsy... bo lekarze im szansy dać nie chcą, oprócz kilku BOHATERSKICH lekarzy, którzy to w szpitalach robią, ratują życie Polakom NIELEGALNIE!! Wychodzą poza procedury... Kłaniam się im w pas...".

Kto śledzi walkę Jerzego Zięby, wie o co chodzi. Jest stosunkowo prosty sposób na zahamowanie sepsy, który uratował już wiele żyć, ale gros lekarzy (oprócz wspomnianych cichych bohaterów) nie chce tego przyjąć do wiadomości. Ma to związek z witaminą C, a dokładniej askorbinianem sodu. Podobnie jak innych cennych wskazań, które mają podstawy naukowe a przede wszystkim sprawdzają się w praktyce. Pycha nie rodzi dobrych owoców...
Warto przy okazji wspomnieć, że JZ  brał udział w zorganizowaniu Pogotowia Anty-sepsowego działającego w ramach Stowarzyszenia Zdrowa Polska - Czyńmy Dobro - wg  procedury przez niego opracowanej razem z prof. Frydrychowskim i pomocy udzielanej za darmo (w domyśle  - płaci za to J. Zięba).

A z jaką empatią na ten wpis zareagował YY?

YY:  Ten oszołom jeszcze nie siedzi?

LK:  Kto jest oszołomem? Szczypta wiedzy nie powinna zaboleć...
Ech, szkoda słów na takie komentarze.

[ ale były "lepsze", pojawił się, i to parokrotnie, ten: ]

ZZ:   Zięba - człowiek, który wyruchał więcej Polaków niż Łysy z Brazers kobiet w czasie całej swojej kariery.

   JZ > ZZ   No tak... typowe dla adepta newsweekow, tefalenow itd...

[Tutaj wyjaśnienie, bo nie wszyscy znają kontekst tego odniesienia. Powyższe redakcje (chociaż nie jedyne) zasłynęły z pamfletów na p. Jerzego - w stylu "Soku z Buraka" - nierzetelnych, jakby (?) na zamówienie. Już wspomniałem o jakości różnych "reportaży", gdy redakcje okroiły nagrany materiał i przeinaczyły wypowiedzi J. Zięby.  Podobnie w zaocznych swoich materiałach. Było też wiele niewybrednych "wycieczek osobistych" dotyczących życiorysu, rodziny, dyplomu itp. A w wielu przypadkach wystarczyło by po prostu go zapytać.  J. Zięba także chętnie odpowiadał a vista na wszelkie pytania na paru internetowych streamach.
Zatem kto czyta i ogląda te media (TVP i przybudówki też miewają podobne wrzutki) faktycznie wpada w ich schematyzm oczerniania, braku wiedzy bezpośredniej i bazuje na replikowaniu bzdur.]

Albo   YY: Ten człowiek jest nienormalny. Nie zamykajcie go w więzieniu. Zamknijcie go w psychiatryku. Na stałe.

... To tylko mała próbka - z komentarzy na moim profilu na FB.

Drogi Czytelniku, jak ci się podoba taki poziom "dyskusji"?
Przypominam - to nie ja wywołałem taki jej standard.

Krótkie podsumowanie

Żyj i daj żyć innym  - przy głębszym rozpoznaniu wyższego poziomu bytu - jesteśmy jednością w różnorodności.

Więcej otwartej głowy, szerszego horyzontu, mniej tabu i uprzedzeń, więcej wolności a nawet przekory. Świat jeszcze w wielu dziedzinach raczkuje, a zwłaszcza w zakresie możliwości człowieka.
Wspomniani dyskutanci, to jeszcze względnie młode osoby - dziś mają jeszcze spory dysonans poznawczy gdy porusza się hipokryzję i fałsze w ramach nauki i polityki, ale doczekają czasu gdy to zostanie zdemaskowane.
Podobnie inni - szczególnie drażni pyszałkowatość nader aktywnych w wymądrzaniu się
studentów medycyny -  jeszcze żółtodzióbów, którym daleko  do wiedzy p. Jerzego. Młodzieńcza naiwna wiara w podręczniki pisane na zamówienie przemysłu farmaceutycznego i sponsorowanych badań. A jaka zarozumiałość...
A Internet wszystko pamięta, także ich wypowiedzi i hejt. Po co psuć sobie "markę osobistą"?
Czy warto, za przeproszeniem, wyjść kiedyś na ... głupka? Czy nie lepiej ocknąć się z tego już teraz?

Z pozycji przedstawionych zjawisk, zadam pytanie: Czy owi "szybcy krytycy" chcą być  po stronie brutalnej siły zagranicznych korporacji, korupcji, bezsensu i trwania w chorobach, czy po stronie ludzi, którzy powyższe zjawiska demaskują oraz ludzi i rodzimych firm  oferujących realne i sprawdzające się w praktyce rozwiązania?

Nie zjadłem wszystkich rozumów, też mogę się mylić, ale ... zjadłem już zęby na pokazywaniu i demaskowaniu różnych fałszów.
 

W oczach niektórych może się zblamuję, ale niech czas będzie sędzią, a nie ich niedowierzanie, strachy, zadufanie lub interesy.

Mnie już nie zależy na "osobistej marce" - nie jestem ani na etacie, ani influencerem czy politykiem z zasięgiem, ani celebrytą, ani potakiwaczem, -  jestem prostym stronnikiem prawdy.

Możecie mi odmówić prawa występowania z twierdzeniami, ale nie zadawania pytań.

Kto pyta, jest głupcem przez pięć minut, kto nie pyta, pozostaje nim do końca.

 

W ogóle - zadawanie trafnych (a nie kąsających lub insynuacyjnych) pytań, a tym samym ujawnianie niewiedzy jest ważnym zadaniem nauki.

A najgorsza ignorancja to taka, gdy ktoś nie chce z niej wyjść.
 

Zbyt często poglądy, a w ślad za tym i działania, bazują na pochopnej ocenie i uprzedzeniach - c.b.d.o.

 

-----------

* Dopisek późniejszy. Na przełomie 2019/20 J. Zięba zaczął reklamy swoich produktów w Internecie.
Stało się to po zamknięciu firmy w Polsce i uruchomieniu za granicą jej nowej odsłony .

 

Aneks z nazwiskami

Poniżej lista lekarzy, specjalistów z pokrewnych dziedzin, terapeutów, badaczy i praktyków związanych z medycyną i leczeniem, którzy patrzą szerzej na ten temat niż tylko wg medycyny akademickiej. 
Lista tych, których znam, ale zapewne tylko niektórych z dużej rzeszy takich ludzi Czytałem/słuchałem ich, a część powoływałem a także przedstawiałem bliżej w swych artykułach lub wpisach.
Ostatnio zacząłem spisywać ich listę by to ogarnąć. Stan na 10.10.2019. Wybór dość arbitralny - nie różnicuję i nie oceniam wagi czy zasług każdego (co do niektórych jeszcze nie mam ostatecznej opinii), więc alfabetycznie. 
To jest fragment z nazwiskami mojej uzupełnianej "bazy" - więc nie pokazuję publikacji czy specjalizacji. Część osób ma tytuły naukowe, w tym profesorskie, które tutaj też pomijam.

Podane zestawienie obejmuje tylko polskich przedstawicieli (zagranicznych jest ponad-proporcjonalnie więcej - ze względu na populację i z powodu większego otwarcia i zaawansowania wiedzy).
Niektóre nazwiska nie są jednoznaczne - zainteresowanym podam identyfikację. Cdn.

 

 

Abramek Krzysztof; Adamski Maciej; Alagor Krystyna; Aleksandrowicz Julian; Bachański Marek; Baron Rafał; Bartke Marianna; Basińska Anna; Batkiewicz Władysław; Bednarczyk-Witoszek Ewa; Białek  Ewa Danuta; Błagoobrazow Igor; Błaszczyszyn Maja; Błaszczyszyn Paweł; Błecha Krzysztof; Borkowski Marian; Borowicz Jacek; Borzęcka Bożena; Brodowiak Alicja; Bross-Walderdorff Katarzyna;  Bury-Słabicka Katarzyna; Bustowski Marcin; Chmielnicki Bartosz; Chudziński Krzysztof; Ciara-SzefIrek Irek; Ciesielska Anna; Cieśla Andrzej; Cubała-Kucharska Magdalena; Cuske Przemysław; Czajkowska-Majewska Maria Dorota; Czoba Krzysztof; Dąbrowska Elżbieta; Dąbrowska Ewa; Dąbrowski Janusz; Della Porta Bogusława; Derejczyk Stanisław; Drela Nadzieja; Drzewi Jerzy; Dudzińska Elzbieta; Dul Marta; Elemborg Lilian Kristinn; Filipiak Zofia; Fortuna Waldemar; Frydrychowski Andrzej; Gajos Iwona; Giżycka Ela; Giźla Dorota; Gołybard Eugeniusz; Gołybard Irena; Górnicka Jadwiga; Grabarz Andrzej; Gruszecka Karolina; Grzebyk Ryszard; Grzechowiak Anna;  Grzeszczuk Anna; Grzeszczuk Jerzy; Grzybowski Jacek; Grzywacz Szymon; Hałat Zbigniew; Hankiewicz-Miącz Ewa; Huppert Lena; Jabłoński Grzegorz; Jachimowicz-Klein Barbara; Janczewski Andrzej; Jambor Jerzy; Janus Andrzej; Jarosz Agnieszka; Jaroszkewicz Barbara; Jędrzejczyk Janusz Konrad; Jot Bogdan; Kamińska Karolina; Kardasz Piotr;  Kasprzak Jarosław; Kawka Andrzej; Kazana Barbara; Kempisty Jadwiga; Kilarski Bożena; King Łukasz; Klimuszko Czesław; Kilarski Bożena; Kolbusz Stanisław; Kołodziej Mirka; Kołodziejczyk Janusz; Kosznik Romuald; Kowalewski Witold; Krochmalski Marek; Krop Józef; Krupa Urszula; Krupka Krzysztof Janusz; Krupka Krzysztof; Krześniak Leszek M.; Kubiak Paweł; Kudliński Adolf; Kulisz Andre; Kwaśniewski Jan; Kwiatkowski Andrzej; Kwolek  Dariusz; Lasocińska Joanna; Łapa Dorota; Lewkowicz-Mosiej Teresa; Lubicki Łukasz; Lubiński Jan; Łabaziewicz Teresa; Łukaszek-Gwóźdż Ewa; Łukaszewski Wojciech; Marciniak-Kosmowska Renata; Maryniak Hieronim; Maslanky Jerzy; Maszczyk Józef; Matusz Walentyna; Matuszewska Magdalena; Mika Sławomir; Mikuliszyn  Krzysztof; Miszczak Tadeusz; Mrozowicz-Szmidt Irmina; Nadda Sonika; Nalewaj-Nowak Jolanta; Nawałow Aleksander; Nawolski Janusz; Niedzwiecki Aleksandra; Nowak Jacek; Nowak Roman; Nowiński Wiesław; Orłowski Jacek; Oruba Jan; Ostrowska Małgorzata; Ożarowski Aleksander; Paruzel Irena; Penksyk Stanisław A.; Peszko Beata; Piekoszewski Wojciech; Piotr Ryszard; Placzyński Henryk; Pokrywka Jan; Połetek Dorota; Połonecki Paweł; Popowicz Danuta; Przechrzta Antoni; Przygoda Adam; Przyjemska  Bożena; Radomska Małgorzata; Radwanowska Nelly; Raganowicz Idalia; Ratajczak Małgorzata; Rawicz-Popławski Józef; Rezner Tomasz; Rogus Marcin; Roik Jacek; Roland Marek; Romanowski Jarosław; Różański Henryk; Różyc Marian; Rybczyński Anatol; Sagasz-Woźniak Aleksandra; Salerek Sławomir; Sarnowicz Sebastian; Sienkiewicz Dorota; Siwacki Przemysław; Skrzęta Bohdan; Słonecki Józef; Ślusarski Marek; Soporowski Jędrzej; Staszewska Dorota; Stelmach Wiktor; Stępkowska Izabella; Stojko Artur; Strączyński Jerzy; Styńska Aneta; Świątkiewicz Grażyna; Świątkowska Katarzyna; Szczęsny-Skoczeń Ewa; Szebestik Michał; Szmaj Ewa; Szołtysik Marek; Szymański Andrzej; Szymański Dariusz; Szymborska Bożena; Szywała Leszek; Ślebzak-Cebula Beata; Śmiełowski Sławomir; Taborowski Malwina; Talar Jan; Taratajcio Jan; Tombak Michał; Uznański Arkadiusz; Vetulani Jerzy; Waszak Agata; Wawer Iwona; Wegener Wanda; Wężyk-Caba Ilona; Wiąckowski Stanisław; Wierciński Ryszard; Wietecha Janusz; Wojnowski Bogumił; Wojtkowiak Diana; Woźniak Jerzy; Woźniak Tomasz; Wróblewski Dariusz Wojciech; Wyszyński Bogusław; Zalewska Teresa Maria; Załuska Kasia; Zaręba Dariusz; Zawilski Andrzej; Zięba Jerzy; Zięba Jolanta; Żak Andrzej; Żak-Cyran Bożena; ..

 

 

Można by jeszcze przytoczyć niektóre osoby ujęte w Poczet Healerów Polskich lub podobne zestawienia...

 

-------------------------

 

PS. Jestem w toku innych pilnych spraw, zatem w pospiechu, w tym sporym tekście mogłem popełnić jakieś błędy, być może jakiś link nie zadziała, może i ja sam  coś źle zrozumiałem... Moje poglądy też ewoluują - jak widać po archiwalnych artykułach, zwłaszcza w dziale ANTY tutejszego serwisu.
Ale myślę, że ważna jest ogólna wymowa. Przypominam - to osobisty pogląd, ale ... może i Ty się do niego przychylisz?

 

opr. L. Korolkiewicz

 

PS.
1.
powiedz o www.LepszeZdrowie.info innym...
2 .Aha, sprawdź, proszę, co się kryje pod ikonkami (bannerami) na prawym marginesie.
 

 

 



Wyszukiwarka
lokalna

na dole strony
Także w Komunikaty

Zapisz się na 
Biuletyn

(Twoje dane sa całkowicie bezpieczne,
za zapis -
upominek)

 

Twoja Ochrona Medyczna
Twoja Super Ochrona Medyczna

 Zdrowie i Fitness
Zobacz na Facebook'u

kawa dla zdrowia

Zdrowie ze ^ smakiem

Zdrowy biznes

 

  Widge

 

Otwórz serce


Twój System

Dla
Stefana G

Share

Follow etsaman2 on Twitter

 

 

 


                    Wyszukiwarka lokalna Umożliwia wyszukiwanie wg stopnia dopasowania lub dat (patrz opcje wyników po wyświetleniu). 
                    Google aktualizuje swe indeksowane zasoby co pewien czas, zatem nie zawsze to, co się pokaże jest aktualne. Zawiera reklamy Google
.
  

                         Copyright Leszek Korolkiewicz 2007-20    admin( @ )lepszezdrowie.info   Zastrzeżenie i Polityka Prywatności 
                      Na tej stronie wykorzystujemy tzw. ciasteczka - małe pliki tekstowe (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki.  
                         
Korzystanie z naszego serwisu bez  zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia > Zastrzeżenie. (patrz też lewy margines).   Powrót do strony głównej.