Podziekowania dla PerfektArt

Zdrowie, energia, siła i radość.


Startowa
Do nadrzędnej
Nowości
English
Anty
Inne
English articles
O nas
Współpraca
Linki
Polecamy
Ściągnij sobie
Zastrzeżenie


Słońce – zdrowe czy nie?

”Idź, ciągle idź w stronę słońca”, z głową na karku.

Znaczenie światła dla życia jest oczywiste. Gdyby nie Słońce nie było by życia na Ziemi, przede wszystkim przez stałe energetyczne zasilanie i podtrzymywanie temperatury w przedziałach umożliwiających tę formę życia jaka znamy. W całym spektrum energetycznym najlepiej poznane jest światło oraz mechanizm fotosyntezy. Ponieważ nasze komórki nie wykorzystują chlorofilu, to pomimo że rola światła w fizjologii człowieka jest znana od dawna, to łatwo było wykluczyć udział energii światła jako czynnika w ludzkich procesach wytwarzania energii, mimo iż chlorofil jest bardzo podobny w budowie do hemoglobiny. Tu otwiera się pole do dalszych badań, o których wspomnę na końcu artykułu, a teraz przypomnijmy najbardziej znane fakty i dajmy wstęp do tytułowego tematu.

Światło reguluje nasz cykl dobowy. Okazało się, że ludzki zegar biologiczny nie działa dokładnie w cyklu 24 godzinnym.
U niektórych osób cykl ten jest nieco krótszy, a osoby takie nazywamy „rannymi ptaszkami”. U innych cykl jest dłuższy niż 24 godziny. Są oni powszechnie nazywani „sowami”. Z wiekiem zegar biologiczny zaczyna pracować w nieco krótszym cyklu. Średnio dla całej populacji rytm dobowy trwa jednak 24,5 godziny, jest więc dłuższy od astronomicznego cyklu dnia i nocy. Mimo tego ludzie nie odczuwają dolegliwości związanych z tymi różnicami. Duża ilość światła podczas dnia i ciemność w godzinach nocnych poprzez regulację poziomu dwóch hormonów, melatoniny i kortyzolu, synchronizuje nasze indywidualne zegary biologiczne z cyklem i zegarem astronomicznym. Jeśli jednak w dzień nie dostajemy właściwej dawki promieniowania świetlnego, nasz zegar biologiczny nie jest właściwie ustawiany, co prowadzi do zaburzeń snu w nocy i senności i zmęczenia w dzień. 

Badania medyczne i biologiczne prowadzone na świecie wykazały, że światło ma nie tylko wzrokowe, ale i biologiczne oddziaływanie na organizm ludzki. W ostatnich latach coraz częściej mówi się o biologicznych efektach światła.

W 2002 roku odkryto nowy typ receptora w ludzkim oku. Odpowiada on za biologiczne skutki, jakie wywołuje światło w ludzkim ciele. Skomplikowane reakcje chemiczne przebiegające pod wpływem światła padającego na ten receptor, również wywołują sygnały, przekazywane dzięki połączeniom nerwowym, między innymi do obszaru mózgu nazywanego jądrem nadskrzyżowań, w skrócie SCN od angielskiego „suprachia-smatic nuclei”, odpowiadającego za sterowanie ludzkim zegarem biologicznym oraz do szyszynki.
Najważniejszym odkryciem stało się stwierdzenie, że światło, a w szczególności regularne  cykle światło-ciemność mają zasadniczy wpływ na kontrolowanie zegara biologicznego człowieka poprzez wpływ na produkcję niektórych ważnych hormonów w ciele ludzkim. Tak można przyspieszyć przepływ krwi w naczyniach wieńcowych, uregulować sen, układ nerwowy, poziom cukru czy zachęcić organizm do zrzucenia nadwagi.

Istnieje silne oddziaływanie biologiczne związane ściśle z powtarzalnym cyklem jasność-ciemność. Na wykresie pokazano powiązanie z wytwarzaniem 2 ważnych hormonów: kortyzolu i melatoniny.

Oprócz cyklów dobowych występują i sezonowe. Zimą większość z nas ogarnia chandra, zniechęcenie i senność. Lekarze mówią, że to tzw. depresja sezonowa, nierozerwalnie związana z szerokością geograficzną i krótkim dniem. To naturalna reakcja ludzkiego organizmu na brak światła.

Te i inne zależności są dość szczegółowo opisane w artykule http://www.lighting.pl/index.php?s_id=10&akcja=artykul&a_id=156&typ=1  z którego wzięto ten rysunek.

W tym materiale jednak zajmę się węższym zakresem tematu, a mianowicie czy słońce jest dla nas zdrowe czy szkodliwe.

Zanim przejdę do wyników badań naukowych (nie każdego interesują te szczegóły), krótkie podsumowanie praktyczne.

Słońce to źródło zdrowia i życia. Promienie ultrafioletowe, którego słońce jest źródłem, ma uzdrawiające i lecznicze działanie.
Skóra człowieka jest wyposażona w bardzo skuteczny mechanizm obronny; pod wpływem promieni UV, zwiększa się wytwarzanie melaniny a to prowadzi do ciemnienia cery, uruchamiając proces ochrony przed wnikaniem promieniowania do głębszych warstw skóry. Ciemnienie, czyli opalenizna, nie jest szkodliwe dla skóry, ani organizmu, przeciwnie, ekspozycja na promieniowanie ultrafioletowe jest poprzez nią spożytkowane do wytwarzania naturalnej witaminy D.
 Witamina D poprawia metabolizowanie wapnia w organizmie, więc mocne kości, silny system immunologiczny. Opalanie się ma też efekty psychoaktywne; działa antydepresyjnie, nawet spowalnia Alzheimera. Nawoływania i ostrzeganie: opalanie powoduje raka skóry!, kieruje naszą uwagę na samą skórę. I tu rzeczywiście sytuacja nieco się komplikuje (o czym dalej). Ludzie mają różne karnacje; od bardzo ciemnej do bardzo jasnej, także skłonności do zaburzeń pigmentacyjnych nie są bez znaczenia. Popularne pieprzyki, czy rozległe znamiona, wymagają bardzo dużo uwagi.

A teraz dokładniej o zagrożeniach i jak to z nimi jest.

By nie ‘odkrywać Ameryki’ zacytuję obszerne fragmenty z artykułu którego autorem jest Jean-Marc Dupuis z biuletynu Poczta Zdrowia.pl.

Słońce nie zabija

…kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, na skórę nałożony najwyższy filtr, cień... Wydaje Ci się, że w ten sposób chronisz się przed rakiem skóry?

Poznaj realne ryzyko śmierci z powodu raka skóry

Dużo mówi się o raku skóry, ponieważ jego liczba podwaja się co 10 lat od 1945 r.

To wydaje się ogromnie dużo, jednakże liczba zgonów z powodu czerniaka skóry wynosiła w Polsce w 2010 roku prawie 12001.

To o 1200 osób za dużo. Ale wystarczy porównać z liczbą 92 600 w 2010 r., które zmarły z powodu innych nowotworów złośliwych, a także z liczbą 174 000 osób zmarłych na choroby układu krążenia2.

Dlaczego takie porównanie jest ważne?

Bo ostatecznie na raka skóry umiera się rzadko, w porównaniu do umieralności z powodu zawału, chorób serca, niewydolności naczyń krwionośnych, raka płuc, piersi, szyjki macicy, jelita grubego, żołądka czy mózgu. A właśnie przebywanie na świeżym powietrzu i słońcu to podstawowy sposób, aby zmniejszyć ryzyko chorób krążenia oraz zapobiec innym rodzajom nowotworów.

Wiesz doskonale, że stres, siedzący tryb życia, nadwaga, alkohol i papierosy są głównymi przyczynami chorób układu krążenia i nowotworów. A więc jeśli:

  •  stresujesz się z powodu raka skóry;
  •  rezygnujesz z aktywności na powietrzu, aby uniknąć raka skóry;
  •  zostajesz w domu, a przez to nabierasz ochoty na niezdrowe jedzenie, wypicie alkoholu lub zapalenie papierosa, czekając, aż będziesz już mógł bezpiecznie wyjść na słońce…,

to właśnie dokonujesz bardzo, bardzo złego wyboru!!!

Dużo ważniejsze dla Ciebie jest zmniejszenie ryzyka chorób krążenia oraz ryzyka nowotworów wszelkiego rodzaju niż koncentrowanie się na zapobieganiu wystąpienia raka skóry.

Większość nowotworów skóry nie jest groźna

Rak skóry, jak wszystkie inne nowotwory, należy traktować bardzo poważnie. Czyli trzeba udać się do lekarza, jeśli tylko zaobserwujesz plamkę lub dziwną grudkę na swojej skórze, a w szczególności niegojącą się ranę, strup lub utrzymującą się i zmieniającą wygląd krostę.

Warto też wiedzieć, że 85% raka skóry to przypadki raka nabłonkowego, a nie czerniaka.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Ponieważ rak nabłonkowy skóry jest uleczalny. Większość zachorowań w ogóle nie stanowi zagrożenia. Nazywa się go rakiem podstawnokomórkowym (łac. Carcinoma basocellulare).

Rak podstawnokomórkowy

W 80% rak podstawnokomórkowy nie może zabić.

Ten rodzaj nowotworu zwykle rozwija się na powierzchni skóry wystawionej na słońce, jak skrzydełka nosa, powieki czy szyja, najczęściej u osób starszych (powyżej 75 lat).

Pierwszym objawem jest często małe czerwone, różowe lub perłowe znamię, które pojawia się na zdrowej skórze. Rozwija się bardzo powoli i nigdy nie daje przerzutów. Nie zabija. Za to, jeśli jest nieleczone, będzie się rozwijać miejscowo i może spowodować uszkodzenia struktur sąsiadujących. Przykładowo rak podstawnokomórkowy na twarzy może się rozrastać i uszkodzić nos lub ucho.

Każda zmiana lub zgrubienie na skórze wymagają więc, aby obejrzał je lekarz.

Na stronie INCa (Krajowego Instytutu Onkologicznego we Francji) na temat raka podstawnokomórkowego, czyli ogromnej większości nowotworów skóry, widnieje taka informacja: „znamiona wystarczy usunąć chirurgicznie, aby zapewnić wyleczenie, ponieważ rozwijają się powoli i nie wywołują zmian w innych częściach ciała (przerzutów)3”.

Takie stwierdzenie jest przesadzone i być może nawet służy temu, by zrobić przyjemność chirurgom medycyny estetycznej. Jeśli bowiem rak jest źle umiejscowiony, istnieje ryzyko, że chirurg pozostawi paskudną bliznę. Według profesora Henriego Joyeuxa, którego poprosiłem o komentarz na ten temat, „aby wyleczyć takie znamię, idealna jest radioterapia kontaktowa z 1 – 3 seansami elektroterapii – usuwa się wtedy zmianę bez powstania blizny”.

Leczenie chirurgiczne jest możliwe dopiero po konsultacji z lekarzem. W większości przypadków będzie zastosowane znieczulenie miejscowe. Ból i dyskomfort zwykle są minimalne, a pacjent rzadko cierpi po zabiegu.

Mówię Ci o tym, ponieważ rak podstawnokomórkowy jest najczęściej występujący i łatwy do wyleczenia. Pozostałe 20% przypadków raka skóry to bardziej agresywny rodzaj – rak kolczystokomórkowy (łac. Carcinoma spinocellulare).

Rak kolczystokomórkowy (płaskonabłonkowy)

20% raków nabłonkowych skóry to rak kolczystokomórkowy (zwany również płaskonabłonkowym). Ten rodzaj raka rozwija się głównie na twarzy, najczęściej wokół uszu lub ust. Może jednak wystąpić w każdym innym miejscu na skórze.

Zwykle zaczyna się jako mały strup lub łuszcząca się zmiana o czerwonej lub różowej podstawie. Czasem przekształca się w guz podobny do brodawki. Rak kolczystokomórkowy może utworzyć ropiejącą ranę (owrzodzenie) lub okresowo krwawić. Należy go leczyć, w przeciwnym razie rozszerza się na znajdujące się głębiej tkanki, co może prowadzić do zniekształcenia skóry uszu, ust lub innych części ciała.

Nie panikuj jednak! Krajowy Instytut Onkologiczny we Francji informuje, że: „przypadki raka płaskonabłonkowego są rzadsze i mogą dawać przerzuty. Jednakże są łatwe do wyleczenia w większości przypadków, dzięki wczesnemu wykrywaniu, umożliwiającemu leczenie chirurgiczne4”.

Według prof. Henriego Joyeuxa „radioterapia nieagresywna, dobrze celowana, może wyleczyć, nie pozostawiając blizn, jedynie lekko odbarwiony obszar skóry”.

Dlatego warto udać się do lekarza, jeśli tylko zauważysz coś dziwnego na skórze.

Leczenie, tak jak w przypadku raka podstawnokomórkowego, wykonuje się w zwykłym znieczuleniu miejscowym, bez długotrwałego bólu.

Jeśli więc wykażesz minimum ostrożności i zdrowego rozsądku, nie umrzesz na raka nabłonkowego skóry.

Trzecia kategoria raka skóry jest najrzadsza i najgroźniejsza: czerniak złośliwy.

Czerniak złośliwy

Czerniak złośliwy jest groźnym rakiem skóry. To prawdziwa czarna owca w rodzinie nowotworów skóry.

Czerniaki są nowotworami komórek zwanych melanocytami, które wytwarzają barwniki powodujące brązowienie skóry. Melanocyt dosłownie oznacza komórkę produkującą czerń (z greckiego melanos – czarny i kytos – komórka).

Czerniak pojawia się najczęściej na zupełnie zdrowej powierzchni skóry i tworzy się stopniowo w formie małej pigmentowej plamki. W 15–20% przypadków rozwija się na bazie zwykłego pieprzyka.

Liczba zachorowań na czerniaka skóry wynosiła w 2010 roku prawie 1200 u mężczyzn i 1350 u kobiet5. Większość przypadków, wcześnie wykryta, jest wyleczalna dzięki leczeniu operacyjnemu, które umożliwia wycięcie zmiany pod znieczuleniem.

Mniejsza część przypadków czerniaka (około 15%) jest jednak wykrywana zbyt późno, gdy już dały przerzuty nowotworowe, których nawet chemioterapia nie może wyleczyć. W konsekwencji pacjent umiera.

Rzeczywisty wpływ słońca na powstawanie czerniaka

Jak w przypadku innych poważnych chorób, istnieje wiele czynników, które zakłócają pracę systemu odpornościowego i wywołują raka: żywność, substancje toksyczne, stres czy brak odpowiedniej ilości snu.

Istnieją również czynniki związane ze środowiskiem. Wśród nich oparzenia słoneczne są niewątpliwą przyczyną występowania czerniaka, zwłaszcza u dzieci przebywających na słońcu, których skóra nie miała czasu, aby się do tego przygotować.

Czasopismo medyczne „The Lancet” opublikowało w 2004 r. bardzo ważną informację, jednak potem nigdy nie powtórzoną w mediach ani przez państwowe instytucje zdrowia. Być może z obawy, aby nie burzyć aktualnego przekazu dla społeczeństwa na temat wpływu słońca na raka skóry.

Ta niezwykle ważna informacja jest następująca: w przeciwieństwie do raka nabłonkowego, czerniak wstępuje rzadziej u osób regularnie przebywających na słońcu!6

Pozwól, że powtórzę to jeszcze raz: regularne przebywanie na słońcu w umiarkowany sposób zmniejsza ryzyko wystąpienia czerniaka! Owszem, słońce powoduje wystąpienie czerniaka, ale tylko jeśli ekspozycja na słońce jest gwałtowna i jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajony.

Dlatego też u osób pracujących w biurze, którzy raz na rok wyjadą na wakacje nad morze, stwierdza się więcej przypadków czerniaka niż u osób pracujących na zewnątrz7.

Warto zresztą zauważyć, że czerniak nie występuje koniecznie na obszarach skóry wystawianych na słońce.

„British Medical Journal” potwierdził tę informację, wyjaśniając, że czynnik słońca, bezdyskusyjny w przypadku raka nabłonkowego, nie został zaklasyfikowany jako główna przyczyna czerniaka8.

Słońce może zmniejszyć ryzyko śmierci o 50%

Ponad 200 badań epidemiologicznych potwierdziło związek między brakiem witaminy D a ryzykiem zachorowania na raka.

Według badania dr Williama Granta, międzynarodowego eksperta ds. witaminy D, 30% zgonów na raka można by uniknąć, dzięki zwiększeniu witaminy D w organizmie. To dałoby 2 miliony ludzkich istnień ocalonych każdego roku w skali całego świata9.

Według dr Cédric Garland ze Szkoły Medycyny Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego (USA), specjalisty ds. witaminy D, której wpływ na organizm studiuje już od 30 lat, każdego roku w skali świata można by uniknąć 600 tysięcy przypadków raka piersi i raka jelita grubego tylko dzięki większej ilości witaminy D w organizmie!

Doprowadzenie do optymalnego poziomu witaminy D pozwoliłoby uniknąć 16 rodzajów raka, włącznie z najgroźniejszymi z nich, czyli nowotworów trzustki i płuc.

Badanie przeprowadzone na dużą skalę wykazało, iż witamina D wraz z wapniem może ograniczyć światowe ryzyko zachorowań na nowotwory do 60% u kobiet po menopauzie10.

Kobiety o jasnej karnacji, które systematycznie przebywają dużo na słońcu, wykazują mniejsze ryzyko zachorowania na raka piersi. Potwierdza to badanie „American Journal of Epdiemiology”11.

Jak wiesz, słońce to dla Ciebie najlepsze źródło witaminy D. Możesz zupełnie bezpiecznie wytworzyć 20 000 UI witaminy D dziennie, wystawiając się na słońce (dwie trzecie powierzchni Twojej skóry) na przykład 3 razy po 20 minut.

20 000 UI to ogromnie dużo. To sto razy więcej niż 200 UI ustalone jako dzienna dawka zalecana przez normy europejskie. Niczym nie ryzykujesz, jeśli zwiększysz dawkę z tego źródła, ponieważ Twój organizm w naturalny sposób reguluje produkcję witaminy D pod wpływem słońca, tak aby nigdy nie osiągnąć poziomu niebezpiecznego.

Dobre wiadomości dotyczące słońca na tym się nie kończą.

Badacze odkryli ostatnio jeszcze jedno dobrodziejstwo słoneczne. Jeśli przebywasz na słońcu, podnosi się poziom tlenku azotu we krwi. Powoduje to obniżenie ciśnienia tętniczego.

Według Richarda Wellera, naukowca specjalizującego się w dermatologii, który badał oddziaływanie słońca na zdrowie, słońce może więc być skutecznym sposobem walki z nadciśnieniem12.

Oczywiście wszystkie te pozytywne skutki oddziaływania słońca nie wystąpią, jeśli się nasmarujesz kremem z filtrem.

To, co potrzebne, to wystawić się na maksimum 20 minut, gdy słońce jest wysoko na niebie.

Aby przygotować swoją skórę, możesz zażywać jako suplement astaksantynę – ochronny antyoksydant o czerwonym kolorze, pozyskiwany z alg.

W razie oparzenia słonecznego nałóż na skórę krem z aloesu.

A przede wszystkim korzystaj z pięknych dni lata, aby optymalnie podnieść poziom witaminy D i tlenku azotu. Słońce ma też działanie przeciwbólowe13 i znacznie poprawia nastrój!

Wyjdź więc na dwór, gdy tylko świeci słońce. Uśmiechnij się, gdy nad Twoją głową rozciąga się wielkie niebieskie niebo. A jeśli zauważysz na skórze ranę lub znamię o niepokojącym i zmieniającym się wyglądzie, oczywiście zgłoś się do lekarza. Jednak przede wszystkim, nie popadaj w panikę.

Korzystaj ze słonecznych dni w umiarkowany sposób, bo dużo bardziej zmniejszasz ryzyko zachorowania na wiele chorób (rak, choroby układu krążenia, osteoporoza, stwardnienie rozsiane, depresja), niż zwiększasz ryzyko śmierci na raka skóry.

To wszystko jest prawdą, pod warunkiem że będziesz unikać słonecznych udarów i oparzeń.

-----
Źródła do tego artykułu


1. http://onkologia.org.pl/czerniak-skory-c43/
2. http://www.pzh.gov.pl/page/fileadmin/user_upload/statystyka/Raport_stanu_zdrowia_2012.pdf
3. Les cancers de la peau, http://www.e-cancer.fr/depistage/cancers-de-la-peau/espace-grand-public/les-cancers-de-la-peau
4. Les cancers de la peau, http://www.e-cancer.fr/depistage/cancers-de-la-peau/espace-grand-public/les-cancers-de-la-peau
5. http://onkologia.org.pl/czerniak-skory-c43/
6. Lancet, luty 2004, Is there more than one road to melanoma?, http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(04)15649-3/fulltext
7. Patrz artykuł cytowany wyżej.
8. British Medical Journal, lipiec 2008, Is sun exposure a major cause of melanoma? No, http://www.bmj.com/content/337/bmj.a764
9. Patrz wywiad, Daily Sunlight Can Keep Cancer Away, http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2008/08/07/daily-sunlight-can-keep-cancer-away.aspx
10. Am J Clin Nutr. 2007 Jun;85(6):1586-91.
11. Am. J. Epidemiol. (2007) 166 (12): 1409-1419.
12. Zobacz: Medical News Today, Sun Exposure Benefits May Outweigh Risks Say Scientists, http://www.medicalnewstoday.com/articles/260247.php
13. Pain Level vs Serum Level, http://www.grassrootshealth.net/media/images/pain-chart-wide.pdf

----

Ten głos nie jest odosobniony, przeciwnie – pisze się  o tym coraz częściej, chociaż sprawa jest znana już dawno.

Jeden z większych umysłów w dziedzinie epidemiologii, dr Cedric Garland, takie wnioski wysunął z badań nad witaminą D…

„Gdyby jej poziom był właściwy, zachorowalność na wiele chorób znacznie by zmalała. Głównie ilość przypadków raka nerki, piersi i jelita grubego zmniejszyłaby się o 50 do 80%”.

Rewelacyjne własności witaminy D to osobny obszerny temat, ale wymienię bodajże najważniejszą. Otóż duża ilość witaminy D aktywuje układ odpornościowy lepiej, niż wszystko inne witaminy razem wzięte. Stajesz się odporny na choroby.

Nie możesz przyjąć witaminy D z jedzenia w ilości, jaka jest niezbędna. Musisz wykorzystać słońce. A dokładnie: światło UV-B.

Mając taką odporność, twój organizm potrafi zwalczyć nawet tak groźnego przeciwnika, jakim jest patogen powodujący gruźlicę.

Przykładowo, Jerzy Zięba w swojej ważnej książce „Ukryte terapie – tego lekarz ci nie powie” ( http://lepszezdrowie.info/ukryte_terapie__recenzja.htm ) poświęca cały rozdział korzyściom jaki przynosi promieniowanie słoneczne.

 „Kto wie, że najlepszej ochrony przed niezwykle agresywnym rakiem skóry czy chorobami układu odpornościowego dostarcza nam … słońce!? I to kiedy? W SAMO POŁUDNIE! a poranne i popołudniowe słońce jest dla nas bardziej groźne niż słońce w samo południe.”

 Ta sprawa wymaga wyjaśnienia, ponieważ powstało tu wiele nieporozumień. Chodzi o światło ultrafioletowe, które w swym spektrum posiada 3 przedziały:

UVA długość fali 320 do 400 nanometrów – dociera do powierzchni ziemi.

UVB ma dwa podzakresy: 281-289 nm – promieniowanie całkowicie pochłaniane przez atmosferę, 290-319 nm – w większości przedostaje się do powierzchni ziemi

UVC  - 200-280 nm – prawie całkowicie pochłaniane przez atmosferę.

 Promieniowania UVA dociera do nas 100 razy więcej niż UVB. Pomimo, że UVA niesie mniej energii to ma większą zdolność znacznie głębszego penetrowania warstw skóry.
Ta część światła powoduje powstawanie wolnych rodników, uszkadza kolagen i poprzez tzw. melanocyty uruchamia powstawania ciemnego zabarwienia skóry. Ten  rodzaj światła słonecznego uważa się za główną przyczynę zwiększonego ryzyka powstawania złośliwego nowotworu skóry.

UVB w mniejszym stopniu przenika przez warstwy skóry, może powodować powstawanie niezłośliwych nowotworów przy długim czasie naświetlenia skóry i powoduje jej zaczerwienienie. Jednak przy oparzeniu skóry może także przyczyniać się do nowotworu złośliwego.

Jednocześnie to właśnie UVB jest jedyną frakcją światła słonecznego powodującą powstawanie witaminy D chroniącej cały organizm przed nowotworami.

(o wielu dobroczynnych właściwościach witaminy D pisze autor w swej książce).

Rano i po południu promienie mają zbyt grubą warstwę atmosfery do pokonania. Nie przedrą się, a więc nie wywołają produkcji witaminy D.
To tłumaczy dlaczego, wbrew dość rozpowszechnionym opiniom, najlepiej przebywać na słońcu w południe, bo o tej właśnie porze najwięcej światła UV-B dociera do Ziemi. Rano i po południu dociera przede wszystkim ‘złe’ UVA.
O ile w południe dociera do nas dużo ‘złego’ UVA jak i dużo ‘dobrego’ UVB, to w ogólnym bilansie ‘dobrego’ i ‘złego’ promieniowania powinniśmy postawić na naświetlanie się w południe, ALE z ważnym zastrzeżeniem, żeby nie doprowadzać do zaczerwienienia. Opalenizna jest reakcja obronną organizmu na ‘za dużo słońca’. Z punktu widzenia wytwarzania witaminy D wystarczy 15 minut naświetlenia w południe. Możemy w ten sposób (przy opalaniu całego ciała) wytworzyć nawet 20 000 IU (jednostek) witaminy D, a to jest, jak wspomniał Jean-Marc Dupuis, dużo. Jednak nie powinniśmy się bać przedawkowania, ponieważ mamy mechanizmy kontroli wewnętrznej by to nie nastąpiło w przypadku jej słonecznego ‘źródła’. Także, jeśli jesteśmy opaleni (co za tym idzie - jest duża pigmentacja) nasza skóra produkuje mniej witaminy D, więc nie ma potrzeby zwiększania czasu pobytu na słońcu. W książce J. Zięby jest to opisane dużo dokładniej z uwzględnieniem różnych innych czynników i wyjątków.

Warto przy tym zwrócić uwagę na kremy przeciwsłoneczne. Jeszcze do niedawna, większość z nich blokowała właśnie światło UVB. Zastosowanie kremu z filtrem nr 15 zmniejsza skórną syntezę witaminy o 99 %. I chociaż z tego powodu można było długo przebywać na słońcu bez widocznej gołym okiem szkody, to było to niekorzystne zdrowotnie przez ograniczanie produkcji witaminy D oraz dopuszczanie promieniowania UVA. Ten drugi niekorzystny czynnik jest już wyeliminowany przez kremy nowszej generacji.

Jednak kremy przeciwsłoneczne lub tzw "do opalania" zawierają toksyczny dla skóry oksybenzon oraz awobenzon. Częste smarowanie się takim kremem powoduje nawet uczulenie na promienie słońca. Ktoś kto wymyślił te kremy miał po prostu bardziej głowę do interesu niż uczciwe intencje prozdrowotne. A potem wykorzystał to wielki przemysł kosmetyków i farmacji i jego machina marketingowa.
Główną przyczyną czerniaka są właśnie chemikalia zawarte w kremach. Wg danych sprzed kilku lat aż 97% Amerykanów było skażonych oksybeznonem, związkiem hamującym wchłanianie światła i bardzo trującym dla ludzkiego organizmu.

A może po prostu suplementować się witaminą D?
Niestety, nie możesz przyjąć witaminy D z jedzenia w ilości, jaka jest niezbędna. Musisz wykorzystać słońce. Ponadto witamina D wytworzona przez słońce zostaje w twojej krwi do trzech razy dłużej niż przyjęta doustnie.

Dopiero gdy przychodzą dni jesienno-zimowe – pomimo że wtedy zwłaszcza powinniśmy szukać słońca, to należy też zadbać o to by jeść różne pokarmy, które pomogą nam w utrzymaniu dobrego poziomu witaminy D.

Oto wybrane produkty, które mają  w sobie witaminę D (z wikipedii):

Syntetycznie i postulatywnie te sprawy zostały przedstawione w ważnym dokumencie

Prośba o zmianę projektu „Strategii Walki z rakiem w Polsce 2015 -2024”

(umieszczonym na http://www.citizengo.org/pl/7336-prosba-o-zmiane-projektu-strategii-walki-z-rakiem-w-polsce-2015-2024-konsultacje-spoleczne)

Czytamy tam:

Zawartość rozdziału „Działanie 14.1. – Edukacja na temat szkodliwości promieniowania UV”  jest z gruntu całkowicie myląca. W żaden sposób nie można, tak jak do tej pory się słyszy, twierdzić, że promieniowane UV jest szkodliwe. Jest zupełnie nie do przyjęcia fakt, że tej wagi dokument nie wskazuje na różnice pomiędzy promieniowaniem UVA, UVB i UVC. Jak wiadomo, promieniowanie UVB jest odpowiedzialne za produkcję NATURALNEJ witaminy D, która ZNACZNIE ZAPOBIEGA powstaniu nowotworów. Fakt ten został udowodniony ponad wszelką wątpliwość, opisany, uzasadniony i udokumentowany. Ten aspekt (tj. wpływu UV jako czynnika ryzyka) powinien być znacznie dokładniej wytłumaczony, inaczej dojdzie do ,,wylania dziecka z kąpielą".

Wyrażamy ubolewanie, że autorzy Strategii nie skorzystali z ogromnej bazy wiedzy na ten temat, wskazującej na PRZECIWNOWOTWOROWE działania światła słonecznego właściwie zastosowanego.

To samo dotyczy solariów. Solaria, nie są niebezpieczne, mało tego, mogą być niezwykle korzystne w profilaktyce przeciwnowotworowej, jednakże społeczeństwo musi być poinformowane szczegółowo JAK z nich korzystać. Potraktowanie tego tematu w tak bardzo lakoniczny i zdawkowy sposób, w dokumencie o tak szerokim znaczeniu i zasięgu społecznym jest niedopuszczalne, ponieważ „jednym pociągnięciem”, jak wskazują najnowsze badania naukowe na ten temat, pozbawia społeczeństwo niekwestionowanych zalet, jakie daje światło słoneczne.

--

Co do solariów: Typowe solaria są wyposażone w bardzo mocne lampy, zakres doboru promieniowania też pozostawia wiele do życzenia. Ludzie obsługujący salony, w wielu wypadkach, mają mierną wiedzę i często powierzchownie oceniają efektywne dobranie czasu naświetlania. Chociaż gospodarowanie naturalnie uzyskanej przez organizm witaminy D, odbywa się automatycznie, ciemny pigment ogranicza wrażliwość skóry, to jednak istnieje ryzyko. Poparzenia, mutacje genetyczne, proces starzenia się, czy podrażnienia pieprzyków i znamion są faktem. Warto więc wybrać się do lekarza dermatologa, a może nawet do kilku, w celu konsultacji.

Od dawna wiadomo, że – oprócz naturalnego wpływu codziennego światła - można za pomocą światła leczyć.
Nawet gdy jeszcze nie znano wszystkich odnośnych mechanizmów, zapobiegano  promieniami słonecznymi krzywicy, poprawiano nastrój i leczono niektóre schorzenia skóry.
Współczesna światłoterapia (w tym koloroterapia) wykorzystuje barwne filtry do leczenia wielu chorób, między innymi nadciśnienia, depresji, cukrzycy, dolegliwości żołądka i wątroby.
Oto wybrane fragmenty z artykułu powołanego dalej.
 

- Leczenie światłem kolorowym to działanie na podwzgórze. W klasycznej koloroterapii ciało człowieka lub jego fragment naświetla się stałym światłem jednej barwy. Wykorzystuje się  w leczeniu też światło pulsujące.

- Światłem można leczyć nawet duże nadciśnienie. Osobę chorą poddaje się działaniu impulsów świetlnych o jasnozielonej barwie przez 10 dni 2 razy dziennie po 8 minut. Po tym czasie ciśnienie na tyle spada, że można zmniejszyć dawkę leków lub w ogóle z nich zrezygnować. Barwą czerwoną podnosi się ciśnienie krwi. Metoda ta jest szczególnie przydatna w leczeniu osób cierpiących na liczne schorzenia, które przyjmują wiele leków. Lecząc światłem chronimy ich przewód pokarmowy przed kolejną dawką proszków.

Barwne naświetlanie pomaga:

- w chorobach oczu (zaćmie, jaskrze, chorobach rogówki, zezie, krótkowzroczności, dalekowzroczności, niedowidzeniu, chorobach siatkówki i nerwu wzrokowego, przewlekłym zmęczeniu oczu),
- w schorzeniach układu krążenia (nadciśnieniu tętniczym, chorobie wieńcowej, niedociśnieniu),
- w chorobach układu nerwowego (nerwicach, bólach i zawrotach głowy, niektórych zaburzeniach psychicznych, a także zaburzeniach czynnościowych),
- w schorzeniach dermatologicznych,
- w otyłości i cukrzycy,
- przy schorzeniach narządów moczowo-płciowych.

Badania nad właściwościami fal świetlnych, prowadzone przez naukowców z Centrum Badań Kosmicznych w Rosji, dowodzą, że określona długość fali świetlnej może wywierać wpływ na pracę organów wewnętrznych. W pochmurny dzień docierają do nas fale najkrótsze. Czujemy się ospali, ociężali i znużeni. Im fale są dłuższe, tym więcej światła wchłania nasz organizm. Jesteśmy wtedy weselsi, silniejsi, chętni do pracy, bardziej odporni na choroby, a więc czujemy się lepiej, zdrowiej.
Bardzo dobre wyniki osiąga światłoterapia w leczeniu chorób oczu, zwłaszcza zeza oraz krótkowzroczności. W ponad 70 proc. przypadków poprawia akomodację oka, a zastosowana po operacjach zaćmy zmniejsza krótkowzroczność o blisko 60 procent.

Trzeba wiedzieć, jakiej barwy użyć przy danym schorzeniu, ponieważ każda tkanka inaczej reaguje na kolor. Np. depresję leczy się falami o długości dającej odcienie światła żółtego. Natężenie i kolor światła oraz częstotliwość impulsów są dobrane do schorzenia. Działa się  jednym kolorem na oboje oczu lub różnymi na każde z nich.
Dzięki światłoterapii organizm odzyskuje równowagę na dłuższy czas, niekiedy na stałe. Pozwala to zmniejszyć dawki leków lub z nich zrezygnować.

Czy można je zastąpić sztucznym? Można, ale musi być odpowiednio dobrane. Do leczenia tzw. depresji sezonowych wykorzystuje się lampy fluoroscencyjne, które emitują światło zbliżone do dziennego. Podczas 2-3-godzinnej terapii w promieniach takiej lampy można robić wszystko, co nie wymaga zmiany miejsca. W tradycyjnym lecznictwie, w gabinetach odnowy biologicznej i kosmetycznych dość powszechnie wykorzystuje się światło specjalnych lamp emitujących tzw. światło spolaryzowane (fale poruszają się w jednej płaszczyźnie). Działa ono stymulująco i regenerująco na komórki, wzmacnia układ odpornościowy i zapobiega procesom zapalnym. Przyspiesza gojenie ran, odleżyn, łagodzi objawy trądziku zwyczajnego, uspokaja i niekiedy uśmierza ból. Lampy solux, tzw. ciepłe żarówki, najczęściej stosuje się przy bólach mięśniowych, pourazowych, gośćcowych i zwyrodnieniach kręgosłupa. Przed naświetlaniem skórę trzeba starannie oczyścić, a spoconą wytrzeć do sucha, ponieważ krople załamują promienie i przez to powierzchnia skóry nie będzie jednakowo nagrzewana. Może także dojść do niewielkich, miejscowych poparzeń. Lampa powinna być tak ustawiona, by promienie padały prostopadle na ciało. Odległość ciała od źródła światła nie może być mniejsza niż 30 centymetrów, a czas naświetlań 10-30 minut. Zabieg daje najwięcej korzyści, jeśli odczuwamy przyjemne ciepło, a nie gorąco. W soluksie można założyć kolorowe filtry. Czerwony sprawia, że fale świetlne przenikną w głąb organizmu, przyspieszając ruch krwi i limfy, dzięki czemu w tkankach szybciej przebiegają procesy utleniania. To likwiduje wysięki, stany zapalne i rozluźnienie zrostów pourazowych. Naświetlanie czerwonym światłem wspomaga osłabioną lub nieprawidłową pracę naszych gruczołów płciowych. Światło żółte działa kojąco na osoby nadpobudliwe. Leczy też zapalenia spojówek. Niebieskie i fioletowe likwiduje nerwobóle i dolegliwości przeciążonych mięśni, a także łagodzi świąd. W dermatologii stosuje się niebieskie lampy do leczenia trądziku i łuszczycy.

Oto charakterystyka wpływu kolorów w skrócie.

czerwony dodaje energii i wzmacnia organizm, korzystnie wpływa na aktywność umysłową. Naświetlania łagodzą infekcje dróg oddechowych i objawy przeziębienia, są pomocne przy bólach reumatycznych i anemii;

pomarańczowy łagodniej niż czerwony pobudza energię życiową, ożywia i regeneruje organizm. Naświetlania likwidują skurcze mięśni, wspomagają trawienie i leczenie reumatyzmu;

żółty ożywia umysł, pobudza, ale nie drażni. Korzystnie wpływa na system nerwowy, poprawia nastrój. Naświetlania pomagają w leczeniu alergii, niektórych chorób skóry, cukrzycy, dolegliwości żołądka, wątroby, niedomagań okresu menopauzy;

zielony przywraca równowagę psychiczną, odpręża, uspokaja. Naświetlania ułatwiają leczenie dolegliwości sercowych, grypy, bólów głowy. Mogą likwidować napięcie psychiczne;

niebieski uspokaja, ułatwia koncentrację. Naświetlania zmniejszają stany zapalne, łagodzą objawy choroby pęcherza i podrażnienia słoneczne (niebieski to kolor zimny);

fioletowy koi nerwy, odpręża i uśmierza ból. Naświetlania wspomagają terapie odwykowe i leczenie nerwic.

Te efekty można uzyskiwać dość prosto nawet w domu przez barwne filtry (kolorowe folie, klosze) nałożone na zwykłe lampy oraz przez malowanie ścian, stosowanie witraży itp.

Jak widzimy wykorzystuje się  wpływ kolorów także na psychikę, w szczególności przy leczeniu depresji.

Więcej informacji na ten temat:

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/swiatloterapia-czyli-leczenie-swiatlem_34053.html?page=1&
skąd zacytowano fragmenty.

W tych fizycznych i psychicznych aspektach normuje się i zaleca odpowiednie oświetlenie pomieszczeń, jako element higieny i ergonomii pracy.
Znane są dyskusje o niekorzystnym wpływie świetlówek – patrz np. http://lepszezdrowie.info/tesknota_za_zarowka.htm .

Wprowadzenie energooszczędnych świetlówek wprowadziło niekorzystne zjawiska migotania, złego spektrum światła a przede wszystkim trujące substancje w przypadku przypadkowego zbicia lampy lub nieprofesjonalnego recyklingu – jak opisano w artykule.

Ostatnio coraz częściej używa się oświetlenia ledowego, co jest energetycznie jeszcze korzystniejsze. Ogólnie takie oświetlenie jest też bezpieczniejsze , ale zwrócę uwagę na parę (pomniejszych) zagrożeń jeśli oświetlenie LED jest niskiej jakości, czyli zazwyczaj tanie produkty niemarkowych producentów. A jakie to zagrożenia?

Migotanie - jeśli elektronika sterująca lub zasilająca diody LED jest niskiej jakości lub po prostu źle zaprojektowana to może pojawić się efekt migotania. Może on być mocno widoczny ale także prawie niewidoczny lub zauważalny tylko kątem oka. W każdym przypadku powoduje on jednak przyspieszone zmęczenie wzroku, a wraz z nim mogą pojawić się takie dolegliwości jak: pieczenie, swędzenie i ból oczu, uczucie ciężkości powiek, mroczki przed oczami, zawroty i bóle głowy, nieostrość widzenia, trudności w koncentracji, wzmożona pobudliwość nerwowa.
Oślepianie - diody LED to elementy elektroniczne o dużej luminancji, czyli o bardzo niewielkich rozmiarach jednak emitujące duże ilości światła. Dlatego lepiej stosować diodowe źródła światła, w których światło jest rozproszone przez dodatkową optykę albo jest emitowane przez kilka diod o mniejszej jasności zamiast jednej diody o bardzo dużej mocy. Najlepszym rozwiązaniem jest takie projektowanie oświetlenia LED aby same diody nie były bezpośrednio widoczne tylko aby docierało do nas światło odbite od innych powierzchni lub przez nie rozproszone.

Niebieskie światło - niedawne badania naukowe dowiodły, że długotrwałe narażenie wzroku na niebieskie światło może wpływać negatywnie na fotoreceptory w nabłonku barwnikowym siatkówki. Według naukowców z francuskiej agencji ANSES może to prowadzić do przyspieszenia choroby wzroku zwanej AMD, która jest związana z degeneracją plamki żółtej na wskutek wieku. Zdecydowana większość białych diod LED o niskiej jakości (czyli niemarkowych) emituje zbyt duże natężenie składowej niebieskiej (wynika to z budowy i słabej jakości luminoforu), czyli może niekorzystnie wpływać na wzrok. Na szczęście większość diod LED markowych producentów przechodzi odpowiednie badania i luminofory są tak dobierane aby widmo światła emitowane przez LED było dla wzroku bezpieczne.

Konkludując - wystarczy korzystać z produktów markowych, dobrej jakości aby ustrzec się niebezpieczeństwa. Warto jednak pamiętać, że nawet markowe produkty mogą przysporzyć problemów w przypadku nieprofesjonalnej instalacji, dlatego warto również wybierać projektantów oraz instalatorów, którzy posiadają bogatą wiedzę i doświadczenie w zakresie oświetlenia LED.

W kilku czasopismach i portalach internetowych pojawiły się informacje dotyczące rzekomego odkrycia w diodach LED niebezpiecznych substancji takich jak ołów, arsen, miedź i nikiel. Ponieważ w większości przypadków gazety lub portale internetowe "zapomniały" dopisać, że ów raport University of California, na który się powoływali (choć część nawet tą informację pominęła) dotyczył wyłącznie niemarkowych, chińskich diod LED wykorzystanych do produkcji tanich ozdób choinkowych, które nie tylko zawierały toksyczne substancje ale również nie spełniały żadnych wymagań bezpieczeństwa od strony elektrycznej. Co więcej szkodliwe substancje nie zostały znalezione bezpośrednio w diodach LED ale w tworzywie sztucznym stanowiącym oprawę diod. Więc to nie tyle same diody były toksyczne ale cały produkt diodowy.
Więcej o LEDach - http://enterius.pl/wsparcie-techniczne/wplyw-oswietlenia-led-na-zdrowie /  

[dopisek ex post: jest szereg artykułów krytycznych w stosunku do trwałości ledów i ich zdrowotności, patrz np.:
http://jakoszczedzacpieniadze.pl/oswietlenie-led-prawdy-i-mity
http://tech.wp.pl/kat,1009779,title,Zarowki-LED-niszcza-wzrok-Przerazajace-wyniki-badan,wid,15644220,wiadomosc.html?ticaid=116e9a  i podobne ]

Oczywiście, znaczenie światła i jego stosowanie w terapiach to dużo szersze zagadnienie.
Tylko zasygnalizowałem niektóre tematy.

Oprócz tych ustaleń prawdopodobnie czekają nas dalsze odkrycia o dużo bardziej podstawowym znaczeniu - np. pogłębienie tematyki rozpoczętej przez profesora Włodzimierza Sedlaka, który  podsumował wiele swych pionierskich prac w 1988 r. w książce „Wprowadzenie w bioelektronikę”  (jego zainteresowania dotyczyły wielu zagadnień, na owe czasy jeszcze w powijakach, jak: bioplazma, optoelektronika biologiczna, biologia falowa i  kwantowa, …).

Wg ks. profesora „Przyroda dokonała w materii ożywionej sprzężenia zjawisk chemicznych z elektromagnetycznymi”.

W. Sedlak położył podwaliny pod naukowe badania na ten temat.

Powróćmy na chwilę jeszcze do zasygnalizowanych na wstępnie pól nowszych badań.
Należy przynajmniej wspomnieć o badaniach Davida F. Bociana nad porfirynami.

Są one wytwarzane z melatoniny i obecne we wszystkich ludzkich komórkach. Intensywnie absorbują i remitują (fluorescencja) energię świetlną.
Nie jestem biologiem więc nie podejmuję się tutaj streścić i objaśnić tego tematu – odsyłam np. do artykułu „Energia światła i biologiczne procesy organizmu człowieka” w nr 3/2014 „Nexusa”. Jest tam  opisana hipoteza. że ludzka fotosynteza jest realna a ogólniej że zwierzęce procesy ETC mogą się opierać na energii świetlnej.
Może to leży u podstaw przypadków breatharianizmu?

Zauważmy że światło, światłość jest synonimem duchowego, boskiego pierwiastka w naturze wszechrzeczy. Stąd powszechność motywu światła w religiach – czy kryje się w tym kolejna tajemnica?
A może to po prostu potwierdzenie ustaleń fizyki, zwłaszcza kwantowej, że wszystko jest energią, a jej nośnikiem są fotony?

 

Leszek Korolkiewicz

 

Za treść i dopasowanie reklam automatycznych nie odpowiadamy. 

 


    Wyszukiwarka
        lokalna


Wyszukiwanie
                    
zaawansowane

Zapisz się na 
Biuletyn

(Twoje dane sa całkowicie bezpieczne, za zapis - upominek)

 

Zobacz   Księgę Gości
Dopisz się do Księgi
 

Sięgaj wyżej, dynamicznie

 Zdrowie i Fitness

kawa dla zdrowia

^ Zdrowie ze ^ smakiem

  Widget

Share

Follow etsaman2 on Twitter

 To jest
 Wow
!

 


                Copyright Leszek Korolkiewicz 2007-16    admin( @ )lepszezdrowie.info   Zastrzeżenie  Licznik:
            Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki.  Korzystanie z naszego serwisu bez  zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Patrz Zastrzeżenie.